Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyspiański. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyspiański. Pokaż wszystkie posty

4/11/2015

Stanisław Wyspiański ŚMIERĆ OFELII

Stanisław Wyspiański
ŚMIERĆ OFELII

TEATR PRZEDSTAWIA 
ŁĄKĘ ZAROSŁĄ CHWASTAMI I ZIELSKIEM;
W GŁĘBI POTOK; NAD WODĄ WIERZBY.
DOKOŁA LAS.


OFELIA

(idzie przez łąkę;)
(niesie pęk kwiatów, które sznurem owija)

Wieniec mój, wieniec;
rwałam go sama i wiążę.
Na ciebie czekam, na ciebie czekam,
kochanku – 
(kłania się)
 Mości Książę.
 (zamyślona)
Czekam co dnia, co godzina;
lecz on o mnie zapomina.

(śmieje się) 
Książę – ja muszę być wariatką, bo Jego Książęca Mość jest war…
(urywa, staje)
A! – – – – 
(ogląda się trwożnie)
Ktoś mię usłyszał…
(kłania się z respektem)
To tylko ja, Mości Książę.
(składa ręce błagalnie)
Nie – nie! – Ja nie podsłuchiwałam.
Jego Książęcej Mości słów nie pomnę.
(tajemniczo szepce, z uśmiechem)
Ja się domyślam: – nieszczęście ogromne…
i mówić nie śmiem – – – 
(nagle)
Odjechał!! Uciekł!!
(patrzy ze strachem)
Blady, milczący – usta zaciął umne.
(spokojna)
Śpisz, ojczulku – dobranoc; – przynieśli ci trumnę.
Dobranoc, ojcze – dobranoc. 
Pocałuj mnie w czoło;
lubisz widzieć mię wesołą.
(śpiewa)

To mieszkanie moje, 
moje to gniazdeczko:
panieńskie pokoje,
panieńskie łóżeczko.
(przymila się)
Podobam się Waszej Książęcej Miłości?
(śpiewa)
Panna jestem, dziewczyna;
czekałam na Asana.
Panna jestem, dziewczyna;
czekałam się do rana.


