Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ofelia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ofelia. Pokaż wszystkie posty

8/29/2016

622 UPADKI BUNGA | Witkacy



S.I.Witkiewicz, Portret kobiecy, 1929.


Utwór Bunga



Znowu ulica. Lampy płoną i pusto. Chciałem coś pisać, co dźwięczy jak daleki gong świątyni, kiedy wieczorne niebo, migdałowe, sklepi swą kopułę nad miastem. Widzę Ofelię, ale z bukietem, w wagonie pierwszej klasy. Mała stacyjka. A ona patrzy między zaspanych ludzi na platformie i dalej, w noc ciemną, i szuka tam jego. O beznadziejna tęsknoto! Wraca mi wszystko, lecz sam zdeptałem te zgliszcza i płakać mi nie wolno. Tylko potok górski zaczyna swój bełkot nocny i wlecze mnie z męką straszna w nieodwracalną pustkę rzeczy dokonanych. 


----
Stanisław Ignacy Witkiewicz
"622 upadki Bunga"

7/11/2016

KONKURS SPEKTAKLU "KOŁYSANKA DLA OFELII"

for English scroll down


UWAGA! KONKURS!

Pozostało 7 dni do końca kampanii crowdfundingowej spektaklu pt. "Kołysanka dla Ofelii" w serwisie Polakpotrafi.pl! 

https://polakpotrafi.pl/projekt/kolysanka-dla-ofelii-spektakl


Z tej okazji na Facebooku czekamy na Wasze Ofeliowe zdjęcia z hasztagiem #podmoknietajakOfelia oraz linkiem do naszej kampanii crowdfundingowej https://polakpotrafi.pl/projekt/kolysanka-dla-ofelii-spektakl. 

Autorów zdjęć z największą ilością lajków obdarujemy Ofeliowymi torbami! 

Czekamy na Wasze zdjęcia do 18 lipca do godziny 16:00! 






THE OPHELIA COMPETITION! 


Only 7 days left for our crowdfunding campaign for the show A Lullaby For Ophelia!

https://polakpotrafi.pl/projekt/kolysanka-dla-ofelii-spektakl


On Facebook we are waiting for your Ophelia photos with hashtags #podmoknietajakOfelia and a link to our crowdfunding page https://polakpotrafi.pl/projekt/kolysanka-dla-ofelii-spektakl.

For those who gets most likes on Facebook we have prepared our hand made Ophelia bags. 

We are waiting for your Ophelias until July the 18th 4 p.m. 
  

3/14/2016

"Ofelia" PIWNICY POD BARANAMI

słowa: Leszek Aleksander Moczulski
muzyka: Grzegorz Turnau


OFELIA


To Ofelia
W nocy u niej był kochanek 
To jest brama 
To są schody 
A tłum dobrze opłacony 
Pod oknami woła Hamlet 
Szekspir w szklanki im dolewa 
Mówi nic doprawdy nic 
Przejdzie do białego ranka 
Świt 

Polewaczka zmyje brud 

Czy coś było nic nie było 
Do białego ranka przejdzie 
Trzeba ranek rozporządzić 
Twardy rankiem zburzyć bruk 
Nic panowie to jest nic 
Ziele sypać i doglądać 
Nic panowie to jest nic 
Mała lilia noc zakryje noc 
I łopiany i szaleje 

Tę dziewczynę od Szekspira 
Mnie zostawcie to Ofelia 
To nie ona to ja sama 
Od tej nocy tak pijana 
Polewaczka zmyje bruk 
Aż zakurzy się to szkło 

Ciągną bagna tłuste treści 
Roztumani się gdzieś liść 
Mała lilia noc zakryje 
Nie przebije się z dnia nic 
Tylko dobrze tłum opłacić 
Żeby nocą pod oknami 
Ktoś pokrzyczał Hamlet Hamlet 
Ironicznie i poważnie 
I odważnie śmiech od rana 
Można żyć

12/31/2015

Anna Świrszczyńska - Siwowłosa Ofelia

Anna Świrszczyńska [https://womenpoets.wordpress.com/2012/07/19/anna-swirszczynska/]





Anna Świrszczyńska

Siwowłosa Ofelia



Udręczona żądzą i szaleństwem
chodzi po plantach stara Ofelia.
Rozpuściła siwe włosy,
kto zechce pokochać starą Ofelię.

Chodzi i śpiewa,
plecie wianki z mleczów,
zagląda w oczy młodym chłopcom,
łata trawą dziury w sukience.
Chłopcy śmieją się i odchodzą,
kto zechce pokochać starą Ofelię.

Nad ranem,
kiedy z knajp wychodzą ostatni goście,
pijany idiota pokochał Ofelię wśród drzew.
Śmiała się i płakała,
odeszła jeszcze bardziej nieszczęśliwa.

Halina Poświatowska - Mokra Ofelia

Halina Poświatowska [http://ppp-nml.pl/pbp/index.php/64-poswiatowska]

Halina Poświatowska
MOKRA OFELIA

czerwienią
wspięta na policzki
rozsypała się w płatkach po wodzie
wielki księżyc zgarnęła w rękaw
potem z nagła włożyła na głowę
i na palcach
na włosów krańcach
w tej czerwieni
to złota to święta
tańczyła
jakby wiatr ją opętał

popłynęła wzdłuż rzeki stromo
z wodorostów tłumem ze słomą
wplątaną w zaciśnięte palce

wyciągnęłam ją z wody białą
i na drogach pasmem świetlistym
rozwiesiłam te włosy aby wyschły

12/14/2015

Heiner Müller - Hamletmaszyna (fragm.)

