Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paszkowski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paszkowski. Pokaż wszystkie posty

10/22/2014

Hamlet Akt IV Scena 5 [PASZKOWSKI]

Elzynor. Pokój w zamku.
Wchodzą Królowa i Horacy.


KRÓLOWA
Nie chcę jej widzieć.
HORACY
Natarczywie prosi
O możność wnijścia; stan jej budzi litość.
KRÓLOWA
Cóż jej jest?
HORACY
Ciągle wspomina o ojcu;
Słyszała, mówi, że świat krzywo idzie;
Wzdycha i chwyta się za serce; lada
Fraszka ją drażni; słowa jej bez związku
Nie określają niczego, jednakże
Zastanawiają; podnosi je słuchacz
I zszywa podług kroju własnych myśli;
Każdy zaś wyraz jej, obok wyrazu
Jej twarzy, ruchów i postawy, takie
Czyni wrażenie, że można by myśleć,
Iż jest w nim jakaś myśl, tylko zawiła
I bardzo smutna.

KRÓLOWA
Muszę z nią pomówić;
Mogłaby bowiem złym ludziom dać powód
Do niebezpiecznych przypuszczeń. Niech wnijdzie.
Horacy wychodzi.

Chora ma dusza każdą rzecz powszednią
Złowrogich następstw sądzi przepowiednią,
Jak głupio w trwodze występek przesadza,
Że drżąc przed zdradą sam się prawie zdradza.

Horacy wprowadza Ofelię.
OFELIA
Gdzie jest ozdoba majestatu Danii?
KRÓLOWA
Czego chcesz, luba Ofelio?
OFELIA
śpiewa
Po czym ja cię poznam teraz,
O kochanku mój?
Płaszcz pielgrzymi, kij, sandały,
Twój–że to jest strój?

KRÓLOWA
Niestety, kochane dziewczę, co znaczy ten śpiew?
OFELIA
Czy tak? nie, pani; posłuchaj tylko:
śpiewa
On zmarł, znikł z naszego grona;
Zmarł, opuścił nas;
U nóg jego darń zielona,
W głowach zimny głaz.
Och! Och!

KRÓLOWA
Ależ, Ofelio.
OFELIA
Proszę cię, pani, słuchaj,
śpiewa
Całun jego, jak śnieg biały.
Król wchodzi.

KRÓLOWA
Ach, patrz, mój mężu.
OFELIA
śpiewa
Na całunie kwiat;
Choć go łzy nie opłakały,
Na mogiłę padł.

KRÓL
Jak się masz, śliczna panienko?
OFELIA
Dobrze; Bóg wam zapłać. Mówią, że sowa była córką piekarza. Ach, panie! Wiemy, czym jesteśmy, ale nie wiemy, co się z nami stanie. Niech wam Bóg pomaga przy wieczerzy!
KRÓL
Marzy jej się o ojcu.
OFELIA
Nie mówmy już o tym, proszę; ale jak się was pytać będą, co to znaczy, to powiedzcie:
Dzień dobry, dziś święty Walenty.
Dopiero co świtać poczyna;
Młodzieniec snem leży ujęty,
A hoża doń puka dziewczyna.
Podskoczył kochanek, wdział szaty,
Drzwi rozwarł przed swoją jedyną
I weszła dziewczyna do chaty.
Lecz z chaty nie wyszła dziewczyną.

KRÓL
Nadobna Ofelio!
OFELIA
Dajmy pokój przysięgom; zaraz skończę:
Bezbożność to wielka; Bóg widzi,
Jak wielka w mężczyznach bezbożność!
Cny młodzian się tego nie wstydzi,
Gdy tylko nastręczy się możność.
Wszak nim–eś cel życzeń otrzymał,
Przysiągłeś się ze mną ożenić!
To ona mu tak mówi, a on jej odpowiada:
I byłbym był słowa dotrzymał,
Lecz trzeba ci było się cenić.
KRÓL
Jak dawno ona w tym stanie?
OFELIA
Jeszcze się wszystko naprawi, mam nadzieję. Tylko cierpliwości! Ale nie mogę nie zapłakać, pomyślawszy, że go mają złożyć w zimną ziemię. Mój brat dowie się o tym, a zatem dziękuję państwu za dobrą radę. Niech powóz zajeżdża! Dobranoc, panie; dobranoc, śliczne panie, dobranoc, dobranoc.
wychodzi

KRÓL
Idź waćpan za nią, niech jej pilnie strzegą.
Horacy wychodzi.

Jest to trucizna głębokiej boleści,
Której śmierć ojca źródłem. O Gertrudo!
Gertrudo! ziszcza się na nas ta prawda,
Że kiedy kogo nawiedzają smutki,
To nigdy luzem, a zawżdy gromadnie.
Naprzód zabójstwo jej ojca, następnie
Wyjazd twojego syna, nieszczęsnego
Sprawcy własnego swojego wygnania;
Głuche szemranie ludu, uprzedzone
I złem brzemienne żywiącego myśli
Z powodu śmierci cnego Poloniusza,
Którego skore pochowanie było
Niedorzecznością z naszej strony; teraz
To biedne dziewczę, wyzute z szlachetnej
Władzy rozumu, bez której jesteśmy
Lalkami tylko albo zwierzętami;
Nareszcie, i to jedno tyle waży
Co tamto wszystko, brat jej potajemnie
Powraca z Francji, karmi się zdumieniem,
Kryje się w chmurach i nadstawia ucho
Donosicielom, którzy jadowite
O śmierci ojca wdmuchują mu wieści —
Wieści z uszczerbkiem naszym, przeciw którym
Zastanowienie, ubogie w dowody,
Nic nie podoła. O Gertrudo, zbieg ten
Wypadków, na kształt kilkuramiennego
Narzędzia śmierci, z wielu stron od razu
Zabójczą ranę mi zadaje.

Zgiełk zewnątrz.
KRÓLOWA
Przebóg!
Cóż to za hałas?
Wchodzi jeden z Dworzan.
KRÓL
Hola! Szwajcarowie!
Gdzie oni? Niechaj drzwi pilnie obsadzą.
Skąd ten zgiełk?

DWORZANIN
Chroń się, miłościwy królu,
Ocean, z łoża swojego wybiegły,
Nie chłonie z większą gwałtownością nizin,
Jako Laertes na czele powstańców
Straż twą powala. Lud go głosi panem;
I jakby świat był dopiero w zawiązku,
Przeszłość zatarta, zapomniany zwyczaj,
Te słów hamulce i wszelkiej swawoli,
Słychać wołanie: „Wybierajmy króla!
Laertes królem!” Czapki, dłonie, usta
Ze wszech stron wtórzą temu okrzykowi:
„Laertes królem! Wiwat król Laertes!”
KRÓLOWA
Jak ujadają za fałszywym wiatrem!
O, pod trop gonisz, podła duńska psiarnio!
KRÓL
Drzwi wyłamano.
Laertes wchodzi uzbrojony, za nim Duńczycy.
LAERTES
Gdzie ten król? — Stańcie ówdzie, przyjaciele.
DUŃCZYCY
Pozwól nam także wejść.
LAERTES
Nie wchodźcie, proszę.
DUŃCZYCY
Będziem posłuszni.
cofają się za drzwi
LAERTES
Dziękuję wam; stójcie
Przy drzwiach na straży. — Nienawistny królu.
Oddaj mi ojca!
KRÓLOWA
Z wolna, Laertesie,
Zbierz trochę zimnej krwi.
LAERTES
Kropla krwi zimnej
Byłaby we mnie świadectwem bękarctwa,
Urągowiskiem przeciw memu ojcu,
Zakałem, który by piętno bezwstydu
Wyrył na czystym czole matki mojej.

KRÓL
Jakiż cię powód skłania, Laertesie,
Tak buntowniczo przeciw nam powstawać?
Odstąp, Gertrudo, nie lękaj się o nas;
Taka jest bowiem boskość majestatu,
Że zdrada, choćby nie wiedzieć co chciała,
Tępi o niego swój pocisk. —
Powiedz mi, Laertesie, co to znaczy? —
Gertrudo, daj mu pokój. — Mów młodzieńcze.
LAERTES
Ty sam mów raczej: gdzie mój ojciec?
KRÓL
Umarł.
KRÓLOWA
Ale nie z jego winy.
KRÓL
Daj mu pokój.
Niech się wypyta do sytości.
LAERTES
Jakim
Sposobem umarł? Nie dam się omamić.
Do czarta z uległością! Niechaj w piekło
Pójdą przysięgi! Sumienie, powinność
Niech w najczarniejszej przepadną otchłani!
Urągam potępieniu. Na to przyszło,
Że oba światy niczym są w mych oczach:
Wszystko mi obojętne, bylem tylko
Sowicie pomścił ojca.

KRÓL
Któż ci broni?
LAERTES
Nikt w świecie, jeno własna moja wola;
Możność zaś moją k'temu tak urządzę,
Że z małą garścią środków wiele wskóra.
KRÓL
Chcesz–li się czegoś pewnego dowiedzieć
O śmierci ojca twego, Laertesie?
Jest–że w twej zemście zapisana zguba
Zarówno jego przyjaciół i wrogów?
Tych, co zyskali, i tych, co stracili?
LAERTES
Niczyja, tylko jego nieprzyjaciół.
KRÓL
Chcesz–że ich poznać?
LAERTES
Przyjaciołom jego
Szeroko moje otworzę ramiona
I, jak pelikan dzielący się życiem,
Obdzielę ich krwią moją.

