Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piosenka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piosenka. Pokaż wszystkie posty

3/14/2016

"Ofelia" PIWNICY POD BARANAMI

słowa: Leszek Aleksander Moczulski
muzyka: Grzegorz Turnau


OFELIA


To Ofelia
W nocy u niej był kochanek 
To jest brama 
To są schody 
A tłum dobrze opłacony 
Pod oknami woła Hamlet 
Szekspir w szklanki im dolewa 
Mówi nic doprawdy nic 
Przejdzie do białego ranka 
Świt 

Polewaczka zmyje brud 

Czy coś było nic nie było 
Do białego ranka przejdzie 
Trzeba ranek rozporządzić 
Twardy rankiem zburzyć bruk 
Nic panowie to jest nic 
Ziele sypać i doglądać 
Nic panowie to jest nic 
Mała lilia noc zakryje noc 
I łopiany i szaleje 

Tę dziewczynę od Szekspira 
Mnie zostawcie to Ofelia 
To nie ona to ja sama 
Od tej nocy tak pijana 
Polewaczka zmyje bruk 
Aż zakurzy się to szkło 

Ciągną bagna tłuste treści 
Roztumani się gdzieś liść 
Mała lilia noc zakryje 
Nie przebije się z dnia nic 
Tylko dobrze tłum opłacić 
Żeby nocą pod oknami 
Ktoś pokrzyczał Hamlet Hamlet 
Ironicznie i poważnie 
I odważnie śmiech od rana 
Można żyć

10/22/2014

Hamlet Akt IV Scena 5 [PASZKOWSKI]

Elzynor. Pokój w zamku.
Wchodzą Królowa i Horacy.


KRÓLOWA
Nie chcę jej widzieć.
HORACY
Natarczywie prosi
O możność wnijścia; stan jej budzi litość.
KRÓLOWA
Cóż jej jest?
HORACY
Ciągle wspomina o ojcu;
Słyszała, mówi, że świat krzywo idzie;
Wzdycha i chwyta się za serce; lada
Fraszka ją drażni; słowa jej bez związku
Nie określają niczego, jednakże
Zastanawiają; podnosi je słuchacz
I zszywa podług kroju własnych myśli;
Każdy zaś wyraz jej, obok wyrazu
Jej twarzy, ruchów i postawy, takie
Czyni wrażenie, że można by myśleć,
Iż jest w nim jakaś myśl, tylko zawiła
I bardzo smutna.

KRÓLOWA
Muszę z nią pomówić;
Mogłaby bowiem złym ludziom dać powód
Do niebezpiecznych przypuszczeń. Niech wnijdzie.
Horacy wychodzi.

Chora ma dusza każdą rzecz powszednią
Złowrogich następstw sądzi przepowiednią,
Jak głupio w trwodze występek przesadza,
Że drżąc przed zdradą sam się prawie zdradza.

Horacy wprowadza Ofelię.
OFELIA
Gdzie jest ozdoba majestatu Danii?
KRÓLOWA
Czego chcesz, luba Ofelio?
OFELIA
śpiewa
Po czym ja cię poznam teraz,
O kochanku mój?
Płaszcz pielgrzymi, kij, sandały,
Twój–że to jest strój?

KRÓLOWA
Niestety, kochane dziewczę, co znaczy ten śpiew?
OFELIA
Czy tak? nie, pani; posłuchaj tylko:
śpiewa
On zmarł, znikł z naszego grona;
Zmarł, opuścił nas;
U nóg jego darń zielona,
W głowach zimny głaz.
Och! Och!

KRÓLOWA
Ależ, Ofelio.
OFELIA
Proszę cię, pani, słuchaj,
śpiewa
Całun jego, jak śnieg biały.
Król wchodzi.

KRÓLOWA
Ach, patrz, mój mężu.
OFELIA
śpiewa
Na całunie kwiat;
Choć go łzy nie opłakały,
Na mogiłę padł.

KRÓL
Jak się masz, śliczna panienko?
OFELIA
Dobrze; Bóg wam zapłać. Mówią, że sowa była córką piekarza. Ach, panie! Wiemy, czym jesteśmy, ale nie wiemy, co się z nami stanie. Niech wam Bóg pomaga przy wieczerzy!
KRÓL
Marzy jej się o ojcu.
OFELIA
Nie mówmy już o tym, proszę; ale jak się was pytać będą, co to znaczy, to powiedzcie:
Dzień dobry, dziś święty Walenty.
Dopiero co świtać poczyna;
Młodzieniec snem leży ujęty,
A hoża doń puka dziewczyna.
Podskoczył kochanek, wdział szaty,
Drzwi rozwarł przed swoją jedyną
I weszła dziewczyna do chaty.
Lecz z chaty nie wyszła dziewczyną.