Heiner Müller [www.kiwi-verlag.de]


Heiner Müller
HAMLETMASZYNA
tłum.  Jacek St. Buras



2. EUROPA KOBIETY

Enormous room. Ofelia. Jej sercem jest zegar.
OFELIA [Chór/Hamlet]
To ja, Ofelia. Której nie chciała rzeka. Kobieta na stryczku Kobieta z przeciętymi żyłami Kobieta ze śmiertelną dawką NA WARGACH ŚNIEG Kobieta z głową w piecyku gazowym. Wczoraj przestałam się zabijać. Jestem sama z moimi piersiami moimi udami moim łonem. Druzgoczę narzędzia mojej niewoli krzesło stół łóźko. Niszczę pole bitwy które było moim domem. Otwieram na oścież drzwi, żeby wpuścić wiatr i krzyk świata. Rozbijam okno. Zakrwawionymi rękami drę fotografie mężczyzn których kochałam i którzy posługiwali się mną w łóżku na stole na krześle na ziemi. Podkładam ogień pod moje więzienie. Ciskam w ogień moje suknie. Wyrywam sobie z piersi zegar który był moim sercem. 
Wychodzę na ulicę odziana w swoją krew. 


5. CZEKAJĄC Z DZIKIM UPOREM / W OKROPNEJ ZBROI /PRZEZ TYSIĄCLECIA

Głębina morska. Ofelia na wózku inwalidzkim. Obok przepływają ryby szczątki zwłoki i części zwłok. 
OFELIA (podczas gdy dwóch mężczyzn w fartuchach lekarskich owija ją i wózek inwalidzki od góry do dołu w bandaże)
Tu mówi Elektra. W sercu ciemności. W słońcu tortur. Do metropolii świata. W imieniu ofiar. Wyrzucam z siebie wszelkie nasienie, jakie przyjęłam. Mleko moich piersi zamieniam w śmiertelną truciznę. Unieważniam świat zrodzony ze mnie. Duszę świat ze mnie zrodzony między udami. Grzebię go w moim łonie. Precz ze szczęściem pokory. Niech żyje nienawiść, pogarda, bunt, śmierć. 
Kiedy uzbrojona w rzeźnicki nóż przejdzie przez wasze sypialnie, wtedy poznacie prawdę. 
Mężczyźni wychodzą. Ofelia pozostaje na scenie, siedzi nieruchoma w białym opakowaniu. 

 

11/09/2015

Juliusz Słowacki - Ostatnie wspomnienie (do Laury)


Juliusz Słowacki

JULIUSZ SŁOWACKI (źródło: wikipedia.pl)

Ostatnie wspomnienie
Do Laury

Dawniej bez serca — dziś bez rozumu,

O biedna Lauro! — nim zginę,

Dla ciebie z głuchych pamiątek tłumu

Wianek Ofelii uwinę.

Ty go drżącymi weźmiesz rękoma,

Jak wąż ci czoło okręci…

Oto bławatki, ruta i słoma,

A to są kwiaty pamięci…


Burza żywota nad nami mija,

Przeminie — lecz głowę zegnie:

Śmiech nie pociesza — ból nie zabija,

Wkrótce i rozum odbiegnie.

Cicha spokojność nigdy nie wróci,

Zniszczenia wicher nie wionie;

Słońce nie cieszy, księżyc nie smuci,

A w nicość śmierć nie pochłonie…



Strętwiałość! — za cóż ten zimny kamień

Na serca nasze się wali?

Żesmy się niegdyś w kraju omamień

Na jednej drodze spotkali?

Że cię tak długo dźwiękami lutni

Budziłem i do snu kładłem,

A ty smutniejsza niż ludzie smutni,

Za innym biegłaś widziadłem.


I coraz wyżej w niebo lecąca,

Niknęłaś w marzeń lazurze,

I roztopiona w blasku miesiąca,

Zwiędłą rzuciłaś mi różę.

I nie wiem nawet, czy z twego czoła,

Czy twoją skropiona łezką,

Czy mi jakiego ręka anioła

Rzuciła różę niebieską.


Ciemność twej duszy jak dżumy plama

Od ciała przeszła do ciała.


Widzisz jad w sercu? — to łza ta sama,

Którąś ty w serce nalała.

Widzisz, jak zagasł dziecka rumieniec,

Gdzieś ty oddechem przebiegła?…

Nie laur na głowie — lecz z ognia wieniec

Tyś skrami oczu zażegła.


Dziś, gdy mi włosy burza roztarga,

Ogniami czoło mam sine,

A jakąś dumą drży moja warga,

Że w tych płomieniach nie ginę...

Lecz gdy do szczęścia świat mię zawoła,

Nie biegnąc za szczęsnych śladem,

Przeklinam ciebie bladością czoła,

Serca przeklinam cię jadem.


Więc niech mię prędko chmury czarnemi

Porywa wicher nicości,

Bo już przekląłem wszystko na ziemi,

Wszystko — w aniele przeszłości.

Tam, gdzie tłum ludzi huczy, ucieka

I falą powraca ciemną,

Nic mię nie żegna, nic mię nie czeka,

Nic za mną! i nic przede mną!



Gdy bracia moi, gdy wędrownicy

Lecieli z szumem po niebie,

Ja, nieruchomy, gwiazdą źrennicy

Patrzyłem w przeszłość — na ciebie.

Dziewice ziemi nieraz spostrzegły

Łzawymi oczu błękity,

Że oczy moje za tobą biegły,

Żem był na sercu zabity.