Nie przyszedłeś, kochany,
czekałam się daremno; –
inny przyszedł, był ze mną.
(mówi)
Amen. Bo historia tu się kończy. Tu trzeba mówić: Amen, i uklęknąć.
(wzgardliwie)
To tylko taka śpiewka.
(tymczasem uklękła)
(patrzy wśród kwiatów i wskazuje)
Te są pokorne – te są dumne.
Te się pysznią, pożal się Boże.
Te są zazdrosne; jad jest w nich; są złe.
Te tkliwe; a te gładkie i mdłe.
Te są do śmiechu.
Te się skarżą; – te płaczą. 
Te są skromne. – A to litościwy,
osaczony wkoło przez pokrzywy. – – 
(zapatrzona w łąkę)
A kto to tak ten ogród ściele?
(patrzy w górę)
Sklepienie duże – jak w kościele.
(idąc na kolanach)
Jestem w kościele z niemi,
sama kwiat uklękły przy ziemi. –
(chyli głowę ku ziemi)
Czuję dech ich oddechu.
(ręką w powietrzu miotając)
Polatująca muszko,
czyś jest już wolną duszką?
W błękicie skrzydły goni
i dzwoni, skrzydłem dzwoni.
(pokazuje koło siebie)
To jest pasożyt; – słodycz pije
z nich bezbronnych; krwią ich żyje.
Ach, osa – pójdź precz! – Wracasz do mnie?
(potakując)
Wiem, to królowa osa.
Jej Królewska Mość zawsze mnie lubiła
jak świeże ciasto.
(dziękując)
Daj ci Boże zdrowie,
a po śmierci: niebiosa.
(do kwiatów)
Sami koło mnie: królowe i królowie.
Mocarze świata kłaniają mi się za wiatrem.
(rozdaje ukłony) 
Nawzajem, nawzajem, nawzajem.
Myśl myślą, zwyczaj zwyczajem.
(znów przyklęka)
Grzeszna jestem i ufam tylko miłosierdziu waszemu; a wy przebaczycie mi.
(wiatr kłoni trawy)
Wyznaję wam tu prawdę, o której wiecie i przed prawdą moją uchylacie głów.
(wiatr kłoni trawy)
Czyli mogę liczyć na litość waszą?
Czy tylko wiatr ku litości chyli wam głowy?
Czy wy czujecie – czyli w takt mej mowy
powiew was gnie – jak ludzi?
(nasłuchuje)
Dochowacie mi tajemnicy?
(wiatr kłoni trawy)
Dochowamy.
Czyli skłamiecie tak, jak ludzie kłamią?
(wpatruje się; kwiaty stoją w ciszy)
Nie skłamiemy.
(przestrzegając)
Bo ludzie przysięgę łamią.
Wiecie? – – – Wiemy.
(przytakuje)
Kto z ludzi mówi prawdę?
(nasłuchuje)
Niemy.
(przytakuje)
Kto wiary dochowa?
(nasłuchuje)
Umarły.
(przytakuje)
Kto szczęśliwszy: czy ten, co się rodzi,
czyli za kim się wrota zawarły
lub ziemi przysuła gruda?
Czy kto nad ziemią fruwa,
czy ten, co po niej chodzi?
Czy lepiej, że mrą starzy, 
czy lepiej, żeby marli młodzi? – –
A jak się zowie świat?
(nasłuchuje)
Obłuda.
(powstaje)
(śpiewa)
Oj, chciałabym to wiedzieć,
żeby umieć powiedzieć;
żebym kwiat ten trafiła,
co z mym sercem związany:
gdyby kwiat był zerwany,
ja bym wtedy nie żyła.
Szukam kwiatu przez pola, 
bo mi życie niewola:
Wtedy bym się cieszyła,
gdybym kwiat ten trafiła;
gdyby kwiat był zerwany,
już bym wtedy nie żyła. 
(przestaje śpiewać)
A kto to jest świat?
(trawy się kłonią)
To wy!
(zrywa się)
A to chodźcie do wianka.
Przyjdzie tu kosiarz, co was porówna.
(zrywa kwiaty)
Pozwólcie, że was wyróżnię prze porównaniem, 
dla uwicia z was równianki. – A to dla pamięci,
zanim o was zapomnę. – – Aby wiadomo było, że
mam duszę, dla poznaki ubiorę się we wieniec.
Nie dziwcie się, że was zrywam; taki jest zwyczaj. 
Umieranie jest zwyczajem. Pomrzecie z moją myślą
na mej głowie. 
(tymczasem wije wieniec)
(kładzie sobie wieniec na głowę)
(wesoło:)
Jestem bez grzechu, jestem dziewczyna;
ino mi w wieńcu marnie.
(śpiewa)
Kocham, kocham. – Kochałam, kocham:
miły mnie nie przygarnie.
(płacze)
(śpiewa przez łzy)
Wieniec mój, wieniec; – –
rwałam go sama i wiążę.
Na ciebie czekam, na ciebie czekam,
kochanku – – 
(kłania się, mówi)
Mości Książę.
(śpiewa)
Wianek, wion na mojej głowie,
Hej la li – he li la la…
(mówi)
Rozum mi się zmieszał – – 
(nasłuchuje swoich słów)
w mowie.
(śpiewa)
Hej la li……
(śmieje się)
(chwilę zasłuchana w swój śmiech)
Słuchaj: jak to ptaszę śpiewa;
ptaszę to jest tu…
