Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Scena 1. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Scena 1. Pokaż wszystkie posty

8/17/2014

Hamlet Akt III Scena 1 [BARAŃCZAK]

Komnata zamkowa. 

Wchodzą Król z Królową, Poloniusz, Ofelia, Rosencrantz, Guildenster i dworzanie.

KRÓL
I w żaden sposób nie da się w rozmowie
Wydobyć z niego, czemu wpadł w ten rozstrój?
Wszystko szło gładko, był zdrów - aż tu nagle
Ten zgrzyt, ten napad groźnego obłędu.

ROSENCRANTZ 
Wyznał nam, że się nie czuje normalnie,
Lecz o przyczynach nie wspomniał.

GUILDENSTERN
Skądinąd
Wybadać księcia nie jest wcale łatwo:
Przeciwnie, gdybyśmy chcieli go nakłonić,
Aby się zwierzył ze swojego stanu,
Korzystał zręcznie z objawów szaleństwa,
By zmieniać temat.

KRÓLOWA 
Czy dobrze was przyjął?

ROSENCRANTZ
Bardzo uprzejmie, wręcz po książęcemu.

GUILDENSTERN
Ale zmuszając się do serdeczności:
To było widać.

ROSENCRANTZ
Pytań zadał mało,
Lecz odpowiadał nam całkiem obszernie.

KRÓLOWA
A próbowaliście go zaciekawić 

Jakąś rozrywką?

ROSENCRANTZ
Tak: przypadek zrządził, 
Że jadąc tutaj, minęliśmy w drodze
Trupę aktorów. Wspomniałem mu o tym:
Miałem wrażenie, że ta wieść go cieszy.
Aktorzy są w tej chwili tu, na zamku,
I zdaje mi się, że już dzisiaj wieczór
Mają wystapić przed księciem.

POLONIUSZ
To prawda:

Hamlet polecił mi zaprosić wszystkich
Na przedstawienie.

KRÓL
Przyjdziemy z radością;
Bardzo mnie cieszy, że miał taki pomysł.
A wy, panowie, prowadźcie go dalej
W tę samą stronę: niech używa życia,
Szuka rozrywek.

ROSENCRANTZ
Jak rozkażesz, królu.

Rosencrantz i Guildenstern wychodzą.

KRÓL
Gertrudo droga, ty nas także zostaw:
Właśnie posłaliśmy po księcia, aby
Niby przypadkiem spotkał tu Ofelię.
My z Poloniuszem (dwaj ojcowie, zatem
Dwaj szpiedzy, można powiedzieć, legalni),
Patrząc z ukrycia, sami niewidoczni,
Będziemy mogli ocenić bezstronnie
Przebieg spotkania - i po zachowaniu
Hamleta poznać, czy istotnie miłość
Jest źródłem jego szaleństwa.

KRÓLOWA
Odchodzę. -
A co do ciebie, Ofelio, naprawdę 
Bardzo bym chciała, by przyczyną dziwactw
Mojego syna były twoje wdzięki.
I mam nadzieję, że to twoje cnoty 
W końcu przywiodą go do normalności
Z korzyścią dla was obojga.

OFELIA
O pani,
Tak bym pragnęła!...

Królowa wychodzi.

POLONIUSZ
Ofelio, w tym miejscu
Masz się przechadzać. - Miłościwy panie,
My się schowajmy, jeśli łaska. - Czytaj
Ten modlitewnik, żeby wyglądało,
Że jesteś sama, bo przyszłaś się modlić.
Och, jakże często - rzecz to dobrze znana -
Grzeszymy tym, że nasza bogobojna 
Mina i zbożne uczynki są lukrem,
Pod którym diabeł siedzi.

KRÓL na stronie
O, to prawda!
Jak ostrym biczem jego słowa chłoszczą
Moje sumienie! To, co uczyniłem,
Ma się do tego, co ludziom powiadam,
Tak jak szkaradna twarz sprzedajnej dziewki
Ma się do wszystkich jej pudrów i szminek.
Nieznośny ciężar!

POLONIUSZ
Ukryjmy się: idzie.

Król i Poloniusz wychodzą. Wchodzi Hamlet.

HAMLET
Być albo nie być - oto jest pytanie.
Kto postępuje godniej: ten, kto biernie
Stoi pod gradem zajadłych strzał losu,
Czy ten, kto stawia opór morzu nieszczęść
I w walce kładzie im kres? Umrzeć - usnąć -
I nic poza tym - i przyjąć, że sen
Uśmierza boleść serca i tysiące
Tych wstrząsów, które dostają się ciału
W spadku natury. O tak, taki koniec
Byłby czymś upragnionym. Umrzeć - usnąć -
Spać - i śnić może? Ha, tu się pojawia
Przeszkoda: jakie mogą nas nawiedzić 