KRÓL
Teraz mówisz
Jak nieodrodny syn i prawy szlachcic.
Żem ja nie winien śmierci twego ojca,
Owszem, najmocniej nią jestem dotknięty,
To się okaże wnet rozwadze twojej
Tak jasne jak dzień oczom.
DUŃCZYCY
za sceną
Puśćcie ją!
LAERTES
Co to jest? Skąd ten hałas?
Ofelia wchodzi, fantastycznie ubrana w kłosy i kwiaty.

O wściekłości!
Spal mi mózg! Soli łez, straw mi zmysł wzroku!
Na Boga! Za to twoje obłąkanie
Ciężką zapłatę ściągnę z jego sprawców,
Tak, że aż szala od jej wagi całkiem
Na dół opadnie. O majowa różo!
Kochane dziewczę, luba siostro, wdzięczna
Moja Ofelio! Boże! czy podobna,
Aby dziewczęcy umysł był tak wątły
Jak życie starca? Miłość uszlachetnia
Naturę ludzką, gdy zaś ta szlachetna,
Wtedy zamyka najlepszą swą cząstkę
W grobie tych, których kochała.
OFELIA
śpiewa
Pochłonęła go zimna mogiła,
Pieszczoty moje, nie ma was już!
I na grób jego ściekło łez siła.
Bądź zdrów, mój gołąbku!
LAERTES
Gdybyś przy zdrowych zmysłach chciała kogo
Zagrzać do zemsty, wymowniej byś tego
Dopiąć nie mogła.

OFELIA
Trzeba wam mówić pacierz po nim, skoro mówicie, że już po nim. Nieprawdaż, jak się to ładnie składa? Fałszywy to sługa, który uwiódł córkę swego pana.
LAERTES
Ten nonsens więcej wart niż sensowność.
OFELIA
do Laertesa
Oto rozmaryn na pamiątkę; proszę cię, luby, pamiętaj; a to bratki, żebyś o mnie myślał.
LAERTES
Przezorny obłędzie! Niezapomnienie łączysz do pamięci.
OFELIA
do Króla
Oto koper dla was i orliki.
do Królowej
Oto ruta; część jej wam daję, a część sobie zachowam; w niedzielę możemy ją nazywać zielem łaski, ale ty swoją rutkę musisz nosić trochę inaczej niż ja. Oto stokrotki. Rada bym wam dać i fiołków, ale mi wszystkie ze śmiercią ojca powiędły. Mówią, że szczęśliwie skończył.
śpiewa
Bo luby mój Jasio to skarb mój jedyny.
LAERTES
Tęsknotę, smutek, boleść, piekło samo
Zamienia ona w wdzięk i lubość.

OFELIA
śpiewa
Czyliż on już nie powróci?
Czyliż on już nie powróci?
Nie, nie, on śpi w grobie:
Zaśnij i ty sobie.
Już on nigdy nie powróci.
Śnieżną była jego broda,
Włos na głowie cały mleczny;
Już po nim, już po nim
Na próżno łzy ronim.
Boże, daj mu pokój wieczny!
i wszystkim dobrym chrześcijanom! Będę się za was modliła. Bóg z wami!

wychodzi
LAERTES
Boże! Ty patrzysz na to?
KRÓL
Laertesie,
Muszę podzielić z tobą to cierpienie,
Chyba mi prawa do tego zaprzeczysz,
Ustąp tymczasem. Wybierz, kogo zechcesz,
Spośród przyjaciół swych najzaufańszych,
Niech ten rozsądzi nas, jeśli mię uzna
Winnym w tej sprawie bądź wprost, bądź pośrednio,
Natychmiast oddam ci na satysfakcję
Tron, państwo, życie, wszystko, co posiadam;
W przeciwnym razie ty twoją zranioną
Duszę cierpliwie porucz naszej pieczy,
A wtedy razem pomyślimy nad tym,
Jakby ją spełna zaspokoić.

LAERTES
Zgoda,
Ta jego nagła śmierć, ten cichy pogrzeb,
Bez żadnych oznak, szpady ani herbów,
Bez ceremonii, bez pompy pogrzebu.
Wszystko to woła na mnie wniebogłosy
O ścisłe śledztwo.

KRÓL
Sprostasz temu snadnie;
Gdzie zaś jest wina, tam niech kara spadnie.
Chodź ze mną.

Wychodzą.

9/12/2014

Hamlet Akt III Scena 2 [PASZKOWSKI]

Wielka sala tamże.
Wchodzi Hamlet z kilkoma aktorami.


HAMLET
Proszę cię, wyrecytuj ten kawałek tak, jak ja ci go przepowiedziałem, gładko, bez wysilenia. Ale jeżeli masz wrzeszczeć, tak jak to czynią niektórzy nasi aktorowie, to niech lepiej moje wiersze deklamuje miejski pachołek. Nie siecz też za bardzo ręką powietrza w taki sposób: bądź raczej ruchów swoich panem; wśród największego bowiem potoku i, że tak powiem, wiru namiętności, trzeba ci zachować umiarkowanie, zdolne nadać wewnętrznej twojej burzy pozór spokoju. Nie posiadam się z oburzenia słysząc, jak siaki taki barczysty gbur w peruce w gałgany obraca uczucie, prawdziwy z niego łach robi, by zadowolić uszy narodku, który po największej części kocha się tylko w niezrozumiałych gestach i wrzawie. Oćwiczyć bym rad kazał takiego chama, by się bardziej hamował, gdy gra Heroda albo Termaganta. Proszę cię, chroń się tego.
PIERWSZY AKTOR
Zapewniam waszą wysokość.

HAMLET
Nie bądź też z drugiej strony za miękki; niech własna twoja rozwaga przewodnikiem ci będzie. Zastosuj akcję do słów, a słowa do akcji, mając przede wszystkim to na względzie, abyś nie przekroczył granic natury; wszystko bowiem, co przesadzone, przeciwne jest intencjom teatru, którego przeznaczeniem, jak dawniej tak i teraz, było i jest służyć niejako za zwierciadło naturze, pokazywać cnocie własne jej rysy, złości żywy jej obraz, a światu i duchowi wieku postać ich i piętno. Owóż przeholowanie tego celu lub niedosięgnięcie może wprawdzie rozśmieszyć prostaczków, ale znającym się na rzeczy musi pójść w niesmak, nagana zaś jednego z tych ostatnich, na szali waszych zasług przeważyć musi poklask całego tłumu pierwszych. Widziałem ja aktorów i znaleźli się tacy, co ich chwalili, głośno nawet aktorów, którzy (bogobojnie mówiąc) ani z mowy, ani z ruchów nie byli podobni do chrześcijan ani do pogan, ani do ludzi, a rzucali się i ryczeli tak, iż pomyślałem sobie, że chyba jaki najemnik natury sfabrykował ludzkość; tak bezecnie ją naśladowali.
PIERWSZY AKTOR
Pochlebiamy sobie, żeśmy się tego pozbyli cokolwiek.
HAMLET
O, pozbądźcie się tego ze szczętem. Tym zaś, co u was grają błaznów, zakażcie jak najsurowiej prawić co bądź więcej nad to, co stoi w ich roli; są bowiem miedzy nimi tacy, co się namawiają do śmiechu, aby w pewnej liczbie jałowych spektatorów także śmiech wzbudzić, i to właśnie w chwili, kiedy przypada jaki szczegół sztuki zasługujący na uwagę. To niegodziwość, dowodząca politowania godnej próżności w błaźnie, który tak czyni. Idźcie i bądźcie w pogotowiu.

Aktorowie wychodzą.
Wchodzą Poloniusz, Rozenkranc i Gildenstern.

No i cóż, mości panie? Czy król chce spożyć ten kęs widowiska?
POLONIUSZ
Jego królewska mość przybędzie, królowa jejmość także, i to zaraz.
HAMLET
Powiedz–że, waćpan, aktorom, niech się śpieszą.
Poloniusz wychodzi.

A panowie–ż to nie dopomożecie ich znaglić do pośpiechu?
ROZENKRANC I GILDENSTERN
I owszem, mości książę.

wychodzą
HAMLET
Hola, Horacy!
Horacy wchodzi.
HORACY
Co rozkażesz, panie?
HAMLET
Horacy, tyś najsprawiedliwszy z ludzi,
Z którymi kiedykolwiek przestawałem.

HORACY
O panie!

HAMLET
Nie myśl, że ci chcę pochlebić.
Czegóż bym mógł się spodziewać od ciebie,
Który nic nie masz, krom rześkości ducha,
Ku wyżywieniu się i ku okryciu?
Któż by pochlebiał biednym! Niechaj w cukrze
Smażony język liże głupią pychę, 
Niech się zawiasy kolan uginają
Tam, gdzie łaszenie się zdobywa korzyść.
Słuchaj: od chwili kiedy dusza moja
Mogła być panią swojego wyboru
I ludzi jednych przenosić nad drugich,
Od owej chwili już cię ona sobie
Upodobała; boś ty, wiele cierpiąc,
Takim był zawsze, jakbyś nic nie cierpiał;
Boś ty Fortunie zarówno był wdzięczny
Za jej umizgi i prześladowania;
A błogosławion, w kim krew z przekonaniem
Tak są zmieszane, iż on palcom losu
Nie służy za flet do wydania dźwięków
Wedle kaprysu. O, daj mi człowieka,
Nie będącego żądz swych niewolnikiem,
A w głębi mego serca go umieszczę,
W sercu samegoż serca, tak jak ciebie.
Za wiele tego już podobno. W sztuce,
Która niebawem ma być przedstawiona,
Jest jedna scena zbliżona do tego,
Com ci o śmierci mego ojca zwierzył.
Gdy się ta scena pertraktować będzie,
Zwróć, proszę, całą potęgę uwagi
Na mego stryja. Jeśli jego wina
Podczas tej sceny sama się nie zdradzi,
Ów niby zacny duch był potępieńcem,
A moje myśli tak czarne jak sadza
W kuźni Wulkana. Nie spuszczaj go z oczu,
Ja mój wzrok także pilnie w twarz mu wryję,
A potem zlejem nasze spostrzeżenia
W stanowczą formę wniosku.