(przytyka ręką usta)
(drętwieje w trwodze)
 Bóg się gniewa – – 
(przyciska ręką serce)
Ptaszę śpiewa – – 
(kładzie palec na ustach) 
Cyt – duszo – do snu – – 
(kładzie się na łące)
(nuci)
W sen mnie matka ukołysze,
do snu w kolebie.
Będą króle i dworzany
na mym pogrzebie. 
(zrywa się)
Ty nie matka! – Ty od szatana gadzie!
(patrzy w niebo)
(roztwiera szeroko oczy)
O jak jasno: – Anioł kładzie
na lica dłonie;
głaszcze włosy, plecie kłosy…
(nagle)
Uciekł!
(biegnie przez murawę za ważką)
O tu! – – 
(nad wodą, krzyczy:) 
Tonie!!
(opiera się o starą spróchniałą wierzbę)
A, muszę się uczesać, zapleść.
(rozplata włosy)
To mnie matka zapletła – ale źle.
To nie matka…
(przytomniejąc)
Cóż ja? – – Przecie mnie to nie matka zapletła dzisiaj warkocze.
(śpiewa)
Dzisiaj, wczoraj – woda bieży.
Jutro – …..
(urywa)
(przypominając)
Co jutro? – 
(wzrusza ramionami)
(mruga)
Ja wiem. – Jutro będą mnie chcieli związać; do
 trumny zamknąć. Oni: król, królowa.
(śpiewa)
A on mnie nie obroni.
(pomrukując)
Związać się nie dam.
(namyśla się)
Oni mnie nie znajdą.
(śmieje się, śpiewa:)
Szukali, szukali;
po lasach chodzili..
Wołali, w dłonie hukali.
Wiatr głos niósł w oddali
po wrzosie, po fali; – 
zaklętej dziewczyny – – 
(mówi) 
nie znaleźli.
(śpiewa)
Znaleźli, znaleźli
na wodzie, na fali; 
od smutku, od żalu – – 
w oddali…
(słucha)
Woda mruczy: –
(naśladuje)
Mru, mru, trulululu, mru. –
Umrę, nie umrę; umrę, nie umrę…
(mówi, jakby woda do niej mówiła:)
Schyl się ku mnie – umrę, nie umrę.
(zwierza się)
Ja mieszkam tam, w zamczysku.
(wskazuje, z mocą:)
Oni myśleli, że mnie żyć przymuszą
na swoich kłamstw pościeli
i w kole zbrodni! –
że duszę we mnie zdepcą, że ją zgłuszą
ziemscy królowie niegodni.
(zwierzając się wierzbie, ze smutkiem)
Ja nie umiałam mówić – nie umiałam.
(kłania się)
Wasza Książęca Miłość wybaczy, ale ich Królewskie Miłoście chcą, żebym była papla.
(kłania się)
Wasza Książęca Miłość – – – 
(jakby czyje słowa powtarzała:)
Trzeba się umieć kłaniać.
(dyga, całuje się w rękę)
Dobrze, tatusiu.
(jakby czyje słowa powtarzała:)
W ukłonie należy zginać karku.
(całuje się w rękę)
Dobrze, ojcze.
(jakby kogo spostrzegła)
(kłania się)
Ich Królewskie Wysokości – padam do nóg.
(w wybuchu złości:)
Ty to nie wiesz, że ja cię kocham! kocham, kocham! Ty ze mnie drwisz, szydzisz; bawisz się mną jak dzieckiem. Ty to nie masz serca! Nie masz! Nie masz! Nie masz!
(śmieje się)
On jest szalony – on jest szalony. On nie wie, co mówi. – – 
(domyślnie)
Ja muszę być jak on. 
(usiada nad wodą, na chylącej się wierzbie, na której
wiszą wianki powiędłe)
To jest mój wczorajszy wieniec. – A ten zawiłam
dzisiaj rano. – 
(skrzywiła usta)
Zwiędły.
(poważnie)
Czas na mnie. Niezadługo zawołają mię do domu. 
I ojciec wróci. I ja się ustroję. – 
(obejmując pień drzewa)
A tu mi dobrze.
(z trwogą)
Nie pójdę! 
(śpiewa)
Liść twój siny, sine kosy,
wierzbo, wierzbino,
Twój kochany jutro wróci.
Nie płacz, dziewczyno. –
Dzień się dłuży, łza cię smuci,
dziewczę, dziewczyno.
Jutro wróci – fala nuci:
łzy twoje miną.
(patrzy na wodę)
(zamyślona; z wyrachowaniem)
On się musi ubierać tak, jak ja chcę. Nauczę go też kłaniać się i wszystkiego, czego mię ojciec mój uczył, a co mu wyjdzie na dobre – ale niech się strzeże trutki na szczury. 
(śpiewa)
Idźże, panno, idź do zamku;
narwij kwiatów świeżych z łąk;
weź ich pęk do rąk.
Dasz każdemu takie zioło,
jaki grzech mu plami czoło.
(chyli się nad wodę)
A te wianki, te moje
na wodę pójdą ze mną.
Ja żyłam – nadaremno.
Ja – się – żyć – boję…
(gałąź osuwa się z nią ku wodzie)
(śpiewa)
Jest ci śpiewka śpiewana,
taką śpiewkę śpiewuję;
co się w sercu dzieje, co się w sercu dzieje,
ze śpiewki to zgaduję.
(obrywa gałązki wierzbiny)