KRÓL
Nadobna Ofelio!
OFELIA
Dajmy pokój przysięgom; zaraz skończę:
Bezbożność to wielka; Bóg widzi,
Jak wielka w mężczyznach bezbożność!
Cny młodzian się tego nie wstydzi,
Gdy tylko nastręczy się możność.
Wszak nim–eś cel życzeń otrzymał,
Przysiągłeś się ze mną ożenić!
To ona mu tak mówi, a on jej odpowiada:
I byłbym był słowa dotrzymał,
Lecz trzeba ci było się cenić.
KRÓL
Jak dawno ona w tym stanie?
OFELIA
Jeszcze się wszystko naprawi, mam nadzieję. Tylko cierpliwości! Ale nie mogę nie zapłakać, pomyślawszy, że go mają złożyć w zimną ziemię. Mój brat dowie się o tym, a zatem dziękuję państwu za dobrą radę. Niech powóz zajeżdża! Dobranoc, panie; dobranoc, śliczne panie, dobranoc, dobranoc.
wychodzi

KRÓL
Idź waćpan za nią, niech jej pilnie strzegą.
Horacy wychodzi.

Jest to trucizna głębokiej boleści,
Której śmierć ojca źródłem. O Gertrudo!
Gertrudo! ziszcza się na nas ta prawda,
Że kiedy kogo nawiedzają smutki,
To nigdy luzem, a zawżdy gromadnie.
Naprzód zabójstwo jej ojca, następnie
Wyjazd twojego syna, nieszczęsnego
Sprawcy własnego swojego wygnania;
Głuche szemranie ludu, uprzedzone
I złem brzemienne żywiącego myśli
Z powodu śmierci cnego Poloniusza,
Którego skore pochowanie było
Niedorzecznością z naszej strony; teraz
To biedne dziewczę, wyzute z szlachetnej
Władzy rozumu, bez której jesteśmy
Lalkami tylko albo zwierzętami;
Nareszcie, i to jedno tyle waży
Co tamto wszystko, brat jej potajemnie
Powraca z Francji, karmi się zdumieniem,
Kryje się w chmurach i nadstawia ucho
Donosicielom, którzy jadowite
O śmierci ojca wdmuchują mu wieści —
Wieści z uszczerbkiem naszym, przeciw którym
Zastanowienie, ubogie w dowody,
Nic nie podoła. O Gertrudo, zbieg ten
Wypadków, na kształt kilkuramiennego
Narzędzia śmierci, z wielu stron od razu
Zabójczą ranę mi zadaje.

Zgiełk zewnątrz.
KRÓLOWA
Przebóg!
Cóż to za hałas?
Wchodzi jeden z Dworzan.
KRÓL
Hola! Szwajcarowie!
Gdzie oni? Niechaj drzwi pilnie obsadzą.
Skąd ten zgiełk?

DWORZANIN
Chroń się, miłościwy królu,
Ocean, z łoża swojego wybiegły,
Nie chłonie z większą gwałtownością nizin,
Jako Laertes na czele powstańców
Straż twą powala. Lud go głosi panem;
I jakby świat był dopiero w zawiązku,
Przeszłość zatarta, zapomniany zwyczaj,
Te słów hamulce i wszelkiej swawoli,
Słychać wołanie: „Wybierajmy króla!
Laertes królem!” Czapki, dłonie, usta
Ze wszech stron wtórzą temu okrzykowi:
„Laertes królem! Wiwat król Laertes!”
KRÓLOWA
Jak ujadają za fałszywym wiatrem!
O, pod trop gonisz, podła duńska psiarnio!
KRÓL
Drzwi wyłamano.
Laertes wchodzi uzbrojony, za nim Duńczycy.
LAERTES
Gdzie ten król? — Stańcie ówdzie, przyjaciele.
DUŃCZYCY
Pozwól nam także wejść.
LAERTES
Nie wchodźcie, proszę.
DUŃCZYCY
Będziem posłuszni.
cofają się za drzwi
LAERTES
Dziękuję wam; stójcie
Przy drzwiach na straży. — Nienawistny królu.
Oddaj mi ojca!
KRÓLOWA
Z wolna, Laertesie,
Zbierz trochę zimnej krwi.
LAERTES
Kropla krwi zimnej
Byłaby we mnie świadectwem bękarctwa,
Urągowiskiem przeciw memu ojcu,
Zakałem, który by piętno bezwstydu
Wyrył na czystym czole matki mojej.