HORACY
Dobrze, panie;
Jeżeli skradnie co mojej baczności
I ujdzie cały, zapłacę tę kradzież.

HAMLET
Już idą; muszę znowu zostać głupcem.
Dalej na miejsce!

Marsz. Odgłos trąb.
Król, Królowa, Poloniusz, Ofelia, Rozenkranc, Gildenstern i inne osoby wchodzą.
KRÓL
Jakże się miewa nasz syn, Hamlet?
HAMLET
Wybornie, żyję jak kameleon powietrzem nadzianym obietnicami; kapłonów nie moglibyście lepiej tuczyć.

KRÓL
Nie mam co zrobić z tą odpowiedzią. Te słowa nie do mnie należą.
HAMLET
Ani do mnie już teraz.
do Poloniusza
Waćpan grywałeś kiedyś na uniwersytecie, jeżeli się nie mylę?
POLONIUSZ
Tak jest, mości książę, i miałem sławę dobrego aktora.
HAMLET
A cóżeś pan przedstawiał?
POLONIUSZ
Przedstawiałem Juliusza Cezara i zostałem zabity na Kapitolu. Brutus mnie zabił.
HAMLET
Cóż to za brutalstwo było z jego strony, żeby tak kapitalne cielę tam zabijać! —Czy aktorowie już w pogotowiu?

ROZENKRANC
Czekają, panie, na twe rozkazy.
KRÓLOWA
Pójdź tu, kochany Hamlecie, siądź przy mnie.
HAMLET
Wybacz, kochana matko, tu jest metal silniej pociągający.
POLONIUSZ
do Króla
Słyszałeś, panie?
HAMLET
do Ofelii
Mogę–ż, o pani, lec na twoim łonie?
OFELIA
Nie, mości książę.
HAMLET
To jest na twoim łonie głowę wsparłszy?
OFELIA
Możesz, książę.
HAMLET
kładąc się u jej nóg
Sądzisz–li, żem miał w myśli co innego?
OFELIA
Ja nic nie sądzę.
HAMLET
To by był pomysł nie lada położyć się między nogami dziewczyny.
OFELIA
Co takiego?
HAMLET
Nic.

OFELIA
Książę dziś jesteś wesół.
HAMLET
Kto? ja?

OFELIA
Nie inaczej.

HAMLET
O, jestem tylko twoim wesołkiem. Cóż zresztą człowiek ma czynić, jeżeli nie weselić się? Oto na przykład moja matka, patrz, pani, jak promieniejąco wygląda, chociaż mój ojciec zmarł przed dwiema godzinami.
OFELIA
Przed dwa razy dwoma miesiącami, mości książę.
HAMLET
Tak to już dawno? Niechże się diabeł czarno nosi, ja przywdzieję sobole. Dlaboga? Od dwóch miesięcy zmarły i jeszcze nie zapomniany? Jest więc nadzieja, że pamięć wielkich ludzi zdoła przetrwać ich żywot przez pół roku; notabene, jeżeli ufundują kościoły; w przeciwnym razie niech się nie skarżą, jeżeli ich spotka los tego konika, któremu na nagrobku napisano: „Konik zdechł, więc go w miech.”
Odgłos trąb. Po czym następuje pantomima. Para królewskich małżonków w czułej komitywie wchodzi na scenę. Królowa ściska króla i on ją nawzajem, klęka przed nim z wyrazem najtkliwszego przywiązania; on ją podnosi i głowę na jej piersi skłania; kładzie się potem na kwiecistej darni i zasypia. Ona, widząc go uśpionego, odchodzi. Po niejakiej chwili ukazuje się jakiś człowiek, zbliża się do śpiącego, zdejmuje mu z głowy koronę, całuje ją, wlewa potem w ucho królowi truciznę i wychodzi. Królowa powraca, znajduje króla nieżywego i bardzo rozpacza. Zabójca w towarzystwie dwóch czy trzech niemych osób wchodzi znowu i niby także lamentuje. Wynoszą trupa. Zabójca składa przed królową dary i oświadcza jej swoją miłość. Ona okazuje zrazu wstręt i niechęć, w końcu jednak podaje mu rękę. Wychodzą.

OFELIA
Co to było, mości książę?
HAMLET
To był hultajski bigos, a oznacza zbrodnię.
OFELIA
Zapewne ta pantomima zawierała w sobie treść sztuki?
Wchodzi Prolog.
HAMLET
Dowiemy się od tego jegomościa. Aktorowie nie umieją trzymać języka za zębami; muszą wszystko wypaplać.
OFELIA
Czy on nam odkryje znaczenie tego?
HAMLET
Niezawodnie, tak jak wszystko, co byś mu pani odkryła. Nie wstydź się tylko pokazać mu, co masz do pokazania, a on się nie powstydzi powiedzieć ci, co to znaczy.
OFELIA
Ladaco z waści, ladaco. Będę patrzeć na sztukę.
PROLOG
Cni panowie i cne damy,
Dla was i dla naszej dramy
Kornie was o wzgląd błagamy.
HAMLET
Prolog–li to czy dewiza na sygnet?
OFELIA
To było krótkie.
HAMLET
Jak miłość kobiety.
Wchodzą Król aktor i Królowa aktorka.
KRÓL AKTOR
„Trzydzieści razy Feba rumaki obiegły
Krąg Tellury i przestwór Neptuna rozległy
I trzydzieści kroć razy dwanaście na przemian
Zapłonął i zbladł miesiąc nad głowami ziemian,
Odkąd nam Amor serca, Hymen złączył dłonie
Węzłem, który się chyba rozwiąże po zgonie.
KRÓLOWA AKTORKA
Obyśmy drugie tyle zmian luny i słońca
Zliczyli, nim miłości dożyjemy końca!
Lecz ach! już od pewnego czasu niezbadana
W zdrowiu, w humorze twoim, panie, zaszła zmiana.
Lękam się… niechaj jednak te niewieście trwogi
Nie przyczyniają–ć cierpień, o mężu mój drogi.
Obawy u płci naszej z miłości się rodzą
Jak ta lub nie istnieją, lub miarę przechodzą.
Czym moja miłość, tego liczne–ś miał objawy;
W jakim zaś stopniu miłość, w takim i obawy.
Gdzie wielka miłość, lada wątpliwość przeraża,
I z zwiększeniem się obaw miłość się pomnaża.
KRÓL AKTOR
Tak, najmilsza, opuszczę cię, i to niedługo,
Coraz już siły skąpszą darzą mię posługą;
Ty zostaniesz; żyć będziesz na tym pięknym świecie
Szanowana, kochana, i może ci splecie
Wieniec drugi małżonek.

KRÓLOWA AKTORKA
O, wstrzymaj te słowa!
Zbrodnią by w moim łonie była myśl takowa.
Obym przy drugim mężu była potępioną!
Taka tylko drugiego może zostać żoną,
Co zabiła pierwszego.”
HAMLET
To piołun.

KRÓLOWA AKTORKA
„Podłe tylko chucie
Kleją powtórne związki, lecz nigdy uczucie.
Zabójczyni pierwszego powtórnie go zgładza,
Gdy nowego małżonka w łoże swe wprowadza.
 
KRÓL AKTOR
Że myślisz tak, jak mówisz, najzupełniej wierzę;
Nieraz jednak człek łamie to, co przedsiębierze.
Zamiar jest niewolnikiem wyłącznym pamięci.
Nagle zrodzony, ale słabej konsystencji;
Krzepko wisi, jak owoc nieźrzały u drzewa.
Lecz gdy zmięknie, przed czasem lada wiatr go zwiewa
Nie dziw, że nie pomnimy wypłacać na dobie
Długu, któryśmy winni tylko samym sobie.
To, co postanawiamy w chwili uniesienia,
Z uniesieniem minionym w parę się zamienia;
Zbytnia gwałtowność, czy to radości, czy smutku,
Sama własne swe chęci wydziedzicza z skutku,
Gdzie radość pusta, smutek przechodzi w rozpacze,
Tam po chwili cieszy się smutek, radość płacze.
Świat ten nie wiekuisty ni się kto zdumiewa,
Że z przesileniem szczęścia i miłość omdlewa;
Kwestia to bowiem jeszcze mieszcząca zawiłość,
Czy miłość jedna szczęście, czy też szczęście miłość?
Możny runął, pierzchają wraz czcicieli zgraje;
Biedny wzniósł się, aliści wróg dłoń mu podaje.
Zdaje się więc, że miłość szczęściu jest służebna,
Ma przyjaciół, komu ich miłość niepotrzebna,
A kto w potrzebie niby przyjaciela wzywa,
Gotowego w nim sobie wroga wychowywa.
Słowem, skończyłbym na tym, od czego zacząłem,
Chęć i moc nasza tak są odrębnym żywiołem,
Że najczęściej upada to, co człek zamierzy,
Myśl nasza do nas, cel jej nie do nas należy.
Tak i ta myśl, że z drugim nie będziesz złączona,
Skona w tobie, gdy pierwszy twój małżonek skona.