We wianeczku z wierzbiny
najprzystojniej mi będzie.
Koniec mojej kolędzie,
poniechanej dziewczyny.

Jak mię woda utopi,
przyjdą kopać dół chłopi.
We wianeczku dziewczyna,
do wianeczka wierzbina.

Taka śpiewka śpiewana,
taką śpiewkę śpiewuję;
co się w sercu dzieje, co się w sercu dzieje,
to się śpiewki zgaduję.

(patrzy we wodę i słucha)
Woda szemrze: mru, mru, mru; – umrę, nie umrę – – –
(śpiewa)
Woda śpiewa – ptaszę śpiewa;
gałązka się rwie.
Sen się zacznie – sen się skończy.
W śnie było jak w śnie.
(wierzba koroną gałęzi opada we wodę)
Wieniec – mój wieniec;
rwałam go sama i wiążę. – – –
Na ciebie czekam, na ciebie czekam,
(osuwa się we wodę)
kochanku – – Mości Książę.
(woda ją zalewa)
(dusi się wodą)
(ginie pod falą).


 [1905-1906]


7/09/2014

STUDIUM O HAMLECIE Wyspiańskiego [fragmenty]



Stanisław Wyspiański


(...)
Kto była Ofelia!
Jestże to córka Poloniusza?
Szekspirowska Ofelia jest córką Poloniusza i naiwną szlachetną dziewczyną.
Naiwną i czystą dziewczyną z mnóstwem niekonsekwencyj, w scenie widowiska, w powiedzeniach:
«był u mnie» – «bywał u mnie» i w malowaniu się swoim, i w mizdrzeniu, i w
tym, co mówi w scenie obłąkania.
U kogo bywał Hamlet?
Była jakaś Kurtyzana, podsunięta przez króla, udająca miłość, a może i kochająca, ale
osoba wplątana w kłamstwo – że była na służbie króla-ojczyma.
Ofelia-Kurtyzana! może i córka Poloniusza, ale innego Poloniusza – tego filozofa-błazna
Korambisa, który przez sprzedaż córki zyskuje sobie względy na dworze – i coraz się pnie, aż
ginie ofiarą własnej zaciekłości w szpiegostwie, przez Hamleta rapierem pchnięty, gdy się był
ukrył, czy pod pokrowiec łoża, czy za arras przyścienny.

