Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Laertes. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Laertes. Pokaż wszystkie posty

10/22/2014

Hamlet Akt IV Scena 5 [PASZKOWSKI]

Elzynor. Pokój w zamku.
Wchodzą Królowa i Horacy.


KRÓLOWA
Nie chcę jej widzieć.
HORACY
Natarczywie prosi
O możność wnijścia; stan jej budzi litość.
KRÓLOWA
Cóż jej jest?
HORACY
Ciągle wspomina o ojcu;
Słyszała, mówi, że świat krzywo idzie;
Wzdycha i chwyta się za serce; lada
Fraszka ją drażni; słowa jej bez związku
Nie określają niczego, jednakże
Zastanawiają; podnosi je słuchacz
I zszywa podług kroju własnych myśli;
Każdy zaś wyraz jej, obok wyrazu
Jej twarzy, ruchów i postawy, takie
Czyni wrażenie, że można by myśleć,
Iż jest w nim jakaś myśl, tylko zawiła
I bardzo smutna.

KRÓLOWA
Muszę z nią pomówić;
Mogłaby bowiem złym ludziom dać powód
Do niebezpiecznych przypuszczeń. Niech wnijdzie.
Horacy wychodzi.

Chora ma dusza każdą rzecz powszednią
Złowrogich następstw sądzi przepowiednią,
Jak głupio w trwodze występek przesadza,
Że drżąc przed zdradą sam się prawie zdradza.

Horacy wprowadza Ofelię.
OFELIA
Gdzie jest ozdoba majestatu Danii?
KRÓLOWA
Czego chcesz, luba Ofelio?
OFELIA
śpiewa
Po czym ja cię poznam teraz,
O kochanku mój?
Płaszcz pielgrzymi, kij, sandały,
Twój–że to jest strój?

KRÓLOWA
Niestety, kochane dziewczę, co znaczy ten śpiew?
OFELIA
Czy tak? nie, pani; posłuchaj tylko:
śpiewa
On zmarł, znikł z naszego grona;
Zmarł, opuścił nas;
U nóg jego darń zielona,
W głowach zimny głaz.
Och! Och!

KRÓLOWA
Ależ, Ofelio.
OFELIA
Proszę cię, pani, słuchaj,
śpiewa
Całun jego, jak śnieg biały.
Król wchodzi.

KRÓLOWA
Ach, patrz, mój mężu.
OFELIA
śpiewa
Na całunie kwiat;
Choć go łzy nie opłakały,
Na mogiłę padł.

KRÓL
Jak się masz, śliczna panienko?
OFELIA
Dobrze; Bóg wam zapłać. Mówią, że sowa była córką piekarza. Ach, panie! Wiemy, czym jesteśmy, ale nie wiemy, co się z nami stanie. Niech wam Bóg pomaga przy wieczerzy!
KRÓL
Marzy jej się o ojcu.
OFELIA
Nie mówmy już o tym, proszę; ale jak się was pytać będą, co to znaczy, to powiedzcie:
Dzień dobry, dziś święty Walenty.
Dopiero co świtać poczyna;
Młodzieniec snem leży ujęty,
A hoża doń puka dziewczyna.
Podskoczył kochanek, wdział szaty,
Drzwi rozwarł przed swoją jedyną
I weszła dziewczyna do chaty.
Lecz z chaty nie wyszła dziewczyną.

KRÓL
Nadobna Ofelio!
OFELIA
Dajmy pokój przysięgom; zaraz skończę:
Bezbożność to wielka; Bóg widzi,
Jak wielka w mężczyznach bezbożność!
Cny młodzian się tego nie wstydzi,
Gdy tylko nastręczy się możność.
Wszak nim–eś cel życzeń otrzymał,
Przysiągłeś się ze mną ożenić!
To ona mu tak mówi, a on jej odpowiada:
I byłbym był słowa dotrzymał,
Lecz trzeba ci było się cenić.
KRÓL
Jak dawno ona w tym stanie?
OFELIA
Jeszcze się wszystko naprawi, mam nadzieję. Tylko cierpliwości! Ale nie mogę nie zapłakać, pomyślawszy, że go mają złożyć w zimną ziemię. Mój brat dowie się o tym, a zatem dziękuję państwu za dobrą radę. Niech powóz zajeżdża! Dobranoc, panie; dobranoc, śliczne panie, dobranoc, dobranoc.
wychodzi

KRÓL
Idź waćpan za nią, niech jej pilnie strzegą.
Horacy wychodzi.

Jest to trucizna głębokiej boleści,
Której śmierć ojca źródłem. O Gertrudo!
Gertrudo! ziszcza się na nas ta prawda,
Że kiedy kogo nawiedzają smutki,
To nigdy luzem, a zawżdy gromadnie.
Naprzód zabójstwo jej ojca, następnie
Wyjazd twojego syna, nieszczęsnego
Sprawcy własnego swojego wygnania;
Głuche szemranie ludu, uprzedzone
I złem brzemienne żywiącego myśli
Z powodu śmierci cnego Poloniusza,
Którego skore pochowanie było
Niedorzecznością z naszej strony; teraz
To biedne dziewczę, wyzute z szlachetnej
Władzy rozumu, bez której jesteśmy
Lalkami tylko albo zwierzętami;
Nareszcie, i to jedno tyle waży
Co tamto wszystko, brat jej potajemnie
Powraca z Francji, karmi się zdumieniem,
Kryje się w chmurach i nadstawia ucho
Donosicielom, którzy jadowite
O śmierci ojca wdmuchują mu wieści —
Wieści z uszczerbkiem naszym, przeciw którym
Zastanowienie, ubogie w dowody,
Nic nie podoła. O Gertrudo, zbieg ten
Wypadków, na kształt kilkuramiennego
Narzędzia śmierci, z wielu stron od razu
Zabójczą ranę mi zadaje.

Zgiełk zewnątrz.
KRÓLOWA
Przebóg!
Cóż to za hałas?
Wchodzi jeden z Dworzan.
KRÓL
Hola! Szwajcarowie!
Gdzie oni? Niechaj drzwi pilnie obsadzą.
Skąd ten zgiełk?