KRÓL
Jakiż cię powód skłania, Laertesie,
Tak buntowniczo przeciw nam powstawać?
Odstąp, Gertrudo, nie lękaj się o nas;
Taka jest bowiem boskość majestatu,
Że zdrada, choćby nie wiedzieć co chciała,
Tępi o niego swój pocisk. —
Powiedz mi, Laertesie, co to znaczy? —
Gertrudo, daj mu pokój. — Mów młodzieńcze.
LAERTES
Ty sam mów raczej: gdzie mój ojciec?
KRÓL
Umarł.
KRÓLOWA
Ale nie z jego winy.
KRÓL
Daj mu pokój.
Niech się wypyta do sytości.
LAERTES
Jakim
Sposobem umarł? Nie dam się omamić.
Do czarta z uległością! Niechaj w piekło
Pójdą przysięgi! Sumienie, powinność
Niech w najczarniejszej przepadną otchłani!
Urągam potępieniu. Na to przyszło,
Że oba światy niczym są w mych oczach:
Wszystko mi obojętne, bylem tylko
Sowicie pomścił ojca.

KRÓL
Któż ci broni?
LAERTES
Nikt w świecie, jeno własna moja wola;
Możność zaś moją k'temu tak urządzę,
Że z małą garścią środków wiele wskóra.
KRÓL
Chcesz–li się czegoś pewnego dowiedzieć
O śmierci ojca twego, Laertesie?
Jest–że w twej zemście zapisana zguba
Zarówno jego przyjaciół i wrogów?
Tych, co zyskali, i tych, co stracili?
LAERTES
Niczyja, tylko jego nieprzyjaciół.
KRÓL
Chcesz–że ich poznać?
LAERTES
Przyjaciołom jego
Szeroko moje otworzę ramiona
I, jak pelikan dzielący się życiem,
Obdzielę ich krwią moją.

KRÓL
Teraz mówisz
Jak nieodrodny syn i prawy szlachcic.
Żem ja nie winien śmierci twego ojca,
Owszem, najmocniej nią jestem dotknięty,
To się okaże wnet rozwadze twojej
Tak jasne jak dzień oczom.
DUŃCZYCY
za sceną
Puśćcie ją!
LAERTES
Co to jest? Skąd ten hałas?
Ofelia wchodzi, fantastycznie ubrana w kłosy i kwiaty.

O wściekłości!
Spal mi mózg! Soli łez, straw mi zmysł wzroku!
Na Boga! Za to twoje obłąkanie
Ciężką zapłatę ściągnę z jego sprawców,
Tak, że aż szala od jej wagi całkiem
Na dół opadnie. O majowa różo!
Kochane dziewczę, luba siostro, wdzięczna
Moja Ofelio! Boże! czy podobna,
Aby dziewczęcy umysł był tak wątły
Jak życie starca? Miłość uszlachetnia
Naturę ludzką, gdy zaś ta szlachetna,
Wtedy zamyka najlepszą swą cząstkę
W grobie tych, których kochała.
OFELIA
śpiewa
Pochłonęła go zimna mogiła,
Pieszczoty moje, nie ma was już!
I na grób jego ściekło łez siła.
Bądź zdrów, mój gołąbku!
LAERTES
Gdybyś przy zdrowych zmysłach chciała kogo
Zagrzać do zemsty, wymowniej byś tego
Dopiąć nie mogła.

OFELIA
Trzeba wam mówić pacierz po nim, skoro mówicie, że już po nim. Nieprawdaż, jak się to ładnie składa? Fałszywy to sługa, który uwiódł córkę swego pana.
LAERTES
Ten nonsens więcej wart niż sensowność.
OFELIA
do Laertesa
Oto rozmaryn na pamiątkę; proszę cię, luby, pamiętaj; a to bratki, żebyś o mnie myślał.
LAERTES
Przezorny obłędzie! Niezapomnienie łączysz do pamięci.
OFELIA
do Króla
Oto koper dla was i orliki.
do Królowej
Oto ruta; część jej wam daję, a część sobie zachowam; w niedzielę możemy ją nazywać zielem łaski, ale ty swoją rutkę musisz nosić trochę inaczej niż ja. Oto stokrotki. Rada bym wam dać i fiołków, ale mi wszystkie ze śmiercią ojca powiędły. Mówią, że szczęśliwie skończył.
śpiewa
Bo luby mój Jasio to skarb mój jedyny.
LAERTES
Tęsknotę, smutek, boleść, piekło samo
Zamienia ona w wdzięk i lubość.