(...)
Synek Poloniusza, który znajduje nowe źródło retoryki teatralnej w cudownie naiwnym
obłąkaniu siostry.
Siostry obłąkanej w liryczno-patetyczno-sielankowo-komiczny sposób.
Edukacja Poloniusza, kultura Poloniuszowej familii, zaprawdę tragiczna w swej nieszczerości
i obłudzie, gdyż Ofelia naprawdę jest obłąkana, a Laertes naprawdę płacze.
Tylko że obłąkanie Ofelii wykrywa jej edukacyjne podstawy i fundamenty umysłowe,
kładzione ceremonialnie ojcowską ręką napuszonego Poloniusza, ochmistrza dworu Jego
Królewskiej Arcyszelmowskiej Mości.
Wykrywa ono umiłowania sielankowo-patetyczno-liryczne – wśród których ten kwiat pod
brzemieniem ciężaru poezji i prawdy się  ł a m i e.

(...)
Ofelia-Kurtyzana – to jakaś dziewczyna, dworka w zamku Hamletów, sidłająca królewicza
z polecenia Klaudiusza a za pośrednictwem Poloniusza. Grupa podobna, jak później będzie
raz jeszcze w Troilusie i Kresydzie: Pandarus i Kresyda.
Pandarus i Kresyda – Poloniusz i Ofelia.
Poloniusz, może tylko pośrednik w tych miłostkach i intrygach – może ojciec, a nazwisko
jego: KORAMBIS.
W każdym razie ta Ofelia dosyć na owym Klaudiuszowym dworze żyje luźno i bez kontroli,
gdy bywa u niej Hamlet i skoro mówi do niej Poloniusz: „słyszałem, że on cię często
nawiedzał w tych czasach i że znajdował z twojej strony przystęp łatwy i chętny”.
I  n a u k i, które Poloniusz daje córce swojej w dramacie Szekspira, odnośnie do tegoż
dramatu, gdzie występowała Kurtyzana – dawałyby zupełnie wyraźny kontur jej stosunku do
Hamleta i zarysy tego, co Hamlet sam mógł jej mówić po spotkaniu z duchem, gdy postanowił
z nią zerwać:

HAMLET
«Nie ufam twoim przysięgom, bo one
są, jak kuglarze, czym innym, niż szaty
ich pokazują – orędownicami
bezbożnych chuci, biorącymi pozór
świętości, aby tym łacniej usidlić
naiwne serca. Krótko mówiąc nie chcę,
abyś od dziś dnia czas swój marnowała
na zadawaniu się
(wskazuje na siebie)
z księciem Hamletem!»
«Strzeż się mnie! tarczą najlepszą w tej próbie:
niedowierzanie nawet samej sobie».
OFELIA
« Nie wiem, co myśleć mam ... ?»
HAMLET
«Nie wiesz?!
To ja ci powiem!» – „Jestżeś uczciwą?”
OFELIA
(milczy).
HAMLET
„Jestżeś piękną?
OFELIA
„Co znaczą te pytania?
HAMLET
„To, że jeżeli jesteś uczciwą i piękną, uczciwość twoja nie powinna mieć nic
do czynienia z pięknością.
OFELIA
„Jak to, panie?
HAMLET
„Potęga piękności prędzej obróci uczciwość w sekutnicę, niż wpływ uczciwości
potrafi piękność na swoje kopyto przerobić.
„Kochałem dawniej waćpannę!”
OFELIA
(się uśmiecha).
HAMLET
„Albo raczej nie kochałem cię wcale!
OFELIA
„Tym bardziej więc zostałam zawiedzioną.
HAMLET
„Idź waćpanna do klasztoru, na co ci mnożyć grzeszników? Ja sam jako tako
jestem uczciwy, a przecież mógłbym sobie zarzucić takowe rzeczy, że lepiej
by było, gdyby mnie matka była na świat nie wydała.
„Jestem nadzwyczajnie dumny, mściwy, chciwy władzy; więcej mam przywar
niż władz umysłowych do ich poznania, niż wyobraźni do dania o nich wyobrażenia
i czasu do okazania ich w postępkach.
„Czego się takie figury tłuc mają pomiędzy niebem i ziemią?
„Jesteśmy arcyhultaje wszyscy bez wyjątku.
„Gdzież jest waćpanny ojciec?”
OFELIA
(kłamie:)
„W domu, mości książę”.
HAMLET
(który wie, że król i Poloniusz są ukryci za arrasem
i podsłuchują)
(słysząc jej kłamstwo, z gniewem:)
„Zamknijże go na klucz, aby nigdzie indziej nie grał roli błazna jak we własnym
domu. Bądź zdrowa!”
OFELIA
(widzi, że Hamlet odkrył jej kłamstwo).
HAMLET
„Jeśli koniecznie potrzebować będziesz wyjść za mąż, to wyjdź za głupca, bo
rozsądni ludzie wiedzą dobrze, jakie czynicie z nich potwory.
„Słyszałem też o malowaniu się waszym. Nie dość wam jednej twarzy, otrzymanej
od Boga, dorabiacie sobie drugą, sztafirkujecie się, krygujecie, cedzicie
słowa, przedrzeźniacie boskie stworzenia i swawolę okrywacie płaszczykiem!
,,Precz, precz! Nie chcę już patrzeć na to!
To mnie we wściekłość wprawia!”
(wychodzi).
OFELIA
(odepchnięta i wyśmiana).
KRÓL i POLONIUSZ
(występują spoza arrasu)
(gdzie byli ukryci).
KRÓL
„To, co on mówił, choć trochę bez związku,
cechy szaleństwa nie nosiło wcale.
Ponura jego smętność wysiaduje
coś złowrogiego, co, wylęgłe z jajka,
mogłoby stać się zgubnym”.
POLONIUSZ
„ No, Ofelio,