DWORZANIN
Chroń się, miłościwy królu,
Ocean, z łoża swojego wybiegły,
Nie chłonie z większą gwałtownością nizin,
Jako Laertes na czele powstańców
Straż twą powala. Lud go głosi panem;
I jakby świat był dopiero w zawiązku,
Przeszłość zatarta, zapomniany zwyczaj,
Te słów hamulce i wszelkiej swawoli,
Słychać wołanie: „Wybierajmy króla!
Laertes królem!” Czapki, dłonie, usta
Ze wszech stron wtórzą temu okrzykowi:
„Laertes królem! Wiwat król Laertes!”
KRÓLOWA
Jak ujadają za fałszywym wiatrem!
O, pod trop gonisz, podła duńska psiarnio!
KRÓL
Drzwi wyłamano.
Laertes wchodzi uzbrojony, za nim Duńczycy.
LAERTES
Gdzie ten król? — Stańcie ówdzie, przyjaciele.
DUŃCZYCY
Pozwól nam także wejść.
LAERTES
Nie wchodźcie, proszę.
DUŃCZYCY
Będziem posłuszni.
cofają się za drzwi
LAERTES
Dziękuję wam; stójcie
Przy drzwiach na straży. — Nienawistny królu.
Oddaj mi ojca!
KRÓLOWA
Z wolna, Laertesie,
Zbierz trochę zimnej krwi.
LAERTES
Kropla krwi zimnej
Byłaby we mnie świadectwem bękarctwa,
Urągowiskiem przeciw memu ojcu,
Zakałem, który by piętno bezwstydu
Wyrył na czystym czole matki mojej.

KRÓL
Jakiż cię powód skłania, Laertesie,
Tak buntowniczo przeciw nam powstawać?
Odstąp, Gertrudo, nie lękaj się o nas;
Taka jest bowiem boskość majestatu,
Że zdrada, choćby nie wiedzieć co chciała,
Tępi o niego swój pocisk. —
Powiedz mi, Laertesie, co to znaczy? —
Gertrudo, daj mu pokój. — Mów młodzieńcze.
LAERTES
Ty sam mów raczej: gdzie mój ojciec?
KRÓL
Umarł.
KRÓLOWA
Ale nie z jego winy.
KRÓL
Daj mu pokój.
Niech się wypyta do sytości.
LAERTES
Jakim
Sposobem umarł? Nie dam się omamić.
Do czarta z uległością! Niechaj w piekło
Pójdą przysięgi! Sumienie, powinność
Niech w najczarniejszej przepadną otchłani!
Urągam potępieniu. Na to przyszło,
Że oba światy niczym są w mych oczach:
Wszystko mi obojętne, bylem tylko
Sowicie pomścił ojca.

KRÓL
Któż ci broni?
LAERTES
Nikt w świecie, jeno własna moja wola;
Możność zaś moją k'temu tak urządzę,
Że z małą garścią środków wiele wskóra.
KRÓL
Chcesz–li się czegoś pewnego dowiedzieć
O śmierci ojca twego, Laertesie?
Jest–że w twej zemście zapisana zguba
Zarówno jego przyjaciół i wrogów?
Tych, co zyskali, i tych, co stracili?
LAERTES
Niczyja, tylko jego nieprzyjaciół.
KRÓL
Chcesz–że ich poznać?
LAERTES
Przyjaciołom jego
Szeroko moje otworzę ramiona
I, jak pelikan dzielący się życiem,
Obdzielę ich krwią moją.

KRÓL
Teraz mówisz
Jak nieodrodny syn i prawy szlachcic.
Żem ja nie winien śmierci twego ojca,
Owszem, najmocniej nią jestem dotknięty,
To się okaże wnet rozwadze twojej
Tak jasne jak dzień oczom.
DUŃCZYCY
za sceną
Puśćcie ją!
LAERTES
Co to jest? Skąd ten hałas?
Ofelia wchodzi, fantastycznie ubrana w kłosy i kwiaty.

O wściekłości!
Spal mi mózg! Soli łez, straw mi zmysł wzroku!
Na Boga! Za to twoje obłąkanie
Ciężką zapłatę ściągnę z jego sprawców,
Tak, że aż szala od jej wagi całkiem
Na dół opadnie. O majowa różo!
Kochane dziewczę, luba siostro, wdzięczna
Moja Ofelio! Boże! czy podobna,
Aby dziewczęcy umysł był tak wątły
Jak życie starca? Miłość uszlachetnia
Naturę ludzką, gdy zaś ta szlachetna,
Wtedy zamyka najlepszą swą cząstkę
W grobie tych, których kochała.
OFELIA
śpiewa
Pochłonęła go zimna mogiła,
Pieszczoty moje, nie ma was już!
I na grób jego ściekło łez siła.
Bądź zdrów, mój gołąbku!
LAERTES
Gdybyś przy zdrowych zmysłach chciała kogo
Zagrzać do zemsty, wymowniej byś tego
Dopiąć nie mogła.

OFELIA
Trzeba wam mówić pacierz po nim, skoro mówicie, że już po nim. Nieprawdaż, jak się to ładnie składa? Fałszywy to sługa, który uwiódł córkę swego pana.
LAERTES
Ten nonsens więcej wart niż sensowność.
OFELIA
do Laertesa
Oto rozmaryn na pamiątkę; proszę cię, luby, pamiętaj; a to bratki, żebyś o mnie myślał.
LAERTES
Przezorny obłędzie! Niezapomnienie łączysz do pamięci.
OFELIA
do Króla
Oto koper dla was i orliki.
do Królowej
Oto ruta; część jej wam daję, a część sobie zachowam; w niedzielę możemy ją nazywać zielem łaski, ale ty swoją rutkę musisz nosić trochę inaczej niż ja. Oto stokrotki. Rada bym wam dać i fiołków, ale mi wszystkie ze śmiercią ojca powiędły. Mówią, że szczęśliwie skończył.
śpiewa
Bo luby mój Jasio to skarb mój jedyny.
LAERTES
Tęsknotę, smutek, boleść, piekło samo
Zamienia ona w wdzięk i lubość.

OFELIA
śpiewa
Czyliż on już nie powróci?
Czyliż on już nie powróci?
Nie, nie, on śpi w grobie:
Zaśnij i ty sobie.
Już on nigdy nie powróci.
Śnieżną była jego broda,
Włos na głowie cały mleczny;
Już po nim, już po nim
Na próżno łzy ronim.
Boże, daj mu pokój wieczny!
i wszystkim dobrym chrześcijanom! Będę się za was modliła. Bóg z wami!

wychodzi
LAERTES
Boże! Ty patrzysz na to?
KRÓL
Laertesie,
Muszę podzielić z tobą to cierpienie,
Chyba mi prawa do tego zaprzeczysz,
Ustąp tymczasem. Wybierz, kogo zechcesz,
Spośród przyjaciół swych najzaufańszych,
Niech ten rozsądzi nas, jeśli mię uzna
Winnym w tej sprawie bądź wprost, bądź pośrednio,
Natychmiast oddam ci na satysfakcję
Tron, państwo, życie, wszystko, co posiadam;
W przeciwnym razie ty twoją zranioną
Duszę cierpliwie porucz naszej pieczy,
A wtedy razem pomyślimy nad tym,
Jakby ją spełna zaspokoić.