OFELIA
śpiewa
Czyliż on już nie powróci?
Czyliż on już nie powróci?
Nie, nie, on śpi w grobie:
Zaśnij i ty sobie.
Już on nigdy nie powróci.
Śnieżną była jego broda,
Włos na głowie cały mleczny;
Już po nim, już po nim
Na próżno łzy ronim.
Boże, daj mu pokój wieczny!
i wszystkim dobrym chrześcijanom! Będę się za was modliła. Bóg z wami!

wychodzi
LAERTES
Boże! Ty patrzysz na to?
KRÓL
Laertesie,
Muszę podzielić z tobą to cierpienie,
Chyba mi prawa do tego zaprzeczysz,
Ustąp tymczasem. Wybierz, kogo zechcesz,
Spośród przyjaciół swych najzaufańszych,
Niech ten rozsądzi nas, jeśli mię uzna
Winnym w tej sprawie bądź wprost, bądź pośrednio,
Natychmiast oddam ci na satysfakcję
Tron, państwo, życie, wszystko, co posiadam;
W przeciwnym razie ty twoją zranioną
Duszę cierpliwie porucz naszej pieczy,
A wtedy razem pomyślimy nad tym,
Jakby ją spełna zaspokoić.

LAERTES
Zgoda,
Ta jego nagła śmierć, ten cichy pogrzeb,
Bez żadnych oznak, szpady ani herbów,
Bez ceremonii, bez pompy pogrzebu.
Wszystko to woła na mnie wniebogłosy
O ścisłe śledztwo.

KRÓL
Sprostasz temu snadnie;
Gdzie zaś jest wina, tam niech kara spadnie.
Chodź ze mną.

Wychodzą.

9/11/2014

Ophelia - Natalie Merchant


"Ophelia" - album, film i piosenka Natalie Merchant z 1998 r.

FILM


"Ophelia" is the title of a 1998 album, film, and song by Natalie Merchant.


FILM


OPHELIA


Ophelia was a bride of god 
a novice Carmelite 
in sister cells the cloister bells 
tolled on her wedding night

Ophelia was a rebel girl 
a blue stocking suffragette 
who remedied society 
between her cigarettes

Ophelia was a sweetheart 
to the nation over night 
curvaceous thighs 
vivacious eyes 
love was at first sight...

Ophelia was a demigoddess 
in pre war Babylon 
so statuesque a silhouette 
in black satin evening gowns

Ophelia was the mistress to a 
Vegas gambling man 
Signora Ophelia Maraschina 
Mafia courtesan

Ophelia was a circus queen 
the female cannonball 
projected through five flaming hoops 
to wild and shocked applause...

Ophelia was a cyclone, tempest 
a god damned hurricane 
your common sense 
your best defense 
lay wasted and in vain

Ophelia'd know your every woe 
and pain you'd ever had 
she'd sympathize 
and dry your eyes 
and help you to forget...

Ophelia's mind went wandering 
you'd wonder where she'd gone 
through secret doors 
down corridors 
she'd wander them alone 
all alone


http://www.nataliemerchant.com/p/ophelia

9/06/2014

Renata Putzlacher - OFELIA

OFELIA



Gdzieś może się wałęsa
moja miłość boso
więc klepię pacierz
jak dziad stary tępą kosę
I słyszę od łąk błotnych
lecące wołanie
więc w zimnych dłoniach mnę
łańcucha różaniec

I w popiół po ognisku
wtykam zbędne szczapy
a zziębły miesiąc
grzeje przy nim srebrne łapy
Pies wyje do księżyca
o drogę go pyta
a ja na trawie leżę
złakniona niesyta

Gdzieś nie zerwany owoc
pulsuje na drzewie
a stada żab się duszą
w wieczornym zaśpiewie

Więc nad głęboką wodę
uciekam ze stadła
i rozkładam nocy
białe prześcieradła
Bóg śpi snem chłopa
nie zna czarów mych z bielizną
i tego że już księżyc
dachy stodół liznął

Aż wreszcie jedna wrota
gościnne rozwarła
tu spocznie w aurze siennej
Ofelia umarła
Na pachnących trawach
zwiędłych retrospekcjach
podciętych ostrą kosą
Na przegranych lekcjach

Gdzieś tam się pod reglami
ma młodość przemyka
nie o mnie tamten zaśpiew
dzieciństwa muzyka

Bo miłość była górą
ja zawsze doliną
i wzbierał we mnie ferment
jak zepsute wino
Więc kładę się na mieczach
nastroszonej trawy
ty mnie nie kochaj miły
Ty mnie miły zabij

Bo zaśpiew sennej trawy
koi mnie zaprasza
Ty sam odejdziesz nocą
z miłości poddasza