Okruszynami serca, miłości

Karmiłem blade widziadła…

Ale łza taka, jak łza przeszłości,

Na żadne serce nie spadła.

Jak moje oczy topią się — mdleją,

Jak myśli rzucają ze dna,

Jak iskry sypią, jak łzami leją,

Ty wiesz! — lecz tylko ty jedna.



A teraz, smutny przeszłości echem,

O ludzie, idę za wami,

Choć śmiech wasz dla mnie — szalonych śmiechem,

Łzy wasze — szalonych łzami.

Lecz gdy się znudzę łez zimnych rosą

I zimnych uściskiem prawic,

Duszę mi od was wichry uniosą,

Lecz wichry pełne błyskawic.


Veytoux, d. 30 lipca 1835 r.

6/30/2015

Wisława Szymborska - Reszta

Wisława Szymborska

Reszta

Ofelia odśpiewała szalone piosenki
i wybiegła ze sceny zaniepokojona,
czy suknia nie pomięła się, czy na ramiona
spływały włosy tak, jak trzeba.

Na domiar prawdziwego, brwi z czarnej rozpaczy
zmywa i -- jak rodzona Poloniusza córka --
liście wyjęte z włosów liczy dla pewności.
Ofelio, mnie i tobie niech Dania przebaczy:
zginę w skrzydłach, przeżyję w praktycznych pazurkach.
Non omnis moriar z miłości.

Aleksander Błok - Pieśń Ofelii



Aleksander Błok

Pieśń Ofelii

Wczoraj przy nas nie było nikogo,
I on szeptał tak strasznie, tak strasznie.
I oddalił się tą smutną drogą,
A ja zapomniałam wczorajsze —
Zapomniałam wczorajsze.

Czy to wczoraj — czy dawno już było?
Tak milczący jest teraz i inny.
Moich lilii na łące nie było,
Nie znalazłam płaczącej wierzbiny,
Płaczącej wierzbiny.

Ach, to dawno — gdy mówiły do mnie
Czyjeś usta, gdy mnie całowały.
Jak to dawno — nie wspomnę, nie pomnę,
O czym brzegi strumienia szeptały,
O czym szeptały.

Odtąd widzę w najmniejszej roślince
Jego lica kochane i straszne...
Po tej samej on poszedł ścieżynce,
Dokąd odeszło wczorajsze,
Odeszło wczorajsze.

Dobrej łąki ukryły mnie zioła,
I już więcej nie umiem się żalić.
Czy to dawno było — czy wczoraj...
Coś mówili, tulili, całowali —
Mnie całowali.

Przełożyła Mieczysława Buczkówna


Aleksander Błok - *** [Jam Hamlet]

Aleksander Błok

* * *

Jam Hamlet. Krew sie w żyłach ścina,
Kiedy przewrotność splata sieci.
A w sercu - miłość, ta jedyna,
Ta pierwsza - do najmilszej w świecie.

Chłód życia cię, Ofelio miła,
W daleką uniósł już krainę,
Zatruta klinga mnie przeszyła
I, książę, w własnym kraju ginę.


6 lutego 1914

przełożył Seweryn Pollak

Aleksander Błok - *** [Ofelia w kwiatach, przystrojona]

Aleksander Błok

* * *

Ofelia w kwiatach, przystrojona
W majowe róże, w lilie rzeczne,
W spojrzeniu swoim już szalona,
Wsłuchana w myśli niedorzeczne.

Widziałem: młoda tam wierzbina
Z udręką w wodę spoglądała,
I plotła wianki swe dziewczyna,
Śmiała się płacząc i śpiewała.

Widziałem księcia nad potokiem,
Smutek się w oczach jego palił,
On w odrętwieniu stał głębokiem
I rzecznej się przyglądał stali.

A obok cicho przepływała
Pod wierzb płaczących gałęziami
Dziewczęca jej zasłona biła
W splocie majowych róż z liliami.


30 listopada 1898

przełożył Seweryn Pollak

Leszek Aleksander Moczulski - przywidzenia

Leszek Aleksander Moczulski

przywidzenia 

To Ofelia. W nocy u niej był kochanek. 
To jest brama, to są schody. 
A tłum dobrze opłacony 
pod oknami woła „Hamlet”. 

Szekspir w szklanki im dołowa. 
Mówi: nic, doprawdy nic, 
przejdzie do białego ranka, 
świt, polewaczka zmyje bruk. 
Czy coś było? 
Nic nie było. 
Do białego ranka przejdzie. 
Trzeba ranek rozporządzić, 
twardy rankiem zbudzić bruk. 
Nic panowie to jest nic. 
Ziele sypać i doglądać. 
Mała lilia noc zakryje, 
noc, łopiany i szaleje. 
Tę dziewczynę od Szekspira 
mnie zostawcie. To Ofelia. 
Polewaczka zmyje bruk. 
To nie ona, to ja z wami 
od tej nocy tak pijany. 
Aż zakurzy się to szkło. 