LAERTES
Zgoda,
Ta jego nagła śmierć, ten cichy pogrzeb,
Bez żadnych oznak, szpady ani herbów,
Bez ceremonii, bez pompy pogrzebu.
Wszystko to woła na mnie wniebogłosy
O ścisłe śledztwo.

KRÓL
Sprostasz temu snadnie;
Gdzie zaś jest wina, tam niech kara spadnie.
Chodź ze mną.

Wychodzą.

7/26/2014

HAMLET Akt I Scena 3 [Barańczak]

Komnaty Poloniusza na zamku w Elsynorze.

Wchodzą Laertes i jego siostra Ofelia.

LAERTES
Bagaże już na pokładzie. Bądź zdrowa,

Siostro, i proszę: gdy wiatr będzie sprzyjał
I jakiś statek popłynie do Francji,
Nie prześpij takiej okazji i napisz.

OFELIA
Jak możesz wątpić?

LAERTES
A co do Hamleta,
Traktuj te jego kapryśne zaloty
Jako rzecz mody lub temperamentu.
To coś takiego jak fiołek na wiosnę:
Śmiały, lecz prędko więdnie; pachnie słodko,
Ale tej woni starcza na minutę,
I tyle.

OFELIA
Tylko tyle?

LAERTES
Tylko tyle.

Tak już w naturze jest, że gdy się rośnie,
Wzrasta nie tylko moc i masa mięśni,
Ale rozwija się też w gmachu ciała
Wewnętrzna służba umysłu i duszy.
Hamlet w tej chwili może cię i kocha
I jego czystych intencji nie kala
Niegodny podstęp; lecz musisz się strzec.
Wielki pan nie jest panem swojej woli - 
Jest niewolnikiem swego urodzenia.
Jemu nie wolno, tak jak zwykłym ludziom,
Dbać przede wszystkim o siebie - od tego,
Jak on postąpi, zależy dobrobyt
I bezpieczeństwo całego królestwa.
Jego decyzje są ograniczone
Głosem i zgodą pospólnego ciała,
Któremu on jest głową. Jeśli zatem
Wyzna ci miłość, uwierz mu jedynie
W tej mierze, w jakiej - przy swojej pozycji - 
Poprze wyznanie czynem: a w tej kwestii
Ostatnie słowo ma nie on, lecz Dania.
I zważ, na jaki uszczerbek narazisz
Swoją cześć, jeśli nazbyt łatwowiernie
Przychylisz ucha do jego piosenek,
Jeśli mu oddasz serce, a skarb cnoty
Wydasz na pastwę natarczywej żądzy.
Strzeż się, Ofelio, pilnuj się siostrzyczko:
Gdy twoje serce wyrywa się tam,
Gdzie wre bój zmysłów - ty zostawaj z tyłu.
Dziewczyna traci cnotę nawet wtedy,
Gdy tylko księżyc ogląda jej wdzięki.
Wcielona czystość też nie ujdzie oszczerstw.
Młodziutkie pąki niszczy nieraz robak,
Zanim się jeszcze zdążyły rozwinąć,
A zaraźliwe wyziewy najbardziej
Szkodą nam w świeże i rośne poranki.
Lęk niech ci będzie tarczą. Serce młode
Zbyt często działa na swą własną szkodę.

OFELIA
Dobrze, braciszku, przyrzekam, że wezmę
Sobie do serca tę lekcję czujności.
Lecz ty sam nie bądź jak ci kaznodzieje,
Co pchają nas na stromą i ciernistą 
Ścieżkę do nieba, a sami tymczasem
Na libertyński, rozpasany sposób
Zwiedzają szlaki miłosnych podbojów
I z własnych kazań nic sobie nie robią.

Wchodzi Poloniusz.

LAERTES
O mnie się nie bój. Ale czas mi w drogę. -
Ojciec! To dobrze, że znów się żegnamy:
Błogosławieństwo lepsze, gdy podwójne.

POLONIUSZ
Ty jeszcze tutaj? Na pokład, na pokład!

Wiatr już dłoń kładzie na ramieniu żagla,
Statek na ciebie tylko czeka. W drogę!
Z błogosławieństwem weź te parę przestróg
I zapisz je w pamięci. Niestosownej
Myśli nie zmieniaj w słowo ani w czyn.
Z ludźmi bądź prosty, ale nie prostacki.
Przyjaciół, zwłaszcza tych wypróbowanych,
Przykuj do serca stalową obręczą,
Lecz nie podawaj ręki pierwszym lepszym
Nieopierzonym chłystkom. Strzeż się zwady,
Ale gdy do niej dojdzie, niech przeciwnik
Ciebie się strzeże. Wysłuchuj każdego,
Mów do niewielu. Wobec innych bądź
Krytyczny, lecz ich głośno nie krytykuj.
Żyj na poziomie, na jaki cię stać,
Ale nie szalej; ubieraj się dobrze,
Lecz bez przesady, bowiem strój to człowiek,
A już szczególnie we Francji, im wyżej
Kto stoi, tym jest bardziej na to czuły.
Pożyczek nie bierz ani nie udzielaj,
Bo dług to zawsze strata - czy pieniędzy,
Czy przyjaciela; zresztą pożyczanie
Z gospodarnością nie bardzo się godzi.
A najważniejsze, byś zawsze był wierny
Samemu sobie i - co za tym idzie
Jak noc za dniem - byś innym też nie kłamał. 
Bądź zdrów. I niechaj to błogosławieństwo
Utwierdzi w tobie wszystkie owe prawdy.

LAERTES
Żegnam się z tobą najpokorniej, ojcze.

POLONIUSZ
Czas już na ciebie. Idź, słudzy czekają.


LAERTES
Bywaj mi zdrowa, Ofelio; pamiętaj,

Co powiedziałem.

OFELIA
Trzymam to w szkatułce
Pamięci, której klucz bierzesz ze sobą.