KRÓLOWA AKTORKA
Niech mi niebo odmówi światła, ziemia wody,
Noc nie da odpoczynku, dzień nie da swobody!
W rozpacz niech wszelka moja zmieni się pociecha,
Los tylko więźnia w lochu niech mi się uśmiecha:
Wszystko to, co rumieniec przeistacza w bladość,
Niech będzie mym udziałem, gdy uczuję radość.
Tu i tam niech ponoszę kaźń co chwila nową,
Jeśli żoną zostanę, raz zostawszy wdową!”
HAMLET
do Ofelii
Gdyby tę przysięgę miała złamać…
KRÓL AKTOR
„Ślub to straszliwy. — Luba, opuść mię na chwilę:
Myśli mi się mieszają; może snem zasilę
Znękane ciało.
zasypia

KRÓLOWA AKTORKA
Niech cię kołysze sen błogi
I wszelkie zło omija z dala nasze progi!”
wychodzi
HAMLET
do Królowej
Jak ci się, pani, podoba ta sztuka?
KRÓLOWA
Zdaje mi się, że ta dama przyrzeka za wiele.
HAMLET
O, ale dotrzyma słowa.
KRÓL
Czy znasz waćpan treść tej sztuki? Nie mieści–ż ona w sobie nic zdrożnego?
HAMLET
Nic zgoła; oni tylko żartują, trują żartem; nic zdrożnego w świecie.
KRÓL
Jakiż ta sztuka ma tytuł?

HAMLET
„Łapka na myszy.” Skąd zaś taki? Przez przenośnię. Przedstawia ona morderstwo dokonane w Wiedniu. Zamordowany książę nazywał się Gonzago, a jego żona Baptysta. Arcyszelmowska to sprawka, jak zaraz obaczymy. Ale co nam do tego? Wasza królewska mość i my wszyscy mamy spokojne sumienie, nie może nas to dotknąć. Niech się drapie, kto ma liszaj; nasza skóra zdrowa.
Wchodzi Lucjan.
To jest niejaki Lucjan, synowiec króla.
OFELIA
Objaśniasz, mości książę, tak dobrze jak chór starożytny.
HAMLET
Mógłbym być pośrednikiem między panią a jej kochankiem, gdybym tylko był świadkiem waszych igraszek.
OFELIA
Kolący masz dowcip, mości książę.
HAMLET
Odpokutowałabyś, pani, niejednym jękiem stępienie mi kolca.
OFELIA
Coraz to lepiej i zarazem gorzej.
HAMLET
Tak właśnie traktujecie swych mężów. Dalej, morderco;
Zrzuć twą przeklętą larwę i zaczynaj:
Już kruk krakaniem
Do zemsty daje hasło.
LUCJAN
„Myśl czarna, ręka pewna, płyn dzielny, czas sprzyja.
Nie tamuje zamiaru obecność niczyja.
Szary wyskoku, w północ z zbójczych ziół zebrany,
Po trzykroć pod Hekaty klątwą gotowany,
Władzę twą czarodziejską, straszną w swym rozwiciu
Okaż niezwłocznie na tym zdrowym jeszcze życiu.”
wlewa truciznę w ucho śpiącemu
HAMLET
Truje go w jego własnym ogrodzie dla zagrabienia jego państwa. Nazwisko tamtego jest Gonzago; rzecz autentyczna i we włoskim tekście wybornie opisana. Teraz zobaczymy, jakim sposobem morderca pozyskuje miłość żony Gonzagi.
OFELIA
Król powstaje.
HAMLET
Jak to? Strwożony fałszywym alarmem?
KRÓLOWA
Co ci jest, panie?

POLONIUSZ
Niech skończą widowisko!
KRÓL
Światła! Wychodźmy.
POLONIUSZ
Światła! światła! światła!

Wszyscy wychodzą prócz Hamleta i Horacego.
HAMLET
Niech ryczy z bólu ranny łoś,
Zwierz zdrów przebiega knieje,
Ktoś nie śpi, aby spać mógł ktoś.
To są zwyczajne dzieje.
Powiedz mi, waćpan, czy ta komedia, z dodatkiem lasu piór na głowie i pary prowansalskich róż u dziurawych trzewików, nie powinna by (jeśli resztka mojego szczęścia mnie zawiedzie) zapewnić mi udziału w jakiej trupie aktorów? Hę?
HORACY
Połowę udziału.
HAMLET
Ależ cały.
Wiedz bowiem, miły mój Damonie,
Że z raju dziś tu step;
Gdzie wczora Jowisz był na tronie,
Tam dziś panuje — pustka.
HORACY
Mogłeś dorymować, mości książę.
HAMLET
O Horacy! Słowa tego ducha złota warte. Czy widziałeś?
HORACY
Najwyraźniej.
HAMLET
Kiedy była mowa o otruciu?…
HORACY
Uważałem dobrze.
HAMLET
Cha! cha! — Nie ma tam gdzie jakiego grajka? Hej!
Bo skoro król komedii nie lubi, pewnikiem
Król jegomość komedii nie jest lubownikiem.
A co, są grajkowie?
Wchodzą Rozenkranc i Gildenstern.
GILDENSTERN
Mości książę, niech nam wolno będzie powiedzieć jedno słowo.
HAMLET
Ile ich jest w słowniku.
GILDENSTERN
Mości książę, król…
HAMLET
Cóż król porabia, mości panie?
GILDENSTERN
Od wyjścia stąd bardzo zaniemógł.
HAMLET
Z przepicia?

GILDENSTERN
Z wzburzenia żółci.
HAMLET
Troskliwość pańska byłaby się była okazała trafniejsza udając się w takim razie do doktora. Bo gdybym ja mu zapisał na przeczyszczenie, mogłoby mu to jeszcze bardziej żółć wzburzyć.
GILDENSTERN
Racz, łaskawy panie, zamknąć swą mowę w pewne szranki i nie odskakiwać tak dziko od celu, w jakim przychodzim.

HAMLET
Jestem już potulny: mów, waćpan.
GILDENSTERN
Królowa, matka waszej książęcej mości, w najgłębszym rozżaleniu przysyła nas do ciebie, panie.
HAMLET
Miło mi panów powitać.
GILDENSTERN
Nie, mości książę, te grzeczności nie w porę. Jeśli się waszej książęcej mości podoba dać nam zdrową odpowiedź, wypełnimy polecenie jego matki; w przeciwnym razie, przebaczenie waszej książęcej mości i oddalenie się nasze będzie jedynym owocem naszego tu przybycia.
HAMLET
Nie mogę, doprawdy.

GILDENSTERN
Czego, mości książę?
HAMLET
Dać panom zdrowej odpowiedzi, bom chory na głowę: na jaką wszakże będę się mógł zdobyć, taką im służyć będę albo raczej matce mojej. Dlatego przystąpmy wprost do rzeczy, bez korowodów. Mówicie więc, panowie, że moja matka…
ROZENKRANC
Nie tai tego, że postępowanie waszej książęcej mości w podziw ją i zdumienie wprawia.
HAMLET
O dziwny synu, który tak możesz zdumiewać matkę twoją! A czy nie ma tam czasem jakiego postscriptum pod tym macierzyńskim podziwem? Powiedzcie no, panowie.

ROZENKRANC
Życzeniem jej jest, abyś się książę z nią widział w jej gabinecie, nim się udasz na spoczynek.
HAMLET
Będę jej posłuszny, choćby była dziesięć razy moją matką. Czy macie, panowie, co więcej do powiedzenia?

ROZENKRANC
Mości książę, był czas, żeś mię lubił.
HAMLET
Na Bakcha i Merkurego! i teraz jeszcze.
ROZENKRANC
Łaskawy książę, co cię udręcza? Dobrowolnie zamykasz drzwi swobodzie, ukrywając troski swoje przed przyjacielem.
HAMLET
Nie mam widoków, mój panie.
ROZENKRANC
Jak to? kiedy sam król zapewnia waszej książęcej mości następstwo duńskiego tronu!
HAMLET
Tak, ale znasz pan przysłowie: dostał koń owsa… koniec trochę niesmaczny
Muzykanci wchodzą.

Otóż i gędźba. Pozwól no mi, bracie, swego fletu.
biorąc Gildensterna na stronę
Dlaczego tak tropisz wokoło mnie, jak gdybyś mię chciał w lisią jamę zapędzić?
GILDENSTERN
O panie! Jeśli mię żarliwość uczyniła za śmiałym, przywiązanie moje słusznie możesz nazwać nieokrzesanym.
HAMLET
Nie rozumiem tego dobrze. Zagraj no, proszę, na tym flecie.
GILDENSTERN
Nie umiem, mości książę.
HAMLET
Proszę cię.
GILDENSTERN
Nie umiem doprawdy.
HAMLET
Jak mnie kochasz.
GILDENSTERN
Nie potrafię z niego wydobyć głosu, mości książę.
HAMLET
To tak łatwo przecie jak kłamać. Przebieraj po tych dziurkach palcami, włóż ten koniec w usta i zadmij, a wydobędziesz ton najdźwięczniejszy. Patrz, tu są klapy.
GILDENSTERN
Ale ja ich użyć nie umiem do wydania jakiej bądź melodii, nie znam się na tym.
HAMLET
Patrz–że teraz, za jakiego mnie masz bajbardzo. Chciałbyś grać na mnie, wmawiasz w siebie, że znasz mój mechanizm? Chciałbyś wyrwać ze mnie rdzeń mej tajemnicy, wycisnąć ze mnie całą skalę tonów, od najniższej nuty aż do dyszkantu; a w tym tu marnym instrumencie tyle jest głosu, tyle harmonii, jednakże nie możesz go skłonić do przemówienia. Cóż u kata! I czy sądzisz, że na mnie łatwiej zagrać niż na flecie? Miej mię, za jaki chcesz, instrument: przedąć, rozstroić mię potrafisz, ale zagrać na mnie — nigdy.
Wchodzi Poloniusz.