Ciągną bagna swoje treści,
roztumani się gdzieś liść.
Mała lilia noc zakryje. 
Nie przebije się z dnia nic. 
Tylko tłum dobrze opłacić. 
Dykcja, dykcja, żeby nocą przed oknami 
ktoś krzyczał „Hamlet”, „Hamlet”
Ironicznie i poważnie i odważnie.
Śmiech od rana. Można żyć.


z tomu „Głosy powrotu”, 1981

Björn Håkanson - Kobieta poza historią

Björn Håkanson

Kobieta poza historią

Jeśli chodzi o jabłko aktywna była Ewa 
Walka kobiet zaczęła się na długo przed męką Hamleta 
Prowadziła ją między innymi także siostra Hamleta 
choć naturalnie w sztuce jej nie ma 
To ona powiedziała księciu 
gdzie dokładnie Poloniusz słucha 
zwykle za draperiami 
To ona dla roznamiętnionej Ofelii 
przekładała miłosne uszczypliwości Hamleta 
na społeczne fakty 
Kiedy Hamlet po monologu byćalboniebyć 
płacząc załamał się za kulisami 
Spotkało go ostre siostrzane: być! 
Nie ona poślubiła króla Fortynbrasa 
ale to ona 
urodziła temu norweskiemu osiłkowi 
dziecko 
Jego królowa siedziała tylko i przędła 
O Hamlecie siostra mawiała 
On umrze 
wraz z burżuazyjną historią literatury 
Ale moja krew żyć będzie zawsze 



przełożył Zygmunt Łanowski

Jalu Kurek - Ofelia

Jalu Kurek

Ofelia

Jest wielki wiatr, który włosy me ku tobie ciągnie
Hamlecie, książę. Nie mogę płakać. Jestem jak chorągiew.

Ktoś mnie uchwycił w ręce i długo mną trzepotał.
Kto szumiał? Czy ty? czy moja tęsknota?

Naprawdę nie mogę płakać. Muszę szumieć, o książę.
Słyszysz, jak pięknie szumi las moich pachnących wstążek?

Źle jest być chorągwią i źle jest łopotać na zimnie.
Czemu się smucisz, książę? Przy mnie jest miłość i Dania jest przy mnie.

Nie bój się. Nie ośmielę się rękę twą całować.
Jak woń dojrzałych jabłek pachnie noc wrześniowa.

A ty jesteś smutny jak noc. O, każ, panie,
niechaj powioną mną na wschód dworzanie.

Będę drgała jak ptak z bólu i z miłości.
Aż wstanie i przyjdzie świt. On mnie pomści.

Oto na drzewcu drgam, rosnę i czuję na wietrze,
jak idzie ku mnie ten, co mnie przeszyje mieczem.

Jak misa jestem pełna ciebie i pragnąca,
od cyfr sławniejszy, piękniejszy od słońca,

Hamlecie, książę Danii, wspaniały kochanku!
Jakie chorągwie z tobą porównam i jaką słodycz ranków?

Jak do lamp dojrzałych do oczu mych głowę schylisz,
w rytmicznym łopocie Danii upoi cię Wergili.

Ktoś mnie chwyta za drzewce jak świecę płonącą w lesie.
Kim jesteś ty, który mnie niesiesz i gdzie mnie niesiesz?

Czuję wodę. Gzie jesteś? Płonię się. Jestem blada.
Rozwiń mnie ostrożnie. Jest zimno i deszcz na mnie pada.



z tomu „Śpiewy o Rzeczypospolitej”, 1932

5/06/2015

Umberto Eco - "Foucault's Pendulum" / "Wahadło Foucaulta"

My third woman, swiftly lost in the abyss, where she has plunged. She has died in her sleep, virginal Ophelia amid flowers on her bier. The priest is reciting the prayer for the dead, when suddenly she sits up on the catafalque, pale, frowning, vindictive, pointing her finger, and her voice cavernous: "Don't pray for me, Father. Before I fell asleep last night, I had an impure thought, the only one in my life, and now I am damned."

Umberto Eco, Foucault's Pendulum  

---

Trzecia kobieta przepadła w otchłani. Dopiero co zmarła we śnie, blada Ofelia spoczywająca wśród kwiatów na swych dziewiczych marach; a kiedy ksiądz odmawia modlitwy za zmarłych ona nagle podnosi się na katafalku, pomarszczona, biała, mściwa z wzniesionym palcem i głosem jak z piwnicy. Nie módl się za mnie, księże.Tej nocy przed snem miałam nieczystą myśl, jedyną w moim życiu  i teraz jestem potępiona.

Umberto Eco, Wahadło Foucaulta (fragm.)

4/28/2015

Zbigniew Herbert "Hamlet na granicy milczenia" (fragmenty)


Zbigniew Herbert (fot. Opale/East News)

HAMLET NA GRANICY MILCZENIA  (ze zbioru "Mistrz z Delft")
[fragmenty]



A jednak nie mogę wstrzymać się od myśli o tym, kim był Hamlet przedtem, poza kamiennym pierścieniem Elsinoru, wtedy kiedy był po prostu studentem wittenberskiego uniwersytetu. Wiem, że to nietakt, usprawiedliwiony tylko tak jak ciekawość zakochanych, którzy chcieliby słyszeć o każdym dniu przeszłości, o każdej chwili rozłąki. Gdybyż komentatorzy, zamiast fantazjować na temat tego, co zostało napisane, raczej odtwarzali to, czego nie ma i co trzeba odbudować wysiłkiem wiernej wyobraźni. 
Na pewno został jakiś ślad. W starych antykwariatach leży zapomniany zbiór sonetów miłosnych księcia, a w podziemiach Elsinoru od wieków butwieje wittenberski kufer, który dla badacza prehistorii Hamleta miałby taką wartość jak skarb Priama dla poszukiwacza Troi.
Wśród sterty papierów i sztucznych kwiatów paczka listów Ofelii ("u nas pada wciąż deszcz. Morze tak szumi. Ojciec ma dużo kłopotów biurowych. Laertes chodzi na polowania. Jestem cały dzień sama. Wczoraj płakałam i ojciec powiedział, że jestem niemożliwa. A ja nie jestem niemożliwa, tylko jest mi bardzo smutno. Kiedy przyjedziesz?". Zupełny brak stylu, prawda?). Jest także kostium i maski-rekwizyty amatorskich sukcesów. Skrypty z wykładów, do połowy rozcięty Montaigne, zwinięta wstążka, która gdyby dała się rozwinąć, doprowadziłaby do spraw bardzo intymnych. I jeszcze instrument z pękniętą struną. Na dnie kufra rozprawa księcia pt. Sylogizm Barbara i jego zastosowanie w poznaniu rzeczywistości. W tym czasie Hamlet, podobnie jak jego koledzy, uległ zabobonnemu racjonalizmowi i wierzył, że ludzie mogą uniknąć cierpień i nieszczęść, stosując zasady logiki. 