LAERTES
Żegnajcie!


Wychodzi.

POLONIUSZ
Cóż on ci mówił, Ofelio?

OFELIA
Ach, mówił coś tam o księciu Hamlecie.

POLONIUSZ
I w samą porę. Mnie też mówiono,
Że od niedawna Hamlet spędza wiele
Czasu przy tobie, a i ty bynajmniej
Swojej uwagi księciu nie odmawiasz.
Jeśli to prawda, co mi powiedziano
(A powiedziano w trybie ostrzeżenia),
To muszę stwierdzić, że za mało dbasz 
O dobre imię godne mojej córki.
Powiedz mi prawdę: Co jest między wami?

OFELIA
Ostatnio Hamlet składał mi dość często
W ofierze swoje uczucia.

POLONIUSZ
Uczucia?

Eee! Pleciesz głupstwa jak naiwna gąska,
Bez doświadczenia w takich sytuacjach.
Widzę, że wierzysz w te "ofiary uczuć"?

OFELIA
Och, ojcze, sama nie wiem, co mam myśleć.

POLONIUSZ
Ja cię nauczę, co masz myśleć. Myśl,
Że jesteś dzieckiem, za dobrą monetę
Biorącym owe fałszywe "ofiary".
Ofiarą sama możesz paść, jeżeli
Nie zaczniesz bardziej się cenić; i możesz
(Jeżeli warto ciągnąć tę grę słów)
W ofierze przynieść mi taki podarek,
Że w oczach świata ojciec twój się stanie
Ofiarą losu.

OFELIA
On o swych uczuciach
Mówił jak człowiek do głębi uczciwy.


POLONIUSZ
Ta głębia płytsza jest, niż ci się zdaje.

OFELIA
A słowa swoje popierał przysięgą
Na wszystkie niemal świętości.

POLONIUSZ
Tak, sidła

Na głupie ptaszki! O przysięgi łatwo,
Gdy językowi dodaje energii
Krew wrząca w żyłach. To są fajerwerki:
Więcej w nich blasku niż żaru i gasną,

Ledwie wybuchły - bo są ogniem sztucznym,
A nie prawdziwym. Od tej chwili, córko,
Bądź oszczędniejsza w gospodarowaniu
Swoją panieńską obecnością; naznacz
Za towarzystwo swoje wyższą cenę
Niż samo tylko wezwanie, byś przyszła.
Co do Hamleta, wierz mu tylko tyle,
Ile się wierzy młodemu mężczyźnie, 
Który na znacznie dłuższej chodzi smyczy
Niż ty, Ofelio. Krótko mówiąc, nie wierz
Jego przysięgom: to są pośrednicy
Przebrani w stroje o mylącej barwie,
Orędownicy złej sprawy, rajfurzy
Z miną świętoszków, przybieraną po to,
By łatwiej nas omamić. Raz na zawsze:
Nie życzę sobie - powiem bez ogródek -
Abyś spędzała czas jak nie należy,
To jest na flirtach lub rozmowach z księciem.
Słyszałaś? Możesz iść do swoich zajęć.

OFELIA
Słucham cię, ojcze. 

Wychodzą.  

7/21/2014

HAMLET POŁOWY WIEKU (Jan Kott) - fragmenty


Esej Jana Kotta pt. "Hamlet połowy wieku" pochodzi ze zbioru Szekspir współczesny.]  [Esej Jana Kotta pt. "Hamlet połowy wieku" pochodzi ze zbioru Szekspir współczesny.


[...]
Do tej wielkiej gry wciągnięta zostaje i Ofelia. Podsłuchują jej rozmowy, wypytują, przejmują listy. Sama je zresztą oddaje. Jest jednocześnie cząstką Mechanizmu i jego ofiarą. Bo polityka ciąży tutaj nad każdym uczuciem i nie ma od niej ucieczki. Wszystkie postacie dramatu są nią zaczadzone. Mówią tylko o polityce. Aż do obłędu.

Hamlet kocha Ofelię. Ale wie, że jest śledzony, i ma ważniejsze sprawy na głowie. Ta miłość powoli wycieka z niego. Nie ma na nią miejsca w tym świecie. Dramatyczny okrzyk Hamleta: "Ofelio, idź do klasztoru!" - skierowany jest nie tylko do Ofelii, skierowany jest również do tych, którzy podsłuchują kochanków. Dla nich oznaczać ma potwierdzenie przybranego szaleństwa. Ale dla Hamleta i Ofelii oznacza, że w świecie, gdzie panuje zbrodnia, nie ma miejsca na miłość.

[...]
Hamlet pojęty jako scenariusz jest historią trzech młodych chłopców i jednej dziewczyny. Chłopcy są rówieśnikami, nazywają się: Hamlet, Laertes, Fortynbras. Dziewczyna jest od nich młodsza, ma na imię Ofelia. Wszyscy czworo wplątani są w krwawy dramat polityczny i rodzinny. Troje z nich w nim zginie, czwarty dość przypadkowo zostanie królem Danii.

[...] 
Ofelia może być uczesana jak Dama z łasiczką Leonarda albo nosić rozpuszczone włosy, albo upięty warkocz, albo koński ogon. Ona także wie, że życie jest z góry przegrane. I swojej partii z życiem nie chce grać zbyt wysoko. Wypadki zmuszają ją, żeby zagrała ponad własną miarę. Jej chłopiec wmieszał się w wielką politykę. Spała z nim. Ale jest córką ministra i córką posłuszną. Zgadza się, żeby ojciec podsłuchał jej rozmowę z Hamletem. Może go chce uratować. Wpada w zasadzkę. Wydarzenia zapędziły ją w ślepą uliczkę, skąd nie ma wyjścia. Scenariusz historii zwykłej dziewczynie, która kochała swojego chłopca, wyznaczył tym razem rolę tragiczną.  

6/21/2014

Hamlet Akt I Scena 3 [PASZKOWSKI]

Pokój w domu Poloniusza.
Laertes i Ofelia.


LAERTES
Już rzeczy moje zniesione na pokład;
Bądź zdrowa, siostro; a gdy wiatr przyjaźnie
Zadmie od brzegu i który z okrętów
Zdejmie kotwicę, nie zasypiaj wtedy,
Lecz donoś mi o sobie.

OFELIA
Wątpisz o tym?