Sny w drzemce śmierci, gdy ścichnie za nami
Doczesny zamęt? Niepewni, wolimy
Wstrzymać się chwilę. I z tych chwil urasta
Długie, potulnie przecierpiane życie.
Bo gdyby nie ten wzgląd, któż by chciał znosić
To, czym nas chłoszcze i znieważa czas:
Gwałty ciemięzców, nadętość pyszałków,
Męki wzgardzonych uczuć, opieszałość
Prawa, bezczelność władzy i kopniaki,
Którymi byle zero upokarza
Cierpliwą wartość? Któż by się z tym godził,
Gdyby był w stanie przekreślić rachunki
Nagim sztyletem? Któż by dźwigał brzemię
Życia, stękając i spływając potem,
Gdyby nam woli nie zbijała z tropu 
Obawa przed tym, co będzie po śmierci,
Przed nieobecną w atlasach krainą,
Skąd żaden jeszcze odkrywca nie wrócił,
I gdyby lęk ten nie kazał nam raczej
Znosić zło znane, niż rzucać się w nowe?
Tak to świadomość czyni nas tchórzami
I naturalne rumieńce porywu
Namysł rozcieńcza w chorobliwą bladość,
A naszym ważkim i szczytnym zamiarom
Refleksja plącze szyki, zanim któryś
Zdąży przerodzić się w czyn. - Ale cicho,
Piękna Ofelia! - Nimfo, w swoich modłach
Wspomnij koniecznie każdy z moich grzechów.

OFELIA
Ach, to ty, książę... Tyle dni minęło:
Jak twoje zdrowie?

HAMLET
Dobrze, dobrze, dobrze,
Pokorne dzięki.

OFELIA
Książę, już od dawna
Chciałam ci zwrócić tych parę drobiazgów,
Które mi dałeś na pamiątkę. Weź je.

HAMLET
Nie, ja ci nigdy w życiu nic nie dałem.

OFELIA
Wiesz dobrze, że to podarki od ciebie.
A dołączone do nich były słowa
Tchnące tak słodką wonią, że prezenty
Stawały się bezcenne. Ten aromat
Dawno już zwietrzał, więc weź je z powrotem:
Bo najwspanialsze dary tracą wartość,
Gdy w tym, kto daje, odmienia się serce.
Weź, proszę.

HAMLET
Ha! jesteś cnotliwa?

OFELIA
Książę!

HAMLET
Jesteś piękna?

OFELIA
Do czego zmierzasz, książę?


HAMLET
Do tego, że jeśli jesteś i cnotliwa, i piękna, twoja cnota nie powinna się zadawać z twoją urodą.

OFELIA
Czyż piękność może mieć lepsze towarzystwo niż cnota?


HAMLET
Zgoda, tylko że prędzej potęga piękności zrobi z cnoty rajfurkę, niż cnota zdoła urobić piękność na własne podobieństwo. W swoim czasie był to paradoks, ale ostatnio znajduje potwierdzenie. Ja cię kiedyś naprawdę kochałem.

OFELIA
Rzeczywiście, książę, zachowywałeś się tak, że w to wierzyłam.


HAMLET
Nie trzeba było wierzyć. Choćby nie wiem jak starannie szczepić cnotę na pniu grzechu pierworodnego - owoce będą miały jego smak. Wcale cię nie kochałem.

OFELIA
Tym większa moja omyłka.


HAMLET
Idź do klasztoru. Po co masz rodzić nowych grzeszników? Ja sam jestem w miarę porządnym człowiekiem, a przecież mógłbym zarzucić sobie takie rzeczy, że lepiej by było, gdyby mnie matka na świat nie wydała. Czai się we mnie niezmierna pycha, mściwość, ambicja; na jedno moje skinienie czeka armia zbrodniczych zamiarów - nie starcza mi myśli, aby je rozważyć, wyobraźni, aby nadać im kształt, czasu, aby je wcielić w życie. Co mają począć takie jak ja pełzające stworzenia, wciśnięte w szczelinę pomiędzy niebem a ziemią? Każdy z nas to skończony łajdak; nie wierz żadnemu. Idź prosto do klasztoru. Gdzie twój ojciec?

OFELIA
U siebie w domu.


HAMLET
Trzeba szczelnie zamknąć drzwi, żeby robił z siebie błazna tylko w czterech własnych ścianach. Bądź zdrowa.

OFELIA
Łaskawe nieba, ześlijcie mu ratunek!

HAMLET
Jeśli wyjdziesz za mąż, dam ci w posagu tę klątwę: choćbyś była czysta jak lód i jak śnieg nieskalana, niech cię i tak obgadują za plecami. Idź do klasztoru. Idź i bywaj zdrowa. A jeśli koniecznie musisz kogoś poślubić, wyjdź za durnia, bo mądrdzy wiedzą aż za dobrze, w jakie potwory ich przemieniacie. Idź do klasztoru, idź, i to zaraz! Żegnaj.

OFELIA
Moce niebieskie, przywróćcie mu zdrowie!

HAMLET
Wiem też niemało o tym, jak się malujecie. Bóg dał wam jedną twarz, a wy dorabiacie sobie drugą. Całe to mizdrzenie się, dreptanie, szczebiotanie, nadawanie dziecinnych nazw wszelkiemu Bożemu stworzeniu - rzekoma niewinność, a naprawdę afektacja! Mam tego dosyć, dosyć! Przez to właśnie wpadłem w obłęd! Powiadam: koniec z małżeństwami, raz na zawsze! Ci, co się już pożenili, niech sobie żyją... z jednym wyjątkiem. Reszta ma pozostać, jak była. Do klasztoru, już!  