[....]

Krew myśli

Prawdziwie obłąkana Ofelia i nieprawdziwie obłąkany Hamlet wyrażają wielostronny bunt poety przeciwko zwyczajności świata. Istnieje bowiem pewna normalność nie do przyjęcia, normalność podła, wygodna, uległa wobec rzeczywistości, łatwo zapominająca. Jest ona powszechna dlatego, że jakieś prawo ekonomii wewnętrznej nie pozwala nam przeżyć rzeczywistości do końca, do dna, do najgłębszych odczuć i znaczeń. Ten sam instynkt zachowawczy w dziedzinie intelektualnej chroni nas przed zbytnią dociekliwością, przed ostatecznym dlaczego i po co. Hamlet jest zaprzeczeniem tej postawy. 
Domniemana jego praca o sylogizmie zmyślona została po to, aby wywołać konieczne do zrozumienia postaci przekonanie, że zanim zamknęły się za nim bramy Elsinoru, miał on jakiś światopogląd, oparty na wierze w racjonalny porządek w człowieku i poza człowiekiem. Miał także swój system wartości i drabinę może niezbyt wysoką, ale o szczeblach mocnych, na których śmiało można oprzeć stopy. Obok pojęć obojętnych i łatwo dających się w ręku ugniatać były w systemie pojęcia nieprzyjemne i twarde, jak śmierć, zbrodnia, ale i z nich po pewnych zabiegach udało się zrobić cegiełki podpierające architekturę rozsądną i ładną. Człowiek był jednym z bytów wysoko postawionych i szczelnie wkomponowanych w budowę.
Gdyby nie tragiczne wypadki, które wyrwały księcia z nastroju studiów i kontemplacji, byłby on może do końca życia trochę stoikiem, trochę epikurejczykiem, trochę arystotelikiem. Nagła śmierć ojca wymykała się racjonalnym interpretacjom. Był to fakt, r z e c z,  k t ó r a  j e s t, twardy przedmiot, kanciasty, nagi, bezsensowny. Cały kunsztowny system zachwiał się od tego doświadczenia. 
Drugim doświadczeniem było odkrycie zbrodni. Do gorzkiej prawdy o znikomości człowieka doszła prawda o uśmiechniętych łotrach, o triumfujących zbrodniarzach. Niezbadana natura ludzka otworzyła się przed księciem jak otchłań. 
Hamlet - i tu jest rys wielkości intelektualnej - odrzucił zachwalaną receptę filozofii i nie podreptał starą ścieżką do Natury kojącej obojętnością i trwaniem. Okrucieństwo i nicość człowieka zaraziły nawet przyrodę. Ziemia wydaje mu się skrawkiem ugoru, a pomysłowy baldachim nieba rezerwuarem zgniłych wyziewów. 
Kartezjusz, zanim zaryzykował wątpienie o wszystkim, zanim począł burzyć do fundamentów, zbudował sobie wygodny domek tymczasowej moralności nie tylko po to, aby nie być chwiejnym w czynach, gdy rozum zmusza do chwiejności w sądach, ale aby żyć najszczęśliwiej, jak zdoła, w czasie tych intelektualnych burz. Książę duński nie szuka żadnego schronienia. Nurt jego wątpienia jest religijny, metafizyczny, moralny, a nie tylko metodologiczny. 
Poznajemy Hamleta w fazie negatywnej, sceptycznej. Dla tej fazy nie są ważne sformułowania i tezy. Są sytuacje, w których człowieka powinno stać na to, aby nie mieć filozofii. Są doświadczenia, w obliczu których trzeba odrzucić systemu łagodnych perswazji i przekonywających pocieszań. Wielkość Hamleta jako istoty myślącej tkwi w jego pasji wyburzenia, w nihilistycznym rozmachu, w żarliwości negacji, w goryczy sceptycyzmu. 
Myślenie bywa pojmowane jako pewna luksusowa forma życia, wąziutki dymek refleksji snujący się od czubka głowy. W dole kłębią się instynkty, zmysły i wszystkie inne potępione ciemne siły. Myślenie przeciwstawia się życiu jako jedyna forma wyjaśnienia i usprawiedliwienia. 
U Hamleta myślenie nie przeciwstawia się życiu ani innym władzom wewnętrznym. Myśli on całym swoim życiem i całą swoją osobą. Palce dotykające czaszki Jorika są początkiem refleksji, w rozmowie z matką myśl płacze i krwawi. 
To, co bywa interpretowane jako chwiejność, także w dziedzinie intelektualnej, jest w istocie hamletowską orientacją na konkret, taką formą myślenia, która jest bezpośrednią reakcją na rzeczywistość, odpowiedzią na sytuację. Dlatego monologi księcia, w których dramatyzacja myśli dochodzi do szczytu, są równie pasjonujące, jeśli nie ciekawsze niż akcja. Są tak subtelnie utkane z materii myśli, że słuchać ich można z zamkniętymi oczyma, i to z żalem, że są wypowiadane. Jeśli płytki ślad w świadomości, jaki powstaje przy recytowaniu wyuczonego wiersza albo czytaniu obcego tekstu, można nazwać "myślą myślaną", to myślenie, które przeoruje całego człowieka, które angażuje go w ten proces bez reszty, z całym poczuciem odpowiedzialności i ryzyka, aż do granic zakwestionowania samego siebie - to myślenie określić można za filozofem współczesnym jako "myśl myślącą", pełną i integralnie związaną z podmiotem. Ta bohaterska forma intelektualnego przeżywania rzeczywistości, mimo falowań, uniesień i upadków, nie ma nic wspólnego z nastrojowością, odróżnia się od niej głębią i prawdziwością.
Szaleństwo Hamleta jest zasłoną, za którą przygotowuje się on do decydującej rozprawy. Jest także walką: wyzwala siłę osaczonych - ironią, pozwala na wybuchy szczerości i prawdy niekrępowanej konwenansem. Ale podobnie jak bezsilna okazała się zemsta estetyczna, zawodzi także ten środek i tylko książę bardziej obnaża się. Nawet takie kapitalne cielę jak Poloniusz odkrywa metodę tego szaleństwa, a główny przeciwnik Klaudiusz ma pełną świadomość mistyfikacji. Ponury żart Hamleta z przechadzką do grobu, przypowieść o człowieku flecie i człowieku gąbce, ów pascalowski ustęp od słów "Jakim arcydziełem jest człowiek..." do "A jednak czym jest dla mnie ta kwintesencja prochu" - posiadają aż nadto głęboki sens. Że nie jest to pospolity zdrowy sens, ale obsesyjna zagęszczona forma myślenia, dzięki temu sceny szaleństwa na pokaz zbliżają się do monologów. Słynny monolog o metafizycznych ryzyku samobójstwa (być albo nie być), otamowany pojawieniem się Ofelii, przechodzi w wybuchowy dialog, który przy bijącej w oczy różnicy tonu, stopnia nasilenia okrucieństwa, ma przecież wspólną podstawę, wspólny materiał myśli i nawet konsekwentnie wyprowadzoną konkluzję. 