LAERTES
Co się zaś tyczy Hamleta i pustych
Jego zalotów, uważaj je jako
Mamiący pozór, kaprys krwi gorącej;
Jako fiołek młodocianej wiosny,
Wczesny, lecz wątły, luby, lecz nietrwały,
Woń, kilka tylko chwil upajającą,
Nic więcej.

OFELIA
Więcej nic?

LAERTES
Nie myśl inaczej
Natura ludzka, kiedy się rozwija,
Nie tylko rośnie co do form zewnętrznych;
Jak w budującej się świątyni — służba
Duszy i ducha zwiększa się w niej także.
Być może, iż on ciebie teraz kocha,
Że czystość jego chęci jest bez plamy;
Ale zważywszy jego stopień, pomnij,
Że jego wola nie jest jego własną.
On sam jest rodu swego niewolnikiem;
Nie może, jako podrzędni, wybierać
Dla siebie tylko, od jego wyboru
Zależy bowiem bezpieczeństwo, dobro
Całego państwa; przeto też i jego
Wybór koniecznie musi być zależny
Od życzeń i od przyzwolenia tego
Wielkiego ciała, którego jest głową.
Jeżeli zatem mówi, że cię kocha,
Rozwadze twojej przystoi mu wierzyć
O tyle tylko, o ile on zgodnie
Ze stanowiskiem przez się zajmowanym
Będzie mógł słowa swojego dotrzymać,
To jest, o ile powszechny głos Danii
Przystanie na to. 
Uważ, jaka hańba
Grozi twej sławie, jeśli łatwowiernie
Poszeptom jego podasz ucho, serce
Sobie uwięzisz i skarb niewinności
Otworzysz jego zapędom bez wodzy.
Strzeż się, Ofelio, strzeż się, luba siostro;
I stój w odwodzie twej skłonności, z dala
Od niebezpieczeństw i napaści pokus.
Wstydliwe dziewczę za wiele już waży,
Gdy przed księżycem wdzięki swe odsłania;
Na samą cnotę pada rdza obmowy;
Robak zbyt często toczy dzieci wiosny,
Nim jeszcze pączki zdążyły otworzyć;
I kiedy rosa wilży młodość hożą,
Wpływy złośliwych miazm najbardziej grożą.
Strzeż się więc; tarczą najlepszą w tej próbie
Niedowierzanie, nawet samej sobie.

OFELIA
Treść tej nauki postawię na straży
Mojego serca. Nie idź jednak, bracie,
Za śladem owych fałszywych doradców,
Którzy nam stromą i ciernistą ścieżkę
Cnoty wskazują, a sami tymczasem
Kroczą kwiecistym szlakiem błędów, własnych
Rad niepamiętni.

LAERTES
Bądź o mnie spokojna
I bądź mi zdrowa. Lecz oto nasz ojciec.

Polonius wchodzi.

Podwójne błogosławieństwo, podwójne
Szczęście przynosi: szczęśliwe spotkanie,
Które mi zdarza sposobność ku temu.

POLONIUSZ
Laertes jeszcze tu? Dalej na okręt!
Wiatr wzdyma żagle, czekają na ciebie,
Raz jeszcze daję ci błogosławieństwo
Na drogę.

kładzie rękę na głowę synowi

Weź je i wraź sobie w pamięć
Tych kilka przestróg: Nie bądź skorym myśli
Wprowadzać w słowa, a zamiarów w czyny.
Bądź popularnym, ale nigdy gminnym.
Przyjaciół, których doświadczysz, a których
Wybór okaże się być ciebie godnym,
Przykuj do siebie żelaznymi klamry,
Ale nie plugaw sobie rąk uściskiem
Dłoni pierwszego lepszego socjusza.
Strzeż się zatargów, jeśli zaś w nie zajdziesz,
Tak się w nich znajduj, aby twój przeciwnik
Nadal się ciebie strzec musiał. Miej zawżdy
Ucho otworem, ale rzadko kiedy
Otwieraj usta. Chwytaj zdania drugich,
Ale sąd własny zatrzymuj przy sobie.
Noś się kosztownie, o ile ci na to
Mieszek pozwoli, ale bez przesady;
Wytwornie, ale nie wybrednie; często
Bowiem ubranie zdradza grunt człowieka
I pod tym względem Francuzi szczególniej
Są pełni taktu. Nie pożyczaj drugim
Ani od drugich; bo pożyczkę daną
Tracim najczęściej razem z przyjacielem,
A braną psujem rząd potrzebny w domu.
Słowem, rzetelnym bądź sam względem siebie,
A jako po dniu noc z porządku idzie,
Tak za tym pójdzie, że i względem drugich
Będziesz rzetelnym. Bądź zdrów, niech cię moje
Błogosławieństwo utwierdzi w tej mierze.

LAERTES
Z pokorą żegnam cię, ojcze i panie.

POLONIUSZ
Idź już; czas nagli, wszystko w pogotowiu.

LAERTES
Bądź zdrowa, siostro, i pamiętaj na to,
Com ci powiedział.

OFELIA
Zamknęłam to w sercu,
A ty masz klucz do niego.

LAERTES
Bądź mi zdrowa.
wychodzi

POLONIUSZ
Cóż to on tobie powiedział, Ofelio?

OFELIA
Coś, co tyczyło się księcia Hamleta.

POLONIUSZ
W porę mi o tym wspominasz. Słyszałem,
Że on cię często nawiedzał w tych czasach
I że znajdował z twojej strony przystęp
Łatwy i chętny. Jeżeli tak było
(A udzielono mi o tym wiadomość
Jako przestrogę), muszę ci powiedzieć,
Że się nie cenisz tak, jakby przystało
Dbałej o sławę córce Poloniusza.
Jakież wy macie stosunki? Mów prawdę.

OFELIA
Oświadczył mi się, ojcze, z swą skłonnością.

POLONIUSZ
Z skłonnością? Hm, hm! Mówisz jak dzierlatka
Niedoświadczona w rzeczach niebezpiecznych.
Wierzysz–li tym tak zwanym oświadczeniom?

OFELIA
Nie wiem, co myśleć mam, mój ojcze.

POLONIUSZ
Nie wiesz?
To ja ci powiem: Masz myśleć, żeś dziecko,
Gdy oświadczenia te bez poświadczenia
Rozsądku bierzesz za dobrą monetę.
Nie radzę ci się z nim świadczyć, inaczej
(Że tej igraszki słów jeszcze użyję)
Doświadczysz następstw niedobrych.