Wychodzi.

OFELIA
Tak świetny umysł - i w takim upadku!

Bystrość, stanowczość, swada, które mogły
Być chlubą dworu, sztabu, akademii;
Pierwsza z nadziei kwitnącego państwa;
Stojący w centrum spojrzeń otoczenia
Wzór obyczaju, wyrocznia ogłady -
W takiej ruinie! A ja, nieszczęśliwa
Jak żadna z kobiet, ja, która słuchałam
Płynnej jak miód melodii jego zaklęć -
Dziś muszę słyszeć stargany i głuchy
Brzęk pękniętego dzwonu; muszę widzieć
Ten dumny umysł, ten wspaniały rozum,
Ten niezrównany kwiat bujnej młodości
Zwarzony mrozem obłędu. O, biada:
Jak okiem duszy zmierzyć przestrzeń między
Biegunem dawnej glorii i tej nędzy?

Wchodzą Król i Poloniusz.

KRÓL
Miłość? - nie tędy rwie się jego serce,
A w mowie księcia, choć nieco bezładnej,
Też nie dostrzegłem symptomów obłędu.
Pod melancholią coś się w jego duszy
Wylęga; jeśli z tego się wykluje
Drapieżne pisklę - zagrozi nam wszystkim. 
Aby oddalić to niebezpieczeństwo,
Podjąłem szybką decyzję: niech Hamlet
Płynie do Anglii po odbiór zaległej
Daniny. Morze, cudzoziemskie kraje,
Nowe pejzaże mogą z jego serca
Przepędzić owe zasiedziałe zmory,

A mózg uwolnić od gonitwy myśli,
Z której się bierze jego dziwny stan.
Co o tym sądzisz?

POLONIUSZ
Doskonały pomysł,
Choć ja obstaję nadal przy swym zdaniu:
Źródłem obłędu jest wzgardzona miłość. - 
I cóż, Ofelio? Nie musisz powtarzać,
Co mówił książę: wszystkośmy słyszeli. -
Czyń, co uważasz za stosowne, panie,
Lecz ja bym radził, aby po spektaklu
Królowa wzięła Hamleta na stronę
I w cztery oczy wypytała syna, 
Jaki jest powód jego przygnębienia.
Niech go pyta wprost, a ja tymczasem,
Jeśli pozwolisz, tak się ulokuję,
Że wszystko będę słyszał. Jeśli matka
Nic nie wybada, wyślij go do Anglii
Lub zamknij w miejscu, które w swej mądrości
Uznasz za odpowiednie.

KRÓL
Niech i tak będzie. 
Kiedy szaleją wielcy tego świata,
Jedynym wyjściem jest solidna krata.

Wychodzą.

7/28/2014

Hamlet Akt III Scena 1 [PASZKOWSKI]

Pokój w zamku.

Król, Królowa, Poloniusz, Ofelia, Rozenkranc i Gildenstern.

KRÓL
I nie mogliście wyrozumieć żadnym
Zwrotem rozmowy, skąd to rozprzężenie,
Które mu pokój zakłóca tak dzikim
I niebezpiecznym rodzajem maniactwa?
ROZENKRANC
Przyznaje, że się czuje rozstrojony;
Lecz przez co, w żaden sposób wyznać nie chce.
GILDENSTERN
Nie znaleźliśmy go bynajmniej skłonnym
Do wywnętrzania się; zręcznym dziwactwem
Trzymał nas, owszem, z daleka od siebie,
Kiedyśmy chcieli z niego coś wyciągnąć.

KRÓLOWA
Jakże was przyjął?
ROZENKRANC
Bardzo grzecznie.
GILDENSTERN
Ale
Nie bez przymusu.
ROZENKRANC
Skąpy był w pytaniach,
A w odpowiedziach odbiegał od rzeczy.

KRÓLOWA
Nasunęliście–ż mu jaką rozrywkę?

ROZENKRANC
Traf zrządził, żeśmy spotkali na drodze
Trupę aktorów: wspomnieliśmy o tym
Księciu i to go trochę ucieszyło.
Ci aktorowie już się tu znajdują
I, jak słyszałem, otrzymali rozkaz
Grania mu dzisiaj.
POLONIUSZ
Tak jest w rzeczy samej
I mnie on zlecił prosić najpokorniej
Wasze królewskie moście, by raczyły
Być obecnymi na tym widowisku.
KRÓL
Z największą chęcią. Serdeczniem rad, że się
Do tego skłania. Wciąż go utrzymujcie,
Moi panowie, w tym usposobieniu
I podniecajcie w nim gust do takiego
Rodzaju zabaw.

ROZENKRANC I GILDENSTERN
Uczynim to, panie.
Wychodzą.