nie potrzebujesz nam wyjawiać tego,
co mówił książę Hamlet, bośmy sami
wszystko słyszeli”.
KRÓL
„Po świeżym namyśle,
postanowiłem wysłać go niezwłocznie
do... itd....”

W tych zarysach może się zmieścić ta Kurtyzana z noweli i romansu – i Ofelia-Kurtyzana
z pierwszego pomysłu, sztafirkująca się i krygująca, swywolna, malująca lice, brwi i usta,
zalotna i zalotnością mająca usidlać Hamleta i wyszpiegować jego prawdę, i tajemnicę tę
sprzedająca Jego Szelmowskiej Mości Królowi Klaudiuszowi.

KRÓL
„Cóż waćpan na to?
POLONIUSZ
Może to być dobrym;
rozumiem jednak zawsze, że prawdziwym
jądrem i źródłem tej jego choroby
jest: beznadziejna miłość”.

Mówi jak Pandarus. Tę więc czy inną – gdyby się jednak udało znaleźć wygodniejszą kochankę
Hamletowi – to te niebezpieczne choroby, jak: wygórowana uczciwość, mściwość,
niedogodna Klaudiuszowi i podejrzana, chciwość władzy! duma, szlachetność – te, niebezpieczne Klaudiuszowi, choroby Hamleta stałyby się – – – „plewami na młode wróble”.
„Znam jego familię, jego przyjaciół, a w części i jego. I jego w części wprawdzie – niewiele;
jestli on wszakże tym samym, o którym myślę – to wietrznik, rozpustnik, skłonny do
tego i owego”.
Tylko ta oto dziewczyna straciła już nad nim władzę. Takiej by trzeba, co by umiała go
urobić.
– Jest już Hamlet tknięty przez Ducha i żadna już nie zyska nad nim władzy ani żadna nie
zdoła zmienić planów jego myśli i tknąć jego duszy!
W drugim pomyśle Szekspira, w Ofelii naiwnie-sielankowo-lirycznej, wszystkie niekonsekwencje, nie pozwalające jej podobno we wszystkich momentach całkiem zgodnie rozumieć – początek swój biorą w przeistoczeniu się owej Kurtyzany dworskiej i zalotnicy, podstępnej i przedajnej dziewki, która sobie męża znajdzie, jak go koniecznie będzie potrzebowała – przeistoczeniu w dziecko, KWIAT WIOSNY, panienkę, którą miłość prawdziwa – gdy jej każą tę miłość stłumić i zabić w sobie i gdy jej każą wobec tej miłości kłamać – i to ojciec – i to brat – do obłędu prowadzi.
Miłość to i prawda ją zabija.
„Są to objawy gwałtownej miłości,
która się trawi w sobie – – i prowadzi
do rozpaczliwych kroków”.
I będzie powtarzała w scenie obłąkania słowa roli owej kurtyzany – i dziwne te słowa i to
powtórzenie będą wrażenie wywierać – w obłąkaniu, w obłędzie, w pomięszaniu zmysłów, w
plątaninie darów Bożych słowa te i piosenki, zdawać się będzie, że instynkt sam kobiecy
mówić jej każe. Słowo każde – myśl jej zabija i istotę jej rozwija, i życie pieśni budząc, mrozi
życie; mgła tajemnicy ją otacza, nieprzeparta mgła – bielmo na oczach otoczenia.