OFELIA
Wynurzał
Mi swoją miłość bardzo obyczajnie.

POLONIUSZ
Tak, tak, bo czynić to jest obyczajem.

OFELIA
I słowa swoje stwierdził najświętszymi,
Jakie być mogą, przysięgami.

POLONIUSZ
Plewy
Na młode wróble! Wiem ja, gdy krew kipi,
Jak wtedy dusza hojną jest w kładzeniu
Przysiąg na usta. Nie bierz tych wybuchów
Za ogień, więcej z nich światła niż ciepła,
A i to światło gaśnie w oka mgnieniu.
Bądź odtąd trochę skąpsza w przystępności
I więcej sobie waż rozmowę swoją
Niż wyzywanie drugich do rozmowy.
Co się zaś księcia Hamleta dotyczy,
Bacz na to, że on jeszcze młodzieniaszek
I że mu więcej jest wolno, niż tobie
Może być wolno kiedykolwiek. Słowem,
Nie ufaj jego przysięgom, bo one
Są jak kuglarze, czym innym, niż szaty
Ich pokazują: orędownicami
Bezbożnych chuci, biorącymi pozór
Świętości, aby tym łacniej usidlić
Naiwne serca. Krótko mówiąc, nie chcę,
Abyś od dziś dnia czas swój marnowała
Na zadawanie się z księciem Hamletem.
Pamiętaj, nie chcę tego. Możesz odejść.

OFELIA
Będę–ć posłuszną, panie.

Wychodzą.

6/13/2014

Hamlet Act IV Scene 5

Scene V. Elsinore. A room in the Castle.

[Enter Queen and Horatio.]

Queen.
I will not speak with her.
Gent.
She is importunate; indeed distract:
Her mood will needs be pitied.
Queen.
What would she have?
Gent.
She speaks much of her father; says she hears
There's tricks i' the world, and hems, and beats her heart; Spurns enviously at straws; speaks things in doubt,
That carry but half sense: her speech is nothing,
Yet the unshaped use of it doth move
The hearers to collection; they aim at it,
And botch the words up fit to their own thoughts;
Which, as her winks, and nods, and gestures yield them,
Indeed would make one think there might be thought,
Though nothing sure, yet much unhappily.
'Twere good she were spoken with; for she may strew
Dangerous conjectures in ill-breeding minds.
Queen.
Let her come in.

[Exit Horatio.]

To my sick soul, as sin's true nature is,
Each toy seems Prologue to some great amiss:
So full of artless jealousy is guilt,
It spills itself in fearing to be spilt.

[Re-enter Horatio with Ophelia.]

Oph.
Where is the beauteous majesty of Denmark?
Queen.
How now, Ophelia?
Oph. 
[Sings.]
How should I your true love know
From another one?
By his cockle bat and' staff
And his sandal shoon.
Queen.
Alas, sweet lady, what imports this song?
Oph.
Say you? nay, pray you, mark.
[Sings.]
He is dead and gone, lady,
He is dead and gone;
At his head a grass green turf,
At his heels a stone.
Queen.
Nay, but Ophelia--
Oph.
Pray you, mark.
[Sings.]
White his shroud as the mountain snow,

[Enter King.]

Queen.
Alas, look here, my lord!
Oph.
[Sings.]
Larded all with sweet flowers;
Which bewept to the grave did go
With true-love showers.
King.
How do you, pretty lady?
Oph.
Well, God dild you! They say the owl was a baker's daughter. Lord, we know what we are, but know not what we may be. God be at your table!
King.
Conceit upon her father.
Oph.
Pray you, let's have no words of this; but when they ask you what it means, say you this:
[Sings.]
Tomorrow is Saint Valentine's day
All in the morning bedtime,
And I a maid at your window,
To be your Valentine.
Then up he rose and donn'd his clothes,
And dupp'd the chamber door,
Let in the maid, that out a maid
Never departed more.
King.
Pretty Ophelia!
Oph.
Indeed, la, without an oath, I'll make an end on't:
[Sings.]
By Gis and by Saint Charity,
Alack, and fie for shame!
Young men will do't if they come to't;
By cock, they are to blame.
Quoth she, before you tumbled me,
You promis'd me to wed.
So would I ha' done, by yonder sun,
An thou hadst not come to my bed.
King.
How long hath she been thus?
Oph.
I hope all will be well. We must be patient: but I cannot choose but weep, to think they would lay him i' the cold ground. My brother shall know of it: and so I thank you for your good counsel.--Come, my coach!--Good night, ladies; good night, sweet ladies; good night, good
night.
[Exit.]

King.
Follow her close; give her good watch, I pray you.

[Exit Horatio.]

O, this is the poison of deep grief; it springs
All from her father's death. O Gertrude, Gertrude,
When sorrows come, they come not single spies,
But in battalions! First, her father slain:
Next, your son gone; and he most violent author
Of his own just remove: the people muddied,
Thick and and unwholesome in their thoughts and whispers
For good Polonius' death; and we have done but greenly
In hugger-mugger to inter him: poor Ophelia
Divided from herself and her fair judgment,
Without the which we are pictures or mere beasts:
Last, and as much containing as all these,
Her brother is in secret come from France;
Feeds on his wonder, keeps himself in clouds,
And wants not buzzers to infect his ear
With pestilent speeches of his father's death;
Wherein necessity, of matter beggar'd,
Will nothing stick our person to arraign
In ear and ear. O my dear Gertrude, this,
Like to a murdering piece, in many places
Give, me superfluous death.
[A noise within.]
Queen.
Alack, what noise is this?
King.
Where are my Switzers? let them guard the door.

[Enter a Gentleman.]

What is the matter?
Gent.
Save yourself, my lord:
The ocean, overpeering of his list,
Eats not the flats with more impetuous haste
Than young Laertes, in a riotous head,
O'erbears your offices. The rabble call him lord;
And, as the world were now but to begin,
Antiquity forgot, custom not known,
The ratifiers and props of every word,
They cry 'Choose we! Laertes shall be king!'
Caps, hands, and tongues applaud it to the clouds,
'Laertes shall be king! Laertes king!'
Queen.
How cheerfully on the false trail they cry!
O, this is counter, you false Danish dogs!
[A noise within.]
King.
The doors are broke.