KRÓL
Oddal się także, kochana Gertrudo.
Ułożyliśmy rzecz tak, aby Hamlet,
Niby przypadkiem, zszedł się tu z Ofelią.
Ja i jej ojciec (będzie to szpiegostwo
Godziwe) tak się tu ulokujemy,
Abyśmy widząc, niewidzialni sami,
O tym spotkaniu z bliska mogli sądzić
I z zachowania się jego wnioskować,
Czy to miłości wpływ, czy nie miłości
Tak go udręcza.
KRÓLOWA
Jestem ci posłuszna,
Mój mężu. Dałby Bóg, luba Ofelio,
Aby potęga twoich wdzięków była
Błogim powodem tej zmiany Hamleta:
Wtedy szlachetność twoja, mam nadzieję,
Na dawną by go sprowadziła drogę,
Ku zaszczytowi was obojga.

OFELIA
Pragnę,
Aby tak było, miłościwa pani.
Królowa wychodzi.

POLONIUSZ
Ofelio, chodź tu sobie. Najjaśniejszy,
My się umieścim tam.

do Ofelii

Czytaj tę książkę,
Aby ten pozór zajęcia ubarwił
Twoją samotność. Tak to my, grzesznicy,
Rzekomo świętą miną, uczynkami
Budującymi pocukrzamy nieraz
Samego diabła.
KRÓL
na stronie
Prawda! Jakże srodze
Bicz tych wyrazów chłoszcze mi sumienie!
Twarz nierządnicy, różem upiększona,
Nie tak jest szpetna obok tej powłoki
Jak czyn mój obok pokostu słów moich.
O, ciężkie–ż moje brzemię!

POLONIUSZ
Już nadchodzi.
Śpieszmy na miejsce, miłościwy panie.

Król i Poloniusz wychodzą. Hamlet wchodzi.

HAMLET
Być albo nie być to wielkie pytanie.
Jest–li w istocie szlachetniejszą rzeczą
Znosić pociski zawistnego losu
Czy też stawiwszy czoło morzu nędzy,
Przez opór wybrnąć z niego? — Umrzeć — zasnąć —
I na tym koniec. — Gdybyśmy wiedzieli,
Że raz zasnąwszy, zakończym na zawsze
Boleści serca i owe tysiączne
Właściwe naszej naturze wstrząśnienia,
Kres taki byłby celem na tej ziemi
Najpożądańszym. Umrzeć — zasnąć. — Zasnąć!
Może śnić? — w tym sęk cały, jakie bowiem
W tym śnie śmiertelnym marzenia przyjść mogą,
Kiedy zrzucimy z siebie więzy ciała,
To zastanawia nas: i toć to czyni
Tak długowieczną niedolę; bo któż by
Ścierpiał pogardę i zniewagi świata,
Krzywdy ciemiężcy, obelgi dumnego,
Lekceważonej miłości męczarnie,
Odwłokę prawa, butę władz i owe
Upokorzenia, które nieustannie
Cichej zasługi stają się udziałem,
Gdyby od tego kawałkiem żelaza
Mógł się uwolnić? Któż by dźwigał ciężar
Nudnego życia i pocił się pod nim,
Gdyby obawa czegoś poza grobem,
Obawa tego obcego nam kraju,
Skąd nikt nie wraca, nie wątliła woli
I nie kazała nam pędzić dni raczej
W złem już wiadomym niż uchodząc przed nim
Popadać w inne, którego nie znamy.
Tak to rozwaga czyni nas tchórzami;
Przedsiębiorczości hoża cera blednie
Pod wpływem wahań i zamiary pełne
Jędrności, zbite z wytkniętej kolei,
Tracą nazwisko czynu. — Ha! co widzę?
Piękna Ofelia! — Nimfo, w modłach swoich
Pomnij o moich grzechach.

OFELIA
Jakże zdrowie
Waszej książęcej mości od dni tylu?
HAMLET
Dobre; pokornie dziękuję waćpannie.
OFELIA
Mam jeszcze od was, panie, kilka drobnych
Pamiątek, dawno zwrócić je pragnęłam:
Odbierzcie je dziś, proszę.

HAMLET
Jako żywo!
Jam nigdy w życiu nic nie dał waćpannie.
OFELIA
Wiesz dobrze, mości książę, żeś to czynił,
I upominki swoje ubarwiałeś
Takimi słowy, które wszelkiej rzeczy
Wartość podnoszą. Woń ich uleciała:
Weź je na powrót, panie, w oczach bowiem
Każdej szlachetnie myślącej osoby
Najdroższe dary lichymi się stają,
Gdy dawca martwi. Oto są.
HAMLET
Cha–cha–cha! Jest–żeś uczciwa?
OFELIA
Mości książę!
HAMLET
Jest–żeś piękna?
OFELIA
Co znaczą te pytania?
HAMLET
To, że jeżeli jesteś uczciwa i piękna, uczciwość twoja nie powinna mieć nic do czynienia z pięknością.
OFELIA
Jak to, panie? Może–ż piękność z czym lepszym chodzić w parze niż z uczciwością?
HAMLET
Zapewne, tylko że potęga piękności prędzej obróci uczciwość w rajfurkę, niż wpływ uczciwości potrafi piękność na swoje kopyto przerobić. Było to niegdyś paradoksem, ale w nowszych czasach okazuje się pewnikiem. Kochałem dawniej waćpannę.
OFELIA
W rzeczy samej, dawałeś mi to książę do zrozumienia.
HAMLET
Nie trzeba ci było tak rozumieć; bo cnota nie daje się w stary nasz pień wszczepić tak, żebyśmy trącić nim przestali. Nie kochałem cię wcale.
OFELIA
Tym bardziej więc zostałam zawiedziona.
HAMLET
Idź waćpanna do klasztoru; na co ci mnożyć grzeszników? Ja sam jako tako jestem uczciwy, a przecież mógłbym sobie zarzucić takie rzeczy, że lepiej by było, gdyby mnie była matka na świat nie wydała. Jestem nadzwyczajnie dumny, mściwy, chciwy władzy; więcej mam przywar niż władz umysłowych do ich poznania, niż wyobraźni do dania o nich wyobrażenia i czasu do okazania ich w postępkach. Czego się takie figury tłuc mają pomiędzy ziemią i niebem? Jesteśmy arcyhultaje, wszyscy bez wyjątku; żadnemu z nas nie ufaj. Idź prosto do klasztoru. Gdzież waćpanny ojciec?
OFELIA
W domu, mości książę.