Witam waćpana dobrodzieja.
POLONIUSZ
Mości książę, królowa jejmość życzy sobie z waszą książęcą mością pomówić,i to zaraz.
HAMLET
Czy widzisz tam waćpan tę chmurę z kształtu podobną do wielbłąda?
POLONIUSZ
W rzeczy samej, istny wielbłąd.
HAMLET
Zdaje mi się, że jest podobniejsza do łasicy.
POLONIUSZ
Prawda, z boku podobniejsza do łasicy.

HAMLET
Albo raczej do wieloryba.
POLONIUSZ
Bardzo podobna do wieloryba.
HAMLET
No, to dobrze; zaraz pójdę do matki. Z tymi głupcami trzeba by zgłupieć naprawdę. Zaraz idę.
POLONIUSZ
Śpieszę to powiedzieć.
HAMLET
„Zaraz”, łatwo da się powiedzieć. Zostawcie mnie, przyjaciele.

Wychodzą Rozenkranc, Gildenstern i Horacy.
Teraz jest właśnie czarodziejska, straszna
Godzina nocy, w której się podnoszą
Groby i same piekła wyziewają
Na świat zarazę. O, teraz bym gotów
Pić krew i takie rzeczy wykonywać,
Na których widok dzień by zbladł; lecz teraz
Mam iść do matki. O serce, nie zaprzecz
Naturze mojej! Niech nigdy w to łono
Nie znajdzie wstępu neronowa dusza!
Niech będę srogim, ale nie wyrodnym!
Sztylety w ustach mam, ale nie w dłoni!
Niechaj mój język będzie w tym spotkaniu
Obłudny względem serca i jakkolwiek
Słowa nie będą miotać się i srożyć,
Pieczęci, duszo, nie daj doń przyłożyć!
wychodzi.

7/28/2014

Hamlet Akt III Scena 1 [PASZKOWSKI]

Pokój w zamku.

Król, Królowa, Poloniusz, Ofelia, Rozenkranc i Gildenstern.

KRÓL
I nie mogliście wyrozumieć żadnym
Zwrotem rozmowy, skąd to rozprzężenie,
Które mu pokój zakłóca tak dzikim
I niebezpiecznym rodzajem maniactwa?
ROZENKRANC
Przyznaje, że się czuje rozstrojony;
Lecz przez co, w żaden sposób wyznać nie chce.
GILDENSTERN
Nie znaleźliśmy go bynajmniej skłonnym
Do wywnętrzania się; zręcznym dziwactwem
Trzymał nas, owszem, z daleka od siebie,
Kiedyśmy chcieli z niego coś wyciągnąć.

KRÓLOWA
Jakże was przyjął?
ROZENKRANC
Bardzo grzecznie.
GILDENSTERN
Ale
Nie bez przymusu.
ROZENKRANC
Skąpy był w pytaniach,
A w odpowiedziach odbiegał od rzeczy.

KRÓLOWA
Nasunęliście–ż mu jaką rozrywkę?

ROZENKRANC
Traf zrządził, żeśmy spotkali na drodze
Trupę aktorów: wspomnieliśmy o tym
Księciu i to go trochę ucieszyło.
Ci aktorowie już się tu znajdują
I, jak słyszałem, otrzymali rozkaz
Grania mu dzisiaj.
POLONIUSZ
Tak jest w rzeczy samej
I mnie on zlecił prosić najpokorniej
Wasze królewskie moście, by raczyły
Być obecnymi na tym widowisku.
KRÓL
Z największą chęcią. Serdeczniem rad, że się
Do tego skłania. Wciąż go utrzymujcie,
Moi panowie, w tym usposobieniu
I podniecajcie w nim gust do takiego
Rodzaju zabaw.

ROZENKRANC I GILDENSTERN
Uczynim to, panie.
Wychodzą.

KRÓL
Oddal się także, kochana Gertrudo.
Ułożyliśmy rzecz tak, aby Hamlet,
Niby przypadkiem, zszedł się tu z Ofelią.
Ja i jej ojciec (będzie to szpiegostwo
Godziwe) tak się tu ulokujemy,
Abyśmy widząc, niewidzialni sami,
O tym spotkaniu z bliska mogli sądzić
I z zachowania się jego wnioskować,
Czy to miłości wpływ, czy nie miłości
Tak go udręcza.
KRÓLOWA
Jestem ci posłuszna,
Mój mężu. Dałby Bóg, luba Ofelio,
Aby potęga twoich wdzięków była
Błogim powodem tej zmiany Hamleta:
Wtedy szlachetność twoja, mam nadzieję,
Na dawną by go sprowadziła drogę,
Ku zaszczytowi was obojga.

OFELIA
Pragnę,
Aby tak było, miłościwa pani.
Królowa wychodzi.

POLONIUSZ
Ofelio, chodź tu sobie. Najjaśniejszy,
My się umieścim tam.

do Ofelii

Czytaj tę książkę,
Aby ten pozór zajęcia ubarwił
Twoją samotność. Tak to my, grzesznicy,
Rzekomo świętą miną, uczynkami
Budującymi pocukrzamy nieraz
Samego diabła.
KRÓL
na stronie
Prawda! Jakże srodze
Bicz tych wyrazów chłoszcze mi sumienie!
Twarz nierządnicy, różem upiększona,
Nie tak jest szpetna obok tej powłoki
Jak czyn mój obok pokostu słów moich.
O, ciężkie–ż moje brzemię!

POLONIUSZ
Już nadchodzi.
Śpieszmy na miejsce, miłościwy panie.

Król i Poloniusz wychodzą. Hamlet wchodzi.

HAMLET
Być albo nie być to wielkie pytanie.
Jest–li w istocie szlachetniejszą rzeczą
Znosić pociski zawistnego losu
Czy też stawiwszy czoło morzu nędzy,
Przez opór wybrnąć z niego? — Umrzeć — zasnąć —
I na tym koniec. — Gdybyśmy wiedzieli,
Że raz zasnąwszy, zakończym na zawsze
Boleści serca i owe tysiączne
Właściwe naszej naturze wstrząśnienia,
Kres taki byłby celem na tej ziemi
Najpożądańszym. Umrzeć — zasnąć. — Zasnąć!
Może śnić? — w tym sęk cały, jakie bowiem
W tym śnie śmiertelnym marzenia przyjść mogą,
Kiedy zrzucimy z siebie więzy ciała,
To zastanawia nas: i toć to czyni
Tak długowieczną niedolę; bo któż by
Ścierpiał pogardę i zniewagi świata,
Krzywdy ciemiężcy, obelgi dumnego,
Lekceważonej miłości męczarnie,
Odwłokę prawa, butę władz i owe
Upokorzenia, które nieustannie
Cichej zasługi stają się udziałem,
Gdyby od tego kawałkiem żelaza
Mógł się uwolnić? Któż by dźwigał ciężar
Nudnego życia i pocił się pod nim,
Gdyby obawa czegoś poza grobem,
Obawa tego obcego nam kraju,
Skąd nikt nie wraca, nie wątliła woli
I nie kazała nam pędzić dni raczej
W złem już wiadomym niż uchodząc przed nim
Popadać w inne, którego nie znamy.
Tak to rozwaga czyni nas tchórzami;
Przedsiębiorczości hoża cera blednie
Pod wpływem wahań i zamiary pełne
Jędrności, zbite z wytkniętej kolei,
Tracą nazwisko czynu. — Ha! co widzę?
Piękna Ofelia! — Nimfo, w modłach swoich
Pomnij o moich grzechach.

OFELIA
Jakże zdrowie
Waszej książęcej mości od dni tylu?
HAMLET
Dobre; pokornie dziękuję waćpannie.
OFELIA
Mam jeszcze od was, panie, kilka drobnych
Pamiątek, dawno zwrócić je pragnęłam:
Odbierzcie je dziś, proszę.

HAMLET
Jako żywo!
Jam nigdy w życiu nic nie dał waćpannie.
OFELIA
Wiesz dobrze, mości książę, żeś to czynił,
I upominki swoje ubarwiałeś
Takimi słowy, które wszelkiej rzeczy
Wartość podnoszą. Woń ich uleciała:
Weź je na powrót, panie, w oczach bowiem
Każdej szlachetnie myślącej osoby
Najdroższe dary lichymi się stają,
Gdy dawca martwi. Oto są.
HAMLET
Cha–cha–cha! Jest–żeś uczciwa?
OFELIA
Mości książę!
HAMLET
Jest–żeś piękna?
OFELIA
Co znaczą te pytania?
HAMLET
To, że jeżeli jesteś uczciwa i piękna, uczciwość twoja nie powinna mieć nic do czynienia z pięknością.
OFELIA
Jak to, panie? Może–ż piękność z czym lepszym chodzić w parze niż z uczciwością?
HAMLET
Zapewne, tylko że potęga piękności prędzej obróci uczciwość w rajfurkę, niż wpływ uczciwości potrafi piękność na swoje kopyto przerobić. Było to niegdyś paradoksem, ale w nowszych czasach okazuje się pewnikiem. Kochałem dawniej waćpannę.
OFELIA
W rzeczy samej, dawałeś mi to książę do zrozumienia.
HAMLET
Nie trzeba ci było tak rozumieć; bo cnota nie daje się w stary nasz pień wszczepić tak, żebyśmy trącić nim przestali. Nie kochałem cię wcale.
OFELIA
Tym bardziej więc zostałam zawiedziona.
HAMLET
Idź waćpanna do klasztoru; na co ci mnożyć grzeszników? Ja sam jako tako jestem uczciwy, a przecież mógłbym sobie zarzucić takie rzeczy, że lepiej by było, gdyby mnie była matka na świat nie wydała. Jestem nadzwyczajnie dumny, mściwy, chciwy władzy; więcej mam przywar niż władz umysłowych do ich poznania, niż wyobraźni do dania o nich wyobrażenia i czasu do okazania ich w postępkach. Czego się takie figury tłuc mają pomiędzy ziemią i niebem? Jesteśmy arcyhultaje, wszyscy bez wyjątku; żadnemu z nas nie ufaj. Idź prosto do klasztoru. Gdzież waćpanny ojciec?
OFELIA
W domu, mości książę.