[Enter Laertes, armed; Danes following.]
Laer.
Where is this king?--Sirs, stand you all without.
Danes.
No, let's come in.
Laer.
I pray you, give me leave.
Danes.
We will, we will.
[They retire without the door.]
Laer.
I thank you:--keep the door.--O thou vile king,
Give me my father!
Queen.
Calmly, good Laertes.
Laer.
That drop of blood that's calm proclaims me bastard;
Cries cuckold to my father; brands the harlot
Even here, between the chaste unsmirched brow
Of my true mother.
King.
What is the cause, Laertes,
That thy rebellion looks so giant-like?--
Let him go, Gertrude; do not fear our person:
There's such divinity doth hedge a king,
That treason can but peep to what it would,
Acts little of his will.--Tell me, Laertes,
Why thou art thus incens'd.--Let him go, Gertrude:--
Speak, man.
Laer.
Where is my father?
King.
Dead.
Queen.
But not by him.
King.
Let him demand his fill.
Laer.
How came he dead? I'll not be juggled with:
To hell, allegiance! vows, to the blackest devil!
Conscience and grace, to the profoundest pit!
I dare damnation:--to this point I stand,--
That both the worlds, I give to negligence,
Let come what comes; only I'll be reveng'd
Most throughly for my father.
King.
Who shall stay you?
Laer.
My will, not all the world:
And for my means, I'll husband them so well,
They shall go far with little.
King.
Good Laertes,
If you desire to know the certainty
Of your dear father's death, is't writ in your revenge
That, sweepstake, you will draw both friend and foe,
Winner and loser?
Laer.
None but his enemies.
King.
Will you know them then?
Laer.
To his good friends thus wide I'll ope my arms;
And, like the kind life-rendering pelican,
Repast them with my blood.
King.
Why, now you speak
Like a good child and a true gentleman.
That I am guiltless of your father's death,
And am most sensibly in grief for it,
It shall as level to your judgment pierce
As day does to your eye.
Danes.
[Within] Let her come in.
Laer.
How now! What noise is that?

[Re-enter Ophelia, fantastically dressed with straws and
flowers.]

O heat, dry up my brains! tears seven times salt,
Burn out the sense and virtue of mine eye!--
By heaven, thy madness shall be paid by weight,
Till our scale turn the beam. O rose of May!
Dear maid, kind sister, sweet Ophelia!--
O heavens! is't possible a young maid's wits
Should be as mortal as an old man's life?
Nature is fine in love; and where 'tis fine,
It sends some precious instance of itself
After the thing it loves.
Oph.
[Sings.]
They bore him barefac'd on the bier
Hey no nonny, nonny, hey nonny
And on his grave rain'd many a tear.--
Fare you well, my dove!
Laer.
Hadst thou thy wits, and didst persuade revenge,
It could not move thus.
Oph.
You must sing 'Down a-down, an you call him a-down-a.' O,
how the wheel becomes it! It is the false steward, that stole his master's daughter.
Laer.
This nothing's more than matter.
Oph.
There's rosemary, that's for remembrance; pray, love,
remember: and there is pansies, that's for thoughts.
Laer.
A document in madness,--thoughts and remembrance fitted.
Oph.
There's fennel for you, and columbines:--there's rue for you; and here's some for me:--we may call it herb of grace o'Sundays:--O, you must wear your rue with a difference.--There's a daisy:--I would give you some violets, but they wither'd all when my father died:--they say he made a good end,--
[Sings.]
For bonny sweet Robin is all my joy,--
Laer.
Thought and affliction, passion, hell itself,
She turns to favour and to prettiness.
Oph.
[Sings.]
And will he not come again?
And will he not come again?
No, no, he is dead,
Go to thy death-bed,
He never will come again.
His beard was as white as snow,
All flaxen was his poll:
He is gone, he is gone,
And we cast away moan:
God ha' mercy on his soul!
And of all Christian souls, I pray God.--God b' wi' ye.
[Exit.]

Laer.
Do you see this, O God?
King.
Laertes, I must commune with your grief,
Or you deny me right. Go but apart,
Make choice of whom your wisest friends you will,
And they shall hear and judge 'twixt you and me.
If by direct or by collateral hand
They find us touch'd, we will our kingdom give,
Our crown, our life, and all that we call ours,
To you in satisfaction; but if not,
Be you content to lend your patience to us,
And we shall jointly labour with your soul
To give it due content.
Laer.
Let this be so;
His means of death, his obscure burial,--
No trophy, sword, nor hatchment o'er his bones,
No noble rite nor formal ostentation,--
Cry to be heard, as 'twere from heaven to earth,
That I must call't in question.
King.
So you shall;
And where the offence is let the great axe fall.
I pray you go with me.
[Exeunt.]

6/06/2014

Hamlet Akt I Scena 3 [SŁOMCZYŃSKI]

Scena III.

Komnata w domu Poloniusza. 

Wchodzą LAERTES i OFELIA. 

LAERTES
Sakwy podróżne mam już na pokładzie;
Żegnaj mi, siostro; gdy okręt się zdarzy,
A wiatr przychylny powieje, nie zaśpij,
Lecz wieść mi przyślij.
OFELIA
Czyżbyś wątpił o tym?
LAERTES 
Skłonność Hamleta i jego zaloty
Miej za oznakę dworskich obyczajów