(...)
Ale otóż pewnego dnia właśnie tam zmówili się Poloniusz, Król i Ofelia i mają go podsłuchać,
i namówiono Ofelię, aby rozmawiała z nim – a że to ich równocześnie pouczy, czy to
dziwne szaleństwo Hamleta z miłości bierze początek? – Gdy po angielsku nie umiem i język
angielski jest mi obcy, odczytywałem tę scenę kilkakrotnie w tłumaczeniu Paszkowskiego i
przyszło mi na myśl przetłumaczyć tę scenę z Paszkowskiego.
Podaję ją tutaj w moim tłumaczeniu:

(w głębi)
(pojawia się;)
HAMLET
(z książką w ręku)
(idzie galerią)
(czytając w książce)
(przestaje czytać)
(nie odrywa jednak oczu od książki)
(poczyna myśleć:)
Co dzień, gdy zbliża się taż sama pora,
co dzień tąż samą idę jedną drogą
i myśl tak samo co dzień lot rozwija.
Tu nie szpieguje myśli cudza myśl niczyja;
wszystko tak samo, jako było wczora:
myśli bez czynów zmienić nic nie mogą.
(nagle zamyka książkę)
(stanowczym ruchem)
(nie podnosząc jednak głowy)
Od czynów muszę zacząć byt, by myśl rozwinąć.
(wstępuje właśnie na próg sali)
(opuszcza rękę z książką)
Wstąpiłem w sali próg – – wrócić – czy – minąć? –
Tu państwo myśli mej ma się poszerzyć –!
W co wierzę, ma się stać! – W siebie mam wierzyć!!
(głośno)
Być albo nie być!
(wciąż z głową pochyloną)
(rękoma wskazuje próg)
(ciszej)
Tu się zatrzymuję.
(wznosi głowę)
(i nagle, przestępując próg tej wielkiej izby)
(mówi:)
A więc iść, jako los me drogi wiedzie!
A więc iść przebój i wbrew, i oporem,
i przejść!! – jak wicher – – przejść – i raz zakończyć,
wszystkiemu kładąc kres. – Toż ma być PRAWDA,
że Sen-wieczysty kres istotnie kładzie
sercu, co bije, i żądzy, co trawi –
kres upragniony w mniemaniu, że zbawi?
Śmierć!? – Sen to tylko: – Straszne Objawienie.
A!!! Oto Świata Sąd: – – twoje sumienie. – – –
Stój na tej drodze, człowieku, pod jugiem,
gnij się w zniewadze, krzywdzie i niedoli,
sprawiedliwości darmo chciej od ludzi,
pozwól na miłość pluć, deptać pierś twoję,
łam się, przeklęty, w poddańczej niewoli
upokorzenia – – – – tej jednej granicy
nie wolno lekko przejść. – Tego się boją!!
Ha ha!! Byliby już wolni z ciężaru!
Ciężar im gniecie kark i wagą nuży –
ten jeno jeden Strach! – To, że nie wiedzą,
co tam – – – – za grobu żelazną zaporą
czeka ich jeszcze – tam – skąd nikt nie wraca,
by żył w spólnocie z krwi, kości i ciała –
jeno by dusza marą się błąkała
na pośmiewisko – nim grzechów nie zmyje; –
to – to, co tak zazdrośnie grób nam kryje;
to to – czego się nigdy nie dowiedzą:
co dalej za tą ludzkich zagród miedzą.
Raczej wiadome złe przyjąć ich zmusza,
niźli to brzemie brać – – co weźmie dusza.
Rozważni! – Mądrzy! – Arcymądrzy tchórze!
Najbezczelniejszy – tutaj stanie niemy:
poza tą wiedzą – dalej – nic – nie wiemy.
(przestaje mówić głośno)
(w myśli:)
Już myśl o śmierci – za samą śmierć starczy.
I teraz! patrzeć! na ich dalsze życie,
jak gną się trwogą w swych grzechów brzemieniu
i Sąd najsroższy mają – w swym sumieniu!
(tejże chwili zwraca się, by dążyć ku wyjściu ze sali)
(i nagle spostrzega)
(że nie był sam:)
OFELIA
(stoi w głębi, w narożu izby).
HAMLET
(staje jak wryty)
(patrzy w nią)
(z przerażeniem i pogardą)
(wykrzyknął:)
Ofelia! – – –
(urywa)
(cofa się w tył)
(trzymając wzrok w nią wlepiony)
(daleko od niej)
(z politowaniem i żalem:)
(cicho:)
Ułudo! – – –
OFELIA
(we wstydzie)
(oczy kryje –)
(i natychmiast ręce od oczu opuszcza)
(– i składa jak do modlitwy)
(przed Hamletem).
HAMLET
(ostro)
W modłach– spamiętaj sobie: co wiesz o mnie,
(w myśli:)
byś potem mogła powtórzyć – królowi.
OFELIA
(po długim milczeniu)
(nie wiedząc, co mówić)
Jakże zdrowie – Waszej Książęcej Mości – – ?
HAMLET
(ostro, krótko, znacząco:)
Dobrze!
(wyniośle, dumnie)
(aby zachowanie przeczyło słowom)
z pokorą – Waćpannie wyznaję!
(głowę odwraca, patrząc w inną stronę).
OFELIA
(po chwili)
Mam od was, Panie – jeszcze coś z pamiątek,
coście mi sami z siebie, z woli dali;
dziś je odbierzcie – proszę.
(zbliża się do Hamleta)
(chce oddać pamiątki).
HAMLET
(nie odwracając ku niej głowy)
(szyderczo:)
Jako żywo!
Nic Pannie, odkąd żywot mój – z siebie nie dałem.
OFELIA
(rozżalona)
Wiesz dobrze. Mości Książę, żeś je dawał
i dając, słowa przydawałeś darom,
które tym milszym czynią dar w swej cenie.
Woń uleciała słów jak woń kadzideł; –
weź dar na powrót, bo myśląc uczciwie,
jak każda inna uczciwa osoba,
dziś widzę jasno, jak się stały liche,
gdy żal mam jeno z Was.
HAMLET
(śmieje się)
(zwraca głowę ku niej)
(patrzy w jej oczy)
Jestżeś uczciwą?
OFELIA
(nie rozumiejąc)
Mości Książę!
HAMLET
Jestżeś piękną?
OFELIA
(nie rozumiejąc)
Cóż chcesz powiedzieć, książę, tak pytając?



#CAŁY TEKST "HAMLETA" Stanisława Wyspiańskiego dostępny TUTAJ