HAMLET
Zamknij–że go na klucz, aby nigdzie indziej nie grał roli błazna, tylko we własnym domu. Bądź zdrowa.
OFELIA
na stronie
Panie, zmiłuj się nad nim!

HAMLET
Jeżeli za mąż pójść chcesz, dam ci w posagu tę przestrogę: Chociażbyś jak śnieg była czysta, jak lód nieskalana, przecież nie ujdziesz obmowy. Wstąp do klasztoru. Adieu. Albo jeżeli koniecznie potrzebować będziesz wyjść za mąż, to wyjdź za głupca, bo rozsądni ludzie wiedzą bardzo dobrze, jakie z nich czynicie potwory. Idź czym prędzej do klasztoru. Adieu.
OFELIA
na stronie
O nieba, wesprzyjcie go swą łaską!
HAMLET
Słyszałem też o malowaniu się waszym: nie dość wam jednej twarzy otrzymanej od Boga, dorabiacie sobie drugą; sztafirujecie się, krygujecie, cedzicie słowa, przedrzeźniacie boskie stworzenia i swawolę pokrywacie płaszczykiem naiwności.Precz, precz! nie chcę już patrzeć na to: to mnie we wściekłość wprawia. Wara odtąd mężczyznom żenić się; ci, co się już pożenili, jednego wyjąwszy, niech żyją zdrowi, reszta pozostać winna tak, jak jest. Do klasztoru! Do klasztoru!

Wychodzi.

OFELIA
O, jak szlachetny duch zwichnięty został!
Dworaka, wodza, mędrca ton, miecz, umysł;
Kwiat oczekiwań potężnego państwa,
Wzór ukształcenia, zwierciadło poloru,
Cel zwracającej się uwagi świata:
Wszystko to, wszystko wniwecz obrócone!
I ja, ze wszystkich kobiet najnędzniejsza,
Com ssała nektar słodkich jego ślubów,
Skazanam teraz widzieć tę wspaniałą,
Wybraną duszę, jak spękany dzwonek,
Chrapliwe tylko wydającą dźwięki;
To czyste źródło bogatej młodości
Zmącone szałem. O, czemuż musiałam
Ujrzeć, co widzę, widzieć, co widziałam!

Wchodzą Król i Poloniusz.
KRÓL
Miłość! Nie takie są jej symptomata.
To, co on mówił, choć trochę bez związku,
Cechy szaleństwa nie nosiło wcale.
Ponura jego smętność wysiaduje
Coś złowrogiego, co wylęgłe z jajka
Mogłoby stać się zgubne. Pragnąc przeto
Zapobiec złemu, po świeżym namyśle,
Postanowiłem wysłać go niezwłocznie
Do Anglii celem niby zażądania
Przynależnego mu haraczu. Może
Ta podróż, widok różnych miejsc i rzeczy,
Potrafi z jego serca wyrugować
To coś, wokoło czego jego myśli,
Bijąc się ciągle i skrycie nurtując,
Tak go z właściwych wyrywają karbów.
Cóż waćpan na to?

POLONIUSZ
Może to być dobre;
Rozumiem jednak zawsze, że prawdziwym
Jądrem i źródłem tej jego choroby
Jest bezwzajemna miłość. No, Ofelio,
Nie potrzebujesz nam objawiać tego,
Co–ć mówił książę Hamlet, bośmy sami
Wszystko słyszeli. Uczyń, co chcesz, panie;
Jeżeli jednak uznasz to stosownym,
Niech po skończonym dzisiaj widowisku
Królowa matka w poufnej rozmowie
Prosi go, aby jej zwierzył swój smutek.
Niechaj z nim mówi bez ogródki; ja zaś,
Jeśli się na to zgodzi wasza wielkość,
Przyłożę ucho do tego sam na sam.
Nie wydobędzie–li nic z niego, wtedy
Ślij go do Anglii, panie, albo zamknij,
Gdzie mądrość twoja wskaże.

KRÓL
Dobra rada:
Szalonych możnych pilnie strzec wypada.

Wychodzą.

Hamlet Akt II Scena 1 [PASZKOWSKI]

Pokój w domu Poloniusza.

Poloniusz i Rajnold.


POLONIUSZRajnoldzie, oddasz mu waszmość to pismo
I te pieniądze.

RAJNOLD
Nie omieszkam, panie.

POLONIUSZ
Zanim się jednak doń udasz, Rajnoldzie,
Mądrze byś zrobił, ażebyś poprzednio
O jego sprawowaniu się wywiedział.

RAJNOLD
Tak też myślałem, panie.

POLONIUSZ
Dobrze–ś myślał,
Bardzo–ś roztropnie myślał. Przede wszystkim
Wypytasz mi się najdokładniej, jacy
Są Duńczykowie w Paryżu; jak który
I z czego żyje: gdzie bywa i jakie
Z kim ma stosunki; gdy zaś skutkiem takich
Krętobadawczych, manowcowych pytań
Dojdziesz, że oni znają mego syna,
Wtedy przystąpisz do materii o nim
Bliżej niżeli w poprzednich pytaniach.
Powiesz na przykład, udając, jakobyś
Znał go z daleka: „Znam jego familię,
Jego przyjaciół, a w części i jego”;
Rozumiesz mnie, Rajnoldzie?

RAJNOLD
Najzupełniej.

POLONIUSZ
„I jego w części, wprawdzie — dodać możesz —
Niewiele, jest–li on wszakże tym samym,
O którym myślę, wietrznik to, rozpustnik,
Skłonny do tego i tego”. Zwal wtedy,
Co ci się żywnie podoba, na niego;
Jednakże nic takiego, co by mogło
Szwank przynieść jego sławie; tego strzeż się.
Takie jedynie przypisz mu wybryki,
Jakie z młodością i krewkością w parze
Zazwyczaj chodzą.

RAJNOLD
Więc, na przykład, hazard?

POLONIUSZ
Tak, albo pochop do zwad, klątw, pijatyk,
Gachostwa wreszcie: tak daleko możesz
Posunąć swoje kłamstwa.

RAJNOLD
Ależ, panie,
To by już jego sławie szwank przyniosło.

POLONIUSZ
Bynajmniej, jeśli tylko będziesz umiał
Wziąć się do rzeczy. Nie trzeba ci dawać
Do zrozumienia, że on w żądzach swoich
Jest rozpasany, tego nie chcę; wytknij
Jego usterki tak subtelnie, żeby
One się zdały tylko nadużyciem
Wolności, duszy ognistej wybuchem,
Obłędem wrzącej krwi, słowem, pustotą
Właściwą wszystkim młodym.

RAJNOLD
Rad bym wiedzieć,
Łaskawy panie…

POLONIUSZ
Do czego to wszystko?

POLONIUSZ
Tak, panie.

RAJNOLD
Zaraz ci powiem: mój zamiar
Uzasadniony i, jak się spodziewam,
Niepłonną skutku dający rękojmię.
Skoro na mego syna złożysz waszmość
Te drobne chyby, niby skazy, którym
Ulega każda rzecz, gdy się wyrabia,
Wtedy, jeżeli tylko ten, którego
Za język ciągnąć będziesz, kiedykolwiek
Młodzieńca w mowie będącego widział
Jednej z powyższych praktyk oddanego,
Ten ktoś, bądź pewien, przywtórzy ci zaraz
W ten sposób: „Mości dobrodzieju”, albo:
„Mój miły panie”, albo: „Widzisz, waćpan” —
Stosownie do zwyczaju miejscowego
Lub w miarę swojej atencji.

RAJNOLD
Rozumiem.

POLONIUSZ
Skoro zaś to ci powie, powie potem…
Cóżem to dalej miał mówić? Do licha,
Miałem powiedzieć coś, na czymżem stanął?

RAJNOLD
Na tym podobno, że ktoś mi przywtórzy.

POLONIUSZŻe ci przywtórzy, aha! tak więc tedy
Ten ktoś przywtórzy ci pewnie w ten sposób:
„Znam tego pana, widziałem go wczoraj”,
Albo: „Owego dnia, wtedy a wtedy,
Z tym a z tym, i w istocie grał wysoko”;
Albo: „Pokłócił się”, albo: „Miał w czubku”,
Albo: „Widziałem, jak wchodził do domu
Podejrzanego”, i tak dalej. Tak to
Na wędę fałszu złowisz karpia prawdy.
Tak to rozumni, zręczni ludzie, boczkiem,
Rzemiennym dyszlem zachodząc, umieją
Trafić do celu: i tak samo waszmość,
Według wskazówki i instrukcji, jaką
Ci udzieliłem, poweźmiesz języka
O moim synu. Wiesz już, o co idzie?

RAJNOLD
Wiem, panie.

POLONIUSZ
Jedź więc, niech cię Bóg prowadzi!

RAJNOLD
Dziękuję…

POLONIUSZ
Zresztą sam śledź jego kroki.

RAJNOLD
Dopełnię tego.

POLONIUSZ
A niech mi się ćwiczy
W muzyce.

RAJNOLD
Dobrze, panie.

Wychodzi. 
Wchodzi Ofelia.
POLONIUSZ
Bądź zdrów, waszmość.