I krwi igraszki, za młody fiołek
Rozkwitający, nietrwały i słodki,
Wonny, mogący zabawić przez chwilę;
Nic więcej.
OFELIA
Więcej nic nad to?
LAERTES
Nic więcej;
Wierz mi, natura nie rozkwita bowiem
Jedynie ciała i członków rozrostem,
Lecz gdy budowa świątyni się kończy,
W jej wnętrzu zwiększać poczyna się znacznie
Służba rozumu i duszy; być może,
Kocha on ciebie dziś; więc dziś nie plami
Błotem podstępu swych zamysłów, jednak 
Zważ jego wielkość; niech cię ona strwoży,
Nie może rządzić się on własną wolą,
Gdyż jest poddanym swego urodzenia.
Nie może, jak to czynią mniej dostojni,
Sam własnych kąsków odkrawać, gdyż spokój
I bezpieczeństwo całej tej krainy
Na jego tylko wyborze zawisły.
Wybór ów musi być więc określony
Przyzwalającym głosem tego ciała,
Którego głową jest on sam. Dlatego,
Gdy znów ci prawić będzie o miłości,
Roztropność twoja nie wcześniej uwierzy,
Aż nie potwierdzi słów obrzęd stosowny
W miejscu właściwym, które się znajduje
Tam, gdzie dociera głos powszechny Danii.
Zważ też, jak wielka grozi ci utrata
Czci, jeśli uchem nazbyt łatwowiernym
Będziesz się w jego wsłuchiwała pieśni
Lub serce oddasz, a skarbiec czystości
Otworzysz jego gwałtownym pragnieniom.
Strzeż się, Ofelio, strzeż się, dobra siostro,
I skryj się w głębi za twoim uczuciem,
Z dala od grozy i pocisków żądzy.
Najrozważniejsza z dziewic dość utraci,
Gdy księżycowi swą piękność odsłoni.
I cnota sama nie umknie przed ciosem
Obmowy. Robak zbyt często pożera 
Potomstwo wiosny, nim pąki rozkwitną;
Zgubne wyziewy skryte są najczęściej
Wśród kropel rosy o brzasku młodości.
Więc strzeż się: tarczą najlepszą jest trwoga. 
Przeciwko sobie młodość boje toczy,
Choć nieprzyjaciół nie widzą jej oczy. 
OFELIA
Wnioski z nauki tej pięknej postawię
Przy moim sercu na straży. Lecz nie bądź,
Mój dobry bracie, jak ci źli pasterze,
I nie ukazuj mi ciernistej drogi,
Stromo ku niebu prowadzącej, jeśli
Sam jak beztroski, rozwiązły rozpustnik
Ścieżką swawolną pójdziesz wśród pierwiosnków,
Nie dbając wcale o własne przestrogi. 
LAERTES
Nie trwóż się o mnie. Zbyt długo marudzę,
Lecz oto ojciec nadchodzi.

Wchodzi POLONIUS. 

Błogosławieństwo to podwójna łaska;
Drugie rozstanie zsyła uśmiech losu.
POLONIUS
Jeszcze tu jesteś, Laertesie? Wstydź się!
Zmykaj na pokład, na pokład! Wiatr przysiadł
Na twego żagla ramionach, czekają 
Na ciebie tylko. Weź błogosławieństwo!
Tych rad kilkoro zanotuj w pamięci.
Myśli swych słowem nie objawiaj ani
Uczynkiem myśli swej niedowarzonej.
Bądź poufały, lecz nigdy prostacki.
Przyjaciół, których już wypróbowałeś,
Skuj z duszą swoją stalową obręczą.
Lecz nie ogłupiaj swej dłoni uściskiem
Nowo wyklutych i nieopierzonych
Twych towarzyszy. Nie wchodź nigdy w zwadę;
Lecz, skoro wszedłeś, czyń tak, by przeciwnik
Uląkł się ciebie. Daj ucho każdemu,
Lecz głos nielicznym. Słuchaj wszelkich sądów,
Lecz swój zatrzymaj. Noś kosztowne szaty,
Takie, na jakie sakiewka zezwoli,
Lecz nie zanadto wyszukane; drogie,
Lecz nie jaskrawe. Często bowiem ubiór
Obwieszcza, jakim jest człowiek. Francuzi,
Najwyżsi rodem i stanem, zwracają 
Na owe sprawy szczególną uwagę.
Nie bądź dłużnikiem ani wierzycielem,
Gdyż pożyczając utracisz pieniądze
Wraz z przyjacielem, a biorąc pożyczkę
Przytępisz ostrze swej gospodarności.
A nade wszystko: zostań wierny sobie,
Za tym pójść musi, jakby dzień za nocą,
Że nie okażesz fałszu innym ludziom.
Żegnaj, a niechaj z mym błogosławieństwem
Dojrzewa wszystko to w tobie.
LAERTES
Z pokorą 

Żegnam cię teraz, panie mój.
POLONIUS
Czas wzywa.
Idź, słudzy twoi czekają na ciebie. 
LAERTES
Żegnaj, Ofelio, i o słowach moich

Nie zapominaj.
OFELIA
Są one zamknięte
W mojej pamięci, a klucz ty mieć będziesz.
LAERTES
Żegnaj. 

[Wychodzi.

POLONIUS
Ofelio, o czym rozmawiał on z tobą?
OFELIA
Z twym przyzwoleniem, o czymś, co dotyczy księcia Hamleta.
POLONIUS
Matko Boża, prawda! 
Jak mi wiadomo, wiele on ostatnio
Spędził chwil z tobą, a ty czas swój hojnie
I najswobodniej jemu poświęcałaś.
Jeśli tak było, - a tak przedstawiono
Rzecz, by mnie ostrzec - muszę ci powiedzieć, 
Że nie pojmujesz zapewne zbyt jasno,
Co mojej córce i twej czci przystoi.
Mów prawdę, co się między wami dzieje?
OFELIA
Panie, powtarzał mi, jak jest bezcenne
Owo uczucie, które żywi dla mnie.
POLONIUS
Uczucie! Mówisz, jakbyś miała nadal
Zielono w głowie i nie pojmowała
Niebezpieczeństwa tak groźnej pułapki.
Czy wierzysz w jego uczucia bezcenne,
Jak je nazywasz?
OFELIA
Sama nie wiem, panie,
Co o tym sądzić?
POLONIUS
A więc, Matko Boża,
Ja cię pouczę: sądź, że jesteś dzieckiem,
Skoro uczucia wzięłaś za bezcenne,
Które są tylko bez ceny, gdyż żadnej
On nie zapłaci. A więc ceń się wyżej,
Gdyż, - by nie tracić już tchu na błazeństwa, - 
Jeden dar cenny złożysz mi, niemowlę.
OFELIA
Panie, oświadczał mi swą miłość godnie,
Nie godząc w cnotę.
POLONIUS
Godząc w niecnotę, powiedz. Dość, dość tego.
OFELIA
I przydał wagi swoim słowom, panie,
Wszystkimi niemal zaklęciami niebios.
POLONIUS
Tak, tak, sidłami na gawrony. Wiem ja,
Gdy krew wrzeć zacznie, jak rozrzutnie dusza
Użycza zaklęć językowi. Córko,
Płomyków owych, które dają więcej
Blasku niż ciepła, a gasną w zarodku
Przy rozniecaniu, nie chciej brać za ogień.
Od dziś niech będzie nieco powściągliwsze
Twoje dziewictwo, a rozmowy wyższe
Nad pogawędki na cudze życzenie.
A jeśli mowa o księciu Hamlecie,
Pomyśl jedynie o tym, że jest młody
I może biegać na dłuższym postronku
Niż ów, co ciebie wiąże. Jednym słowem,
Nie wierz zaklęciom