Przez ogród (mordercy mówią, że są w nim żmije) idzie prawdziwie obłąkana Ofelia i nieprawdziwie obłąkany Hamlet. Książę patrzy uważnie i słucha jej słów w napięciu. Ofelia ma oczy zmienione, duże, pałające, przyspieszony oddech, nuci piosenkę, której przedtem nie odważyłaby się śpiewać. Widząc to wszystko, Hamlet myśli o filozofii mocnej i autentycznej jak szaleństwo. 

4/11/2015

Stanisław Wyspiański ŚMIERĆ OFELII

Stanisław Wyspiański
ŚMIERĆ OFELII

TEATR PRZEDSTAWIA 
ŁĄKĘ ZAROSŁĄ CHWASTAMI I ZIELSKIEM;
W GŁĘBI POTOK; NAD WODĄ WIERZBY.
DOKOŁA LAS.


OFELIA

(idzie przez łąkę;)
(niesie pęk kwiatów, które sznurem owija)

Wieniec mój, wieniec;
rwałam go sama i wiążę.
Na ciebie czekam, na ciebie czekam,
kochanku – 
(kłania się)
 Mości Książę.
 (zamyślona)
Czekam co dnia, co godzina;
lecz on o mnie zapomina.

(śmieje się) 
Książę – ja muszę być wariatką, bo Jego Książęca Mość jest war…
(urywa, staje)
A! – – – – 
(ogląda się trwożnie)
Ktoś mię usłyszał…
(kłania się z respektem)
To tylko ja, Mości Książę.
(składa ręce błagalnie)
Nie – nie! – Ja nie podsłuchiwałam.
Jego Książęcej Mości słów nie pomnę.
(tajemniczo szepce, z uśmiechem)
Ja się domyślam: – nieszczęście ogromne…
i mówić nie śmiem – – – 
(nagle)
Odjechał!! Uciekł!!
(patrzy ze strachem)
Blady, milczący – usta zaciął umne.
(spokojna)
Śpisz, ojczulku – dobranoc; – przynieśli ci trumnę.
Dobranoc, ojcze – dobranoc. 
Pocałuj mnie w czoło;
lubisz widzieć mię wesołą.
(śpiewa)

To mieszkanie moje, 
moje to gniazdeczko:
panieńskie pokoje,
panieńskie łóżeczko.
(przymila się)
Podobam się Waszej Książęcej Miłości?
(śpiewa)
Panna jestem, dziewczyna;
czekałam na Asana.
Panna jestem, dziewczyna;
czekałam się do rana.