Co ci to jest, Ofelio? Co się stało?

OFELIA
Ach, panie, takem strasznie się przelękła.

POLONIUSZ
Czego? dlaboga?

OFELIA
Siedziałam przy krosnach
W moim pokoju, gdy wtem książę Hamlet,
Z odkrytą głową, rozpięty, w obwisłych
Brudnych pończochach, blady jak koszula,
Chwiejący się na nogach, z tak okropnym
Wyrazem twarzy, jakby się wydostał
Z piekła i jego zgrozę chciał obwieścić,
Stanął przede mną.

POLONIUSZ
Czyliżby z miłości
Oszalał?

OFELIANie wiem, ale się obawiam.

POLONIUSZ
Cóż ci powiedział?

OFELIA
Ujął mnie za rękę,
Nie mówiąc słowa, i silnie ją trzymał;
Cofnął się potem na długość ramienia
I, drugą rękę przytknąwszy do czoła,
W twarz moją wlepił oczy tak badawczo,
Jak gdyby ją chciał narysować. Długo
Tak stał, nareszcie, lekko potrząsając
Moim ramieniem i kiwając głową,
Wydał tak ciężkie, żałosne westchnienie,
Że się zdawało, iż mu piersi pękną
I życie z niego uleci. Odstąpił
Wtedy ode mnie i powolnym krokiem
Szedł z odwróconą głową poza siebie,
Kierując się ku drzwiom. Przeszedł w ten sposób
Przez cały pokój, bez pomocy oczu,
I wyszedł, ciągle wpatrując się we mnie.

POLONIUSZ
Muszę natychmiast udać się do króla;
Są to objawy gwałtowne miłości,
Która się trawi w sobie i prowadzi
Do rozpaczliwych kroków, tak jak każda
Inna namiętność trapiąca ród ludzki;
Boleję nad tym. Możeś tymi czasy
Przykre mu jakie słowo powiedziała?

OFELIA
Nie, panie; tylko, tak jak rozkazałeś,
Odesłałam mu listy i wzbroniłam
Dalszych odwiedzin.

POLONIUSZ
To go w szał wprawiło.
Boleję nad tym, żem jego skłonności
Dokładniej, pilniej nie zbadał. Myślałem,
Że on cię durzy, przywieść chce o zgubę.
Przeklinam teraz moją podejrzliwość.
Zdaje się, że nam, starym, jest właściwe
Przebierać miarę w przezorności, tak jak
Nawzajem młodym mało jej posiadać.
Biegnę do króla; zatajenie tego
Więcej niż rozgłos zrządzić może złego.
Pójdź.

Wychodzą.

7/09/2014

STUDIUM O HAMLECIE Wyspiańskiego [fragmenty]



Stanisław Wyspiański


(...)
Kto była Ofelia!
Jestże to córka Poloniusza?
Szekspirowska Ofelia jest córką Poloniusza i naiwną szlachetną dziewczyną.
Naiwną i czystą dziewczyną z mnóstwem niekonsekwencyj, w scenie widowiska, w powiedzeniach:
«był u mnie» – «bywał u mnie» i w malowaniu się swoim, i w mizdrzeniu, i w
tym, co mówi w scenie obłąkania.
U kogo bywał Hamlet?
Była jakaś Kurtyzana, podsunięta przez króla, udająca miłość, a może i kochająca, ale
osoba wplątana w kłamstwo – że była na służbie króla-ojczyma.
Ofelia-Kurtyzana! może i córka Poloniusza, ale innego Poloniusza – tego filozofa-błazna
Korambisa, który przez sprzedaż córki zyskuje sobie względy na dworze – i coraz się pnie, aż
ginie ofiarą własnej zaciekłości w szpiegostwie, przez Hamleta rapierem pchnięty, gdy się był
ukrył, czy pod pokrowiec łoża, czy za arras przyścienny.

(...)
Synek Poloniusza, który znajduje nowe źródło retoryki teatralnej w cudownie naiwnym
obłąkaniu siostry.
Siostry obłąkanej w liryczno-patetyczno-sielankowo-komiczny sposób.
Edukacja Poloniusza, kultura Poloniuszowej familii, zaprawdę tragiczna w swej nieszczerości
i obłudzie, gdyż Ofelia naprawdę jest obłąkana, a Laertes naprawdę płacze.
Tylko że obłąkanie Ofelii wykrywa jej edukacyjne podstawy i fundamenty umysłowe,
kładzione ceremonialnie ojcowską ręką napuszonego Poloniusza, ochmistrza dworu Jego
Królewskiej Arcyszelmowskiej Mości.
Wykrywa ono umiłowania sielankowo-patetyczno-liryczne – wśród których ten kwiat pod
brzemieniem ciężaru poezji i prawdy się  ł a m i e.

(...)
Ofelia-Kurtyzana – to jakaś dziewczyna, dworka w zamku Hamletów, sidłająca królewicza
z polecenia Klaudiusza a za pośrednictwem Poloniusza. Grupa podobna, jak później będzie
raz jeszcze w Troilusie i Kresydzie: Pandarus i Kresyda.
Pandarus i Kresyda – Poloniusz i Ofelia.
Poloniusz, może tylko pośrednik w tych miłostkach i intrygach – może ojciec, a nazwisko
jego: KORAMBIS.
W każdym razie ta Ofelia dosyć na owym Klaudiuszowym dworze żyje luźno i bez kontroli,
gdy bywa u niej Hamlet i skoro mówi do niej Poloniusz: „słyszałem, że on cię często
nawiedzał w tych czasach i że znajdował z twojej strony przystęp łatwy i chętny”.
I  n a u k i, które Poloniusz daje córce swojej w dramacie Szekspira, odnośnie do tegoż
dramatu, gdzie występowała Kurtyzana – dawałyby zupełnie wyraźny kontur jej stosunku do
Hamleta i zarysy tego, co Hamlet sam mógł jej mówić po spotkaniu z duchem, gdy postanowił
z nią zerwać:

HAMLET
«Nie ufam twoim przysięgom, bo one
są, jak kuglarze, czym innym, niż szaty
ich pokazują – orędownicami
bezbożnych chuci, biorącymi pozór
świętości, aby tym łacniej usidlić
naiwne serca. Krótko mówiąc nie chcę,
abyś od dziś dnia czas swój marnowała
na zadawaniu się
(wskazuje na siebie)
z księciem Hamletem!»
«Strzeż się mnie! tarczą najlepszą w tej próbie:
niedowierzanie nawet samej sobie».
OFELIA
« Nie wiem, co myśleć mam ... ?»
HAMLET
«Nie wiesz?!
To ja ci powiem!» – „Jestżeś uczciwą?”
OFELIA
(milczy).
HAMLET
„Jestżeś piękną?
OFELIA
„Co znaczą te pytania?
HAMLET
„To, że jeżeli jesteś uczciwą i piękną, uczciwość twoja nie powinna mieć nic
do czynienia z pięknością.
OFELIA
„Jak to, panie?
HAMLET
„Potęga piękności prędzej obróci uczciwość w sekutnicę, niż wpływ uczciwości
potrafi piękność na swoje kopyto przerobić.
„Kochałem dawniej waćpannę!”
OFELIA
(się uśmiecha).
HAMLET
„Albo raczej nie kochałem cię wcale!
OFELIA
„Tym bardziej więc zostałam zawiedzioną.
HAMLET
„Idź waćpanna do klasztoru, na co ci mnożyć grzeszników? Ja sam jako tako
jestem uczciwy, a przecież mógłbym sobie zarzucić takowe rzeczy, że lepiej
by było, gdyby mnie matka była na świat nie wydała.
„Jestem nadzwyczajnie dumny, mściwy, chciwy władzy; więcej mam przywar
niż władz umysłowych do ich poznania, niż wyobraźni do dania o nich wyobrażenia
i czasu do okazania ich w postępkach.
„Czego się takie figury tłuc mają pomiędzy niebem i ziemią?
„Jesteśmy arcyhultaje wszyscy bez wyjątku.
„Gdzież jest waćpanny ojciec?”
OFELIA
(kłamie:)
„W domu, mości książę”.
HAMLET
(który wie, że król i Poloniusz są ukryci za arrasem
i podsłuchują)
(słysząc jej kłamstwo, z gniewem:)
„Zamknijże go na klucz, aby nigdzie indziej nie grał roli błazna jak we własnym
domu. Bądź zdrowa!”
OFELIA
(widzi, że Hamlet odkrył jej kłamstwo).
HAMLET
„Jeśli koniecznie potrzebować będziesz wyjść za mąż, to wyjdź za głupca, bo
rozsądni ludzie wiedzą dobrze, jakie czynicie z nich potwory.
„Słyszałem też o malowaniu się waszym. Nie dość wam jednej twarzy, otrzymanej
od Boga, dorabiacie sobie drugą, sztafirkujecie się, krygujecie, cedzicie
słowa, przedrzeźniacie boskie stworzenia i swawolę okrywacie płaszczykiem!
,,Precz, precz! Nie chcę już patrzeć na to!
To mnie we wściekłość wprawia!”
(wychodzi).
OFELIA
(odepchnięta i wyśmiana).
KRÓL i POLONIUSZ
(występują spoza arrasu)
(gdzie byli ukryci).
KRÓL
„To, co on mówił, choć trochę bez związku,
cechy szaleństwa nie nosiło wcale.
Ponura jego smętność wysiaduje
coś złowrogiego, co, wylęgłe z jajka,
mogłoby stać się zgubnym”.
POLONIUSZ
„ No, Ofelio,
nie potrzebujesz nam wyjawiać tego,
co mówił książę Hamlet, bośmy sami
wszystko słyszeli”.
KRÓL
„Po świeżym namyśle,
postanowiłem wysłać go niezwłocznie
do... itd....”

W tych zarysach może się zmieścić ta Kurtyzana z noweli i romansu – i Ofelia-Kurtyzana
z pierwszego pomysłu, sztafirkująca się i krygująca, swywolna, malująca lice, brwi i usta,
zalotna i zalotnością mająca usidlać Hamleta i wyszpiegować jego prawdę, i tajemnicę tę
sprzedająca Jego Szelmowskiej Mości Królowi Klaudiuszowi.

KRÓL
„Cóż waćpan na to?
POLONIUSZ
Może to być dobrym;
rozumiem jednak zawsze, że prawdziwym
jądrem i źródłem tej jego choroby
jest: beznadziejna miłość”.

Mówi jak Pandarus. Tę więc czy inną – gdyby się jednak udało znaleźć wygodniejszą kochankę
Hamletowi – to te niebezpieczne choroby, jak: wygórowana uczciwość, mściwość,
niedogodna Klaudiuszowi i podejrzana, chciwość władzy! duma, szlachetność – te, niebezpieczne Klaudiuszowi, choroby Hamleta stałyby się – – – „plewami na młode wróble”.
„Znam jego familię, jego przyjaciół, a w części i jego. I jego w części wprawdzie – niewiele;
jestli on wszakże tym samym, o którym myślę – to wietrznik, rozpustnik, skłonny do
tego i owego”.
Tylko ta oto dziewczyna straciła już nad nim władzę. Takiej by trzeba, co by umiała go
urobić.
– Jest już Hamlet tknięty przez Ducha i żadna już nie zyska nad nim władzy ani żadna nie
zdoła zmienić planów jego myśli i tknąć jego duszy!
W drugim pomyśle Szekspira, w Ofelii naiwnie-sielankowo-lirycznej, wszystkie niekonsekwencje, nie pozwalające jej podobno we wszystkich momentach całkiem zgodnie rozumieć – początek swój biorą w przeistoczeniu się owej Kurtyzany dworskiej i zalotnicy, podstępnej i przedajnej dziewki, która sobie męża znajdzie, jak go koniecznie będzie potrzebowała – przeistoczeniu w dziecko, KWIAT WIOSNY, panienkę, którą miłość prawdziwa – gdy jej każą tę miłość stłumić i zabić w sobie i gdy jej każą wobec tej miłości kłamać – i to ojciec – i to brat – do obłędu prowadzi.
Miłość to i prawda ją zabija.
„Są to objawy gwałtownej miłości,
która się trawi w sobie – – i prowadzi
do rozpaczliwych kroków”.
I będzie powtarzała w scenie obłąkania słowa roli owej kurtyzany – i dziwne te słowa i to
powtórzenie będą wrażenie wywierać – w obłąkaniu, w obłędzie, w pomięszaniu zmysłów, w
plątaninie darów Bożych słowa te i piosenki, zdawać się będzie, że instynkt sam kobiecy
mówić jej każe. Słowo każde – myśl jej zabija i istotę jej rozwija, i życie pieśni budząc, mrozi
życie; mgła tajemnicy ją otacza, nieprzeparta mgła – bielmo na oczach otoczenia.

(...)
Ale otóż pewnego dnia właśnie tam zmówili się Poloniusz, Król i Ofelia i mają go podsłuchać,
i namówiono Ofelię, aby rozmawiała z nim – a że to ich równocześnie pouczy, czy to
dziwne szaleństwo Hamleta z miłości bierze początek? – Gdy po angielsku nie umiem i język
angielski jest mi obcy, odczytywałem tę scenę kilkakrotnie w tłumaczeniu Paszkowskiego i
przyszło mi na myśl przetłumaczyć tę scenę z Paszkowskiego.
Podaję ją tutaj w moim tłumaczeniu:

(w głębi)
(pojawia się;)
HAMLET
(z książką w ręku)
(idzie galerią)
(czytając w książce)
(przestaje czytać)
(nie odrywa jednak oczu od książki)
(poczyna myśleć:)
Co dzień, gdy zbliża się taż sama pora,
co dzień tąż samą idę jedną drogą
i myśl tak samo co dzień lot rozwija.
Tu nie szpieguje myśli cudza myśl niczyja;
wszystko tak samo, jako było wczora:
myśli bez czynów zmienić nic nie mogą.
(nagle zamyka książkę)
(stanowczym ruchem)
(nie podnosząc jednak głowy)
Od czynów muszę zacząć byt, by myśl rozwinąć.
(wstępuje właśnie na próg sali)
(opuszcza rękę z książką)
Wstąpiłem w sali próg – – wrócić – czy – minąć? –
Tu państwo myśli mej ma się poszerzyć –!
W co wierzę, ma się stać! – W siebie mam wierzyć!!
(głośno)
Być albo nie być!
(wciąż z głową pochyloną)
(rękoma wskazuje próg)
(ciszej)
Tu się zatrzymuję.
(wznosi głowę)
(i nagle, przestępując próg tej wielkiej izby)
(mówi:)
A więc iść, jako los me drogi wiedzie!
A więc iść przebój i wbrew, i oporem,
i przejść!! – jak wicher – – przejść – i raz zakończyć,
wszystkiemu kładąc kres. – Toż ma być PRAWDA,
że Sen-wieczysty kres istotnie kładzie
sercu, co bije, i żądzy, co trawi –
kres upragniony w mniemaniu, że zbawi?
Śmierć!? – Sen to tylko: – Straszne Objawienie.
A!!! Oto Świata Sąd: – – twoje sumienie. – – –
Stój na tej drodze, człowieku, pod jugiem,
gnij się w zniewadze, krzywdzie i niedoli,
sprawiedliwości darmo chciej od ludzi,
pozwól na miłość pluć, deptać pierś twoję,
łam się, przeklęty, w poddańczej niewoli
upokorzenia – – – – tej jednej granicy
nie wolno lekko przejść. – Tego się boją!!
Ha ha!! Byliby już wolni z ciężaru!
Ciężar im gniecie kark i wagą nuży –
ten jeno jeden Strach! – To, że nie wiedzą,
co tam – – – – za grobu żelazną zaporą
czeka ich jeszcze – tam – skąd nikt nie wraca,
by żył w spólnocie z krwi, kości i ciała –
jeno by dusza marą się błąkała
na pośmiewisko – nim grzechów nie zmyje; –
to – to, co tak zazdrośnie grób nam kryje;
to to – czego się nigdy nie dowiedzą:
co dalej za tą ludzkich zagród miedzą.
Raczej wiadome złe przyjąć ich zmusza,
niźli to brzemie brać – – co weźmie dusza.
Rozważni! – Mądrzy! – Arcymądrzy tchórze!
Najbezczelniejszy – tutaj stanie niemy:
poza tą wiedzą – dalej – nic – nie wiemy.
(przestaje mówić głośno)
(w myśli:)
Już myśl o śmierci – za samą śmierć starczy.
I teraz! patrzeć! na ich dalsze życie,
jak gną się trwogą w swych grzechów brzemieniu
i Sąd najsroższy mają – w swym sumieniu!
(tejże chwili zwraca się, by dążyć ku wyjściu ze sali)
(i nagle spostrzega)
(że nie był sam:)
OFELIA
(stoi w głębi, w narożu izby).
HAMLET
(staje jak wryty)
(patrzy w nią)
(z przerażeniem i pogardą)
(wykrzyknął:)
Ofelia! – – –
(urywa)
(cofa się w tył)
(trzymając wzrok w nią wlepiony)
(daleko od niej)
(z politowaniem i żalem:)
(cicho:)
Ułudo! – – –
OFELIA
(we wstydzie)
(oczy kryje –)
(i natychmiast ręce od oczu opuszcza)
(– i składa jak do modlitwy)
(przed Hamletem).
HAMLET
(ostro)
W modłach– spamiętaj sobie: co wiesz o mnie,
(w myśli:)
byś potem mogła powtórzyć – królowi.
OFELIA
(po długim milczeniu)
(nie wiedząc, co mówić)
Jakże zdrowie – Waszej Książęcej Mości – – ?
HAMLET
(ostro, krótko, znacząco:)
Dobrze!
(wyniośle, dumnie)
(aby zachowanie przeczyło słowom)
z pokorą – Waćpannie wyznaję!
(głowę odwraca, patrząc w inną stronę).
OFELIA
(po chwili)
Mam od was, Panie – jeszcze coś z pamiątek,
coście mi sami z siebie, z woli dali;
dziś je odbierzcie – proszę.
(zbliża się do Hamleta)
(chce oddać pamiątki).
HAMLET
(nie odwracając ku niej głowy)
(szyderczo:)
Jako żywo!
Nic Pannie, odkąd żywot mój – z siebie nie dałem.
OFELIA
(rozżalona)
Wiesz dobrze. Mości Książę, żeś je dawał
i dając, słowa przydawałeś darom,
które tym milszym czynią dar w swej cenie.
Woń uleciała słów jak woń kadzideł; –
weź dar na powrót, bo myśląc uczciwie,
jak każda inna uczciwa osoba,
dziś widzę jasno, jak się stały liche,
gdy żal mam jeno z Was.
HAMLET
(śmieje się)
(zwraca głowę ku niej)
(patrzy w jej oczy)
Jestżeś uczciwą?
OFELIA
(nie rozumiejąc)
Mości Książę!
HAMLET
Jestżeś piękną?
OFELIA
(nie rozumiejąc)
Cóż chcesz powiedzieć, książę, tak pytając?



#CAŁY TEKST "HAMLETA" Stanisława Wyspiańskiego dostępny TUTAJ