HAMLET
Zamknij–że go na klucz, aby nigdzie indziej nie grał roli błazna, tylko we własnym domu. Bądź zdrowa.
OFELIA
na stronie
Panie, zmiłuj się nad nim!

HAMLET
Jeżeli za mąż pójść chcesz, dam ci w posagu tę przestrogę: Chociażbyś jak śnieg była czysta, jak lód nieskalana, przecież nie ujdziesz obmowy. Wstąp do klasztoru. Adieu. Albo jeżeli koniecznie potrzebować będziesz wyjść za mąż, to wyjdź za głupca, bo rozsądni ludzie wiedzą bardzo dobrze, jakie z nich czynicie potwory. Idź czym prędzej do klasztoru. Adieu.
OFELIA
na stronie
O nieba, wesprzyjcie go swą łaską!
HAMLET
Słyszałem też o malowaniu się waszym: nie dość wam jednej twarzy otrzymanej od Boga, dorabiacie sobie drugą; sztafirujecie się, krygujecie, cedzicie słowa, przedrzeźniacie boskie stworzenia i swawolę pokrywacie płaszczykiem naiwności.Precz, precz! nie chcę już patrzeć na to: to mnie we wściekłość wprawia. Wara odtąd mężczyznom żenić się; ci, co się już pożenili, jednego wyjąwszy, niech żyją zdrowi, reszta pozostać winna tak, jak jest. Do klasztoru! Do klasztoru!

Wychodzi.

OFELIA
O, jak szlachetny duch zwichnięty został!
Dworaka, wodza, mędrca ton, miecz, umysł;
Kwiat oczekiwań potężnego państwa,
Wzór ukształcenia, zwierciadło poloru,
Cel zwracającej się uwagi świata:
Wszystko to, wszystko wniwecz obrócone!
I ja, ze wszystkich kobiet najnędzniejsza,
Com ssała nektar słodkich jego ślubów,
Skazanam teraz widzieć tę wspaniałą,
Wybraną duszę, jak spękany dzwonek,
Chrapliwe tylko wydającą dźwięki;
To czyste źródło bogatej młodości
Zmącone szałem. O, czemuż musiałam
Ujrzeć, co widzę, widzieć, co widziałam!

Wchodzą Król i Poloniusz.
KRÓL
Miłość! Nie takie są jej symptomata.
To, co on mówił, choć trochę bez związku,
Cechy szaleństwa nie nosiło wcale.
Ponura jego smętność wysiaduje
Coś złowrogiego, co wylęgłe z jajka
Mogłoby stać się zgubne. Pragnąc przeto
Zapobiec złemu, po świeżym namyśle,
Postanowiłem wysłać go niezwłocznie
Do Anglii celem niby zażądania
Przynależnego mu haraczu. Może
Ta podróż, widok różnych miejsc i rzeczy,
Potrafi z jego serca wyrugować
To coś, wokoło czego jego myśli,
Bijąc się ciągle i skrycie nurtując,
Tak go z właściwych wyrywają karbów.
Cóż waćpan na to?

POLONIUSZ
Może to być dobre;
Rozumiem jednak zawsze, że prawdziwym
Jądrem i źródłem tej jego choroby
Jest bezwzajemna miłość. No, Ofelio,
Nie potrzebujesz nam objawiać tego,
Co–ć mówił książę Hamlet, bośmy sami
Wszystko słyszeli. Uczyń, co chcesz, panie;
Jeżeli jednak uznasz to stosownym,
Niech po skończonym dzisiaj widowisku
Królowa matka w poufnej rozmowie
Prosi go, aby jej zwierzył swój smutek.
Niechaj z nim mówi bez ogródki; ja zaś,
Jeśli się na to zgodzi wasza wielkość,
Przyłożę ucho do tego sam na sam.
Nie wydobędzie–li nic z niego, wtedy
Ślij go do Anglii, panie, albo zamknij,
Gdzie mądrość twoja wskaże.

KRÓL
Dobra rada:
Szalonych możnych pilnie strzec wypada.

Wychodzą.

Hamlet Akt II Scena 1 [PASZKOWSKI]

Pokój w domu Poloniusza.

Poloniusz i Rajnold.


POLONIUSZRajnoldzie, oddasz mu waszmość to pismo
I te pieniądze.

RAJNOLD
Nie omieszkam, panie.

POLONIUSZ
Zanim się jednak doń udasz, Rajnoldzie,
Mądrze byś zrobił, ażebyś poprzednio
O jego sprawowaniu się wywiedział.

RAJNOLD
Tak też myślałem, panie.

POLONIUSZ
Dobrze–ś myślał,
Bardzo–ś roztropnie myślał. Przede wszystkim
Wypytasz mi się najdokładniej, jacy
Są Duńczykowie w Paryżu; jak który
I z czego żyje: gdzie bywa i jakie
Z kim ma stosunki; gdy zaś skutkiem takich
Krętobadawczych, manowcowych pytań
Dojdziesz, że oni znają mego syna,
Wtedy przystąpisz do materii o nim
Bliżej niżeli w poprzednich pytaniach.
Powiesz na przykład, udając, jakobyś
Znał go z daleka: „Znam jego familię,
Jego przyjaciół, a w części i jego”;
Rozumiesz mnie, Rajnoldzie?

RAJNOLD
Najzupełniej.

POLONIUSZ
„I jego w części, wprawdzie — dodać możesz —
Niewiele, jest–li on wszakże tym samym,
O którym myślę, wietrznik to, rozpustnik,
Skłonny do tego i tego”. Zwal wtedy,
Co ci się żywnie podoba, na niego;
Jednakże nic takiego, co by mogło
Szwank przynieść jego sławie; tego strzeż się.
Takie jedynie przypisz mu wybryki,
Jakie z młodością i krewkością w parze
Zazwyczaj chodzą.

RAJNOLD
Więc, na przykład, hazard?

POLONIUSZ
Tak, albo pochop do zwad, klątw, pijatyk,
Gachostwa wreszcie: tak daleko możesz
Posunąć swoje kłamstwa.

RAJNOLD
Ależ, panie,
To by już jego sławie szwank przyniosło.

POLONIUSZ
Bynajmniej, jeśli tylko będziesz umiał
Wziąć się do rzeczy. Nie trzeba ci dawać
Do zrozumienia, że on w żądzach swoich
Jest rozpasany, tego nie chcę; wytknij
Jego usterki tak subtelnie, żeby
One się zdały tylko nadużyciem
Wolności, duszy ognistej wybuchem,
Obłędem wrzącej krwi, słowem, pustotą
Właściwą wszystkim młodym.

RAJNOLD
Rad bym wiedzieć,
Łaskawy panie…

POLONIUSZ
Do czego to wszystko?

POLONIUSZ
Tak, panie.

RAJNOLD
Zaraz ci powiem: mój zamiar
Uzasadniony i, jak się spodziewam,
Niepłonną skutku dający rękojmię.
Skoro na mego syna złożysz waszmość
Te drobne chyby, niby skazy, którym
Ulega każda rzecz, gdy się wyrabia,
Wtedy, jeżeli tylko ten, którego
Za język ciągnąć będziesz, kiedykolwiek
Młodzieńca w mowie będącego widział
Jednej z powyższych praktyk oddanego,
Ten ktoś, bądź pewien, przywtórzy ci zaraz
W ten sposób: „Mości dobrodzieju”, albo:
„Mój miły panie”, albo: „Widzisz, waćpan” —
Stosownie do zwyczaju miejscowego
Lub w miarę swojej atencji.

RAJNOLD
Rozumiem.

POLONIUSZ
Skoro zaś to ci powie, powie potem…
Cóżem to dalej miał mówić? Do licha,
Miałem powiedzieć coś, na czymżem stanął?

RAJNOLD
Na tym podobno, że ktoś mi przywtórzy.

POLONIUSZŻe ci przywtórzy, aha! tak więc tedy
Ten ktoś przywtórzy ci pewnie w ten sposób:
„Znam tego pana, widziałem go wczoraj”,
Albo: „Owego dnia, wtedy a wtedy,
Z tym a z tym, i w istocie grał wysoko”;
Albo: „Pokłócił się”, albo: „Miał w czubku”,
Albo: „Widziałem, jak wchodził do domu
Podejrzanego”, i tak dalej. Tak to
Na wędę fałszu złowisz karpia prawdy.
Tak to rozumni, zręczni ludzie, boczkiem,
Rzemiennym dyszlem zachodząc, umieją
Trafić do celu: i tak samo waszmość,
Według wskazówki i instrukcji, jaką
Ci udzieliłem, poweźmiesz języka
O moim synu. Wiesz już, o co idzie?

RAJNOLD
Wiem, panie.

POLONIUSZ
Jedź więc, niech cię Bóg prowadzi!

RAJNOLD
Dziękuję…

POLONIUSZ
Zresztą sam śledź jego kroki.

RAJNOLD
Dopełnię tego.

POLONIUSZ
A niech mi się ćwiczy
W muzyce.

RAJNOLD
Dobrze, panie.

Wychodzi. 
Wchodzi Ofelia.
POLONIUSZ
Bądź zdrów, waszmość.

Co ci to jest, Ofelio? Co się stało?

OFELIA
Ach, panie, takem strasznie się przelękła.

POLONIUSZ
Czego? dlaboga?

OFELIA
Siedziałam przy krosnach
W moim pokoju, gdy wtem książę Hamlet,
Z odkrytą głową, rozpięty, w obwisłych
Brudnych pończochach, blady jak koszula,
Chwiejący się na nogach, z tak okropnym
Wyrazem twarzy, jakby się wydostał
Z piekła i jego zgrozę chciał obwieścić,
Stanął przede mną.

POLONIUSZ
Czyliżby z miłości
Oszalał?

OFELIANie wiem, ale się obawiam.

POLONIUSZ
Cóż ci powiedział?

OFELIA
Ujął mnie za rękę,
Nie mówiąc słowa, i silnie ją trzymał;
Cofnął się potem na długość ramienia
I, drugą rękę przytknąwszy do czoła,
W twarz moją wlepił oczy tak badawczo,
Jak gdyby ją chciał narysować. Długo
Tak stał, nareszcie, lekko potrząsając
Moim ramieniem i kiwając głową,
Wydał tak ciężkie, żałosne westchnienie,
Że się zdawało, iż mu piersi pękną
I życie z niego uleci. Odstąpił
Wtedy ode mnie i powolnym krokiem
Szedł z odwróconą głową poza siebie,
Kierując się ku drzwiom. Przeszedł w ten sposób
Przez cały pokój, bez pomocy oczu,
I wyszedł, ciągle wpatrując się we mnie.

POLONIUSZ
Muszę natychmiast udać się do króla;
Są to objawy gwałtowne miłości,
Która się trawi w sobie i prowadzi
Do rozpaczliwych kroków, tak jak każda
Inna namiętność trapiąca ród ludzki;
Boleję nad tym. Możeś tymi czasy
Przykre mu jakie słowo powiedziała?

OFELIA
Nie, panie; tylko, tak jak rozkazałeś,
Odesłałam mu listy i wzbroniłam
Dalszych odwiedzin.

POLONIUSZ
To go w szał wprawiło.
Boleję nad tym, żem jego skłonności
Dokładniej, pilniej nie zbadał. Myślałem,
Że on cię durzy, przywieść chce o zgubę.
Przeklinam teraz moją podejrzliwość.
Zdaje się, że nam, starym, jest właściwe
Przebierać miarę w przezorności, tak jak
Nawzajem młodym mało jej posiadać.
Biegnę do króla; zatajenie tego
Więcej niż rozgłos zrządzić może złego.
Pójdź.

Wychodzą.

7/27/2014

HAMLET Akt II Scena 1 [Barańczak]

Komnata u Poloniusza.

Wchodzi Poloniusz i jego sługa Reynaldo.

POLONIUSZ 
Wręczysz mu list i pieniądze, Reynaldo.

REYNALDO
Tak jest. 

POLONIUSZ
A zanim dojdzie do spotkania, 
Byłoby mądrze wywiedzieć się trochę,
Jak się sprawuje.

REYNALDO
Taki miałem zamiar. 

POLONIUSZ
Roztropne słowa, brawo. Zrób to tak:

Wpierw się wypytaj, kto z naszych rodaków 
Gości w Paryżu, kim jest, z czego żyje,
Na jakiej stopie, z kim trzyma, gdzie mieszka;
A gdy się dowiesz tą okrężną drogą,
Że ktoś zna mego syna, badaj dalej,
Wciąż unikając bezpośrednich pytań.
Udawaj, że coś mgliście o nim wiesz,
Mów: "Ot, znam jego ojca i przyjaciół,
Jego samego też trochę..." - uważasz?

REYNALDO
Pilnie uważam.

POLONIUSZ
Więc: "Jego samego
Też trochę", powiesz, "ale niezbyt dobrze;
Lecz jeśli to ten sam, słyszałem o nim, 
Że lubi szaleć i że ma nałogi
Takie a takie". I tu coś wymyślisz - 
Tylko, broń Boże, nic, co by mu mogło
Zaszargać reputację. Niech to będą
Drobne wyskoki, wybryki - typowe
Dla puszczonego samopas młodzieńca.

REYNALDO
Na przykład hazard?

POLONIUSZ
Właśnie: karty, kości,
Wino, przekleństwa, kłótnie, pojedynki,
Rozpusta - tego rodzaju drobiazgi.

REYNALDO
To już zaszkodzi jego reputacji.

POLONIUSZ
Wszystko zależy od sformułowania.
Nie masz go wcale, Boże broń, oczerniać
Albo oskarżać wprost, że się łajdaczy.
Nie o to chodzi. Mów o jego wadach
Zdawkowo, z lekka, żeby się wydały
Ot, rozhukaniem, swawolą, ognistym
Temperamentem, grzechami młodości,
Która się musi wyszumieć.

REYNALDO
Tak, ale...

POLONIUSZ
Chcesz wiedzieć, po co to wszystko?

REYNALDO
No, właśnie.

POLONIUSZ
Już ci wyjaśniam. Cały ten mój fortel -

Zupełnie, moim zdaniem, dopuszczalny -
Ma określony cel. Kiedy tak będziesz
Przyczepiał łatki mojemu synowi -
Że niby troszkę się zbrudził w użyciu -
Uważaj dobrze, co powie rozmówca,
To znaczy człowiek, którego sondujesz:
Czy się na przykład zgodzi z oskarżeniem,
Wspomni, że miał sposobność obserwować
Owe wyskoki, bąknie coś w rodzaju:
"Mój przyjacielu" czy "dobry człowieku",
Czy "panie", czy też co tam będzie zgodne
Z duchem języka, miejscowym zwyczajem
Czy jego własną pozycją -

REYNALDO
Rozumiem.

POLONIUSZ
I w tym momencie... tak, i w tym momencie...
Co to ja miałem powiedzieć? Do licha, coś przecież 
miałem powiedzieć! Na czym to ja skończyłem? 

REYNALDO
Na "bąknie coś w rodzaju: Mój przyjacielu czy dobry człowieku..."

POLONIUSZ
Otóż to! A więc bąknie coś w rodzaju:
"Znam tego pana; widziałem go wczoraj
Albo przedwczoraj, dnia tego a tego,
Tam a tam, w takiej a takiej kompanii,
Jak w samej rzeczy upił się, rżnął w karty,
Wszczął kłótnię przy tenisie", albo może:
"Widziałem go przed podejrzanym domem" -
Inaczej mówiąc, wchodził do burdelu -
No i tak dalej. Rozumiesz, w czym rzecz:
Na wędkę fałszu złapisz karpia prawdy;
Tak właśnie my, bogatsi doświadczeniem
I zrozumieniem, działamy okrężnie
Albo fortelem, i tak dochodzimy
Nieprostą drogą do prostych rozwiązań.
I tak też, zgodnie z powyższą instrukcją,
Dojdziesz do prawdy o mym synu. Jasne?

REYNALDO
Jasne.

POLONIUSZ
Więc ruszaj z Bogiem.


REYNALDO
Zaraz jadę.

POLONIUSZ
Sam zresztą zmiarkuj, jakie ma skłonności...

REYNALDO
Będę się starał.

POLONIUSZ
I żeby się pilnie 

Ćwiczył w muzyce!

REYNALDO
Dobrze, jaśnie panie.

POLONIUSZ
Bądź zdrów.

Reynaldo wychodzi. Wchodzi Ofelia.

Co z tobą, córko, co ci jest?

OFELIA
Och, ojcze, tak się przestraszyłam.

POLONIUSZ
Czymże,
Na miłość boską?

OFELIA
Siedziałam u siebie
I szyłam, a tu nagle książę Hamlet
Staje przede mną - w rozchełstanej kurtce,
Bez kapelusza, z błotem na pończochach
Opadłych mu do kostek jak kajdany:
Twarz od koszuli bielsza, nogi pod nim
Drżały i wygląd miał taki żałosny,
Jakby się wyrwał z piekła i próbował
Opisać jego grozę.

POLONIUSZ
Czyżby popadł

W obłęd z miłości do ciebie?

OFELIA
Ja nie wiem,
Ale naprawdę boję się, że tak.

POLONIUSZ
Co mówił?


OFELIA
Chwycił mnie mocno za przegub,
Potem odsunął na długość ramienia
I drugą ręką osłaniając oczy,
Wpatrzył się we mnie z napiętą uwagą,
Jakby miał zamiar rysować mój portret.
Stał tak dość długo. Wreszcie moją rękę
Uścisnął lekko i trzykrotnie kiwnął
Głową - o, tak - a przy tym wydał z siebie
Ciężkie, żałosne westchnienie: myślałam,
Że pierś mu pęknie. Wtedy rękę puścił,
Odwrócił się i nie patrząc przed siebie,
Za to przez ramię spoglądając na mnie,
Trafił do drzwi i wyszedł.

POLONIUSZ
Pójdziesz ze mną,
Poszukam króla. Objawy wskazują
Na szał miłosny, nie ma wątpliwości.
Ten typ obłędu ma gwałtowny przebieg
I nieraz źle się kończy albo wiedzie
Do desperackich kroków. Tak to bywa
Z namiętnościami, które trapią ludzi
Na tym padole. Hm, przykra historia.
Czyżbyś ostatnio dotknęła go jakimś
Niemiłym słówkiem?

OFELIA
Nie, ojcze; natomiast
Tak, jak kazałeś, odsyłałam listy
I odmawiałam, kiedy chciał się spotkać.

POLONIUSZ
Przez to oszalał! Źle, że nie umiałem
Zdobyć się na baczniejszą obserwację
I trafne wnioski. Bałem się, że książę
Bawi się tobą, chce cię zbałamucić,
Zrobi ci krzywdę. Głupia podejrzliwość!
We wszystkim węszyć utajone groźby - 
Typowa starcza przywara, tak samo
Jak lekkomyślność jest wadą młodości.
Chodźmy do króla. Trzeba mu powiedzieć.
Jeśli wyjawię mu obłęd Hamleta,
Narażę się na gniew; jeśli zataję,
Narażę innych i siebie, niestety,
Na gorsze skutki. Nie czas na sekrety.
Chodźmy.

Wychodzą.