Nie przyszedłeś, kochany,
czekałam się daremno; –
inny przyszedł, był ze mną.
(mówi)
Amen. Bo historia tu się kończy. Tu trzeba mówić: Amen, i uklęknąć.
(wzgardliwie)
To tylko taka śpiewka.
(tymczasem uklękła)
(patrzy wśród kwiatów i wskazuje)
Te są pokorne – te są dumne.
Te się pysznią, pożal się Boże.
Te są zazdrosne; jad jest w nich; są złe.
Te tkliwe; a te gładkie i mdłe.
Te są do śmiechu.
Te się skarżą; – te płaczą. 
Te są skromne. – A to litościwy,
osaczony wkoło przez pokrzywy. – – 
(zapatrzona w łąkę)
A kto to tak ten ogród ściele?
(patrzy w górę)
Sklepienie duże – jak w kościele.
(idąc na kolanach)
Jestem w kościele z niemi,
sama kwiat uklękły przy ziemi. –
(chyli głowę ku ziemi)
Czuję dech ich oddechu.
(ręką w powietrzu miotając)
Polatująca muszko,
czyś jest już wolną duszką?
W błękicie skrzydły goni
i dzwoni, skrzydłem dzwoni.
(pokazuje koło siebie)
To jest pasożyt; – słodycz pije
z nich bezbronnych; krwią ich żyje.
Ach, osa – pójdź precz! – Wracasz do mnie?
(potakując)
Wiem, to królowa osa.
Jej Królewska Mość zawsze mnie lubiła
jak świeże ciasto.
(dziękując)
Daj ci Boże zdrowie,
a po śmierci: niebiosa.
(do kwiatów)
Sami koło mnie: królowe i królowie.
Mocarze świata kłaniają mi się za wiatrem.
(rozdaje ukłony) 
Nawzajem, nawzajem, nawzajem.
Myśl myślą, zwyczaj zwyczajem.
(znów przyklęka)
Grzeszna jestem i ufam tylko miłosierdziu waszemu; a wy przebaczycie mi.
(wiatr kłoni trawy)
Wyznaję wam tu prawdę, o której wiecie i przed prawdą moją uchylacie głów.
(wiatr kłoni trawy)
Czyli mogę liczyć na litość waszą?
Czy tylko wiatr ku litości chyli wam głowy?
Czy wy czujecie – czyli w takt mej mowy
powiew was gnie – jak ludzi?
(nasłuchuje)
Dochowacie mi tajemnicy?
(wiatr kłoni trawy)
Dochowamy.
Czyli skłamiecie tak, jak ludzie kłamią?
(wpatruje się; kwiaty stoją w ciszy)
Nie skłamiemy.
(przestrzegając)
Bo ludzie przysięgę łamią.
Wiecie? – – – Wiemy.
(przytakuje)
Kto z ludzi mówi prawdę?
(nasłuchuje)
Niemy.
(przytakuje)
Kto wiary dochowa?
(nasłuchuje)
Umarły.
(przytakuje)
Kto szczęśliwszy: czy ten, co się rodzi,
czyli za kim się wrota zawarły
lub ziemi przysuła gruda?
Czy kto nad ziemią fruwa,
czy ten, co po niej chodzi?
Czy lepiej, że mrą starzy, 
czy lepiej, żeby marli młodzi? – –
A jak się zowie świat?
(nasłuchuje)
Obłuda.
(powstaje)
(śpiewa)
Oj, chciałabym to wiedzieć,
żeby umieć powiedzieć;
żebym kwiat ten trafiła,
co z mym sercem związany:
gdyby kwiat był zerwany,
ja bym wtedy nie żyła.
Szukam kwiatu przez pola, 
bo mi życie niewola:
Wtedy bym się cieszyła,
gdybym kwiat ten trafiła;
gdyby kwiat był zerwany,
już bym wtedy nie żyła. 
(przestaje śpiewać)
A kto to jest świat?
(trawy się kłonią)
To wy!
(zrywa się)
A to chodźcie do wianka.
Przyjdzie tu kosiarz, co was porówna.
(zrywa kwiaty)
Pozwólcie, że was wyróżnię prze porównaniem, 
dla uwicia z was równianki. – A to dla pamięci,
zanim o was zapomnę. – – Aby wiadomo było, że
mam duszę, dla poznaki ubiorę się we wieniec.
Nie dziwcie się, że was zrywam; taki jest zwyczaj. 
Umieranie jest zwyczajem. Pomrzecie z moją myślą
na mej głowie. 
(tymczasem wije wieniec)
(kładzie sobie wieniec na głowę)
(wesoło:)
Jestem bez grzechu, jestem dziewczyna;
ino mi w wieńcu marnie.
(śpiewa)
Kocham, kocham. – Kochałam, kocham:
miły mnie nie przygarnie.
(płacze)
(śpiewa przez łzy)
Wieniec mój, wieniec; – –
rwałam go sama i wiążę.
Na ciebie czekam, na ciebie czekam,
kochanku – – 
(kłania się, mówi)
Mości Książę.
(śpiewa)
Wianek, wion na mojej głowie,
Hej la li – he li la la…
(mówi)
Rozum mi się zmieszał – – 
(nasłuchuje swoich słów)
w mowie.
(śpiewa)
Hej la li……
(śmieje się)
(chwilę zasłuchana w swój śmiech)
Słuchaj: jak to ptaszę śpiewa;
ptaszę to jest tu…
(przytyka ręką usta)
(drętwieje w trwodze)
 Bóg się gniewa – – 
(przyciska ręką serce)
Ptaszę śpiewa – – 
(kładzie palec na ustach) 
Cyt – duszo – do snu – – 
(kładzie się na łące)
(nuci)
W sen mnie matka ukołysze,
do snu w kolebie.
Będą króle i dworzany
na mym pogrzebie. 
(zrywa się)
Ty nie matka! – Ty od szatana gadzie!
(patrzy w niebo)
(roztwiera szeroko oczy)
O jak jasno: – Anioł kładzie
na lica dłonie;
głaszcze włosy, plecie kłosy…
(nagle)
Uciekł!
(biegnie przez murawę za ważką)
O tu! – – 
(nad wodą, krzyczy:) 
Tonie!!
(opiera się o starą spróchniałą wierzbę)
A, muszę się uczesać, zapleść.
(rozplata włosy)
To mnie matka zapletła – ale źle.
To nie matka…
(przytomniejąc)
Cóż ja? – – Przecie mnie to nie matka zapletła dzisiaj warkocze.
(śpiewa)
Dzisiaj, wczoraj – woda bieży.
Jutro – …..
(urywa)
(przypominając)
Co jutro? – 
(wzrusza ramionami)
(mruga)
Ja wiem. – Jutro będą mnie chcieli związać; do
 trumny zamknąć. Oni: król, królowa.
(śpiewa)
A on mnie nie obroni.
(pomrukując)
Związać się nie dam.
(namyśla się)
Oni mnie nie znajdą.
(śmieje się, śpiewa:)
Szukali, szukali;
po lasach chodzili..
Wołali, w dłonie hukali.
Wiatr głos niósł w oddali
po wrzosie, po fali; – 
zaklętej dziewczyny – – 
(mówi) 
nie znaleźli.
(śpiewa)
Znaleźli, znaleźli
na wodzie, na fali; 
od smutku, od żalu – – 
w oddali…
(słucha)
Woda mruczy: –
(naśladuje)
Mru, mru, trulululu, mru. –
Umrę, nie umrę; umrę, nie umrę…
(mówi, jakby woda do niej mówiła:)
Schyl się ku mnie – umrę, nie umrę.
(zwierza się)
Ja mieszkam tam, w zamczysku.
(wskazuje, z mocą:)
Oni myśleli, że mnie żyć przymuszą
na swoich kłamstw pościeli
i w kole zbrodni! –
że duszę we mnie zdepcą, że ją zgłuszą
ziemscy królowie niegodni.
(zwierzając się wierzbie, ze smutkiem)
Ja nie umiałam mówić – nie umiałam.
(kłania się)
Wasza Książęca Miłość wybaczy, ale ich Królewskie Miłoście chcą, żebym była papla.
(kłania się)
Wasza Książęca Miłość – – – 
(jakby czyje słowa powtarzała:)
Trzeba się umieć kłaniać.
(dyga, całuje się w rękę)
Dobrze, tatusiu.
(jakby czyje słowa powtarzała:)
W ukłonie należy zginać karku.
(całuje się w rękę)
Dobrze, ojcze.
(jakby kogo spostrzegła)
(kłania się)
Ich Królewskie Wysokości – padam do nóg.
(w wybuchu złości:)
Ty to nie wiesz, że ja cię kocham! kocham, kocham! Ty ze mnie drwisz, szydzisz; bawisz się mną jak dzieckiem. Ty to nie masz serca! Nie masz! Nie masz! Nie masz!
(śmieje się)
On jest szalony – on jest szalony. On nie wie, co mówi. – – 
(domyślnie)
Ja muszę być jak on. 
(usiada nad wodą, na chylącej się wierzbie, na której
wiszą wianki powiędłe)
To jest mój wczorajszy wieniec. – A ten zawiłam
dzisiaj rano. – 
(skrzywiła usta)
Zwiędły.
(poważnie)
Czas na mnie. Niezadługo zawołają mię do domu. 
I ojciec wróci. I ja się ustroję. – 
(obejmując pień drzewa)
A tu mi dobrze.
(z trwogą)
Nie pójdę! 
(śpiewa)
Liść twój siny, sine kosy,
wierzbo, wierzbino,
Twój kochany jutro wróci.
Nie płacz, dziewczyno. –
Dzień się dłuży, łza cię smuci,
dziewczę, dziewczyno.
Jutro wróci – fala nuci:
łzy twoje miną.
(patrzy na wodę)
(zamyślona; z wyrachowaniem)
On się musi ubierać tak, jak ja chcę. Nauczę go też kłaniać się i wszystkiego, czego mię ojciec mój uczył, a co mu wyjdzie na dobre – ale niech się strzeże trutki na szczury. 
(śpiewa)
Idźże, panno, idź do zamku;
narwij kwiatów świeżych z łąk;
weź ich pęk do rąk.
Dasz każdemu takie zioło,
jaki grzech mu plami czoło.
(chyli się nad wodę)
A te wianki, te moje
na wodę pójdą ze mną.
Ja żyłam – nadaremno.
Ja – się – żyć – boję…
(gałąź osuwa się z nią ku wodzie)
(śpiewa)
Jest ci śpiewka śpiewana,
taką śpiewkę śpiewuję;
co się w sercu dzieje, co się w sercu dzieje,
ze śpiewki to zgaduję.
(obrywa gałązki wierzbiny)

We wianeczku z wierzbiny
najprzystojniej mi będzie.
Koniec mojej kolędzie,
poniechanej dziewczyny.

Jak mię woda utopi,
przyjdą kopać dół chłopi.
We wianeczku dziewczyna,
do wianeczka wierzbina.

Taka śpiewka śpiewana,
taką śpiewkę śpiewuję;
co się w sercu dzieje, co się w sercu dzieje,
to się śpiewki zgaduję.

(patrzy we wodę i słucha)
Woda szemrze: mru, mru, mru; – umrę, nie umrę – – –
(śpiewa)
Woda śpiewa – ptaszę śpiewa;
gałązka się rwie.
Sen się zacznie – sen się skończy.
W śnie było jak w śnie.
(wierzba koroną gałęzi opada we wodę)
Wieniec – mój wieniec;
rwałam go sama i wiążę. – – –
Na ciebie czekam, na ciebie czekam,
(osuwa się we wodę)
kochanku – – Mości Książę.
(woda ją zalewa)
(dusi się wodą)
(ginie pod falą).


 [1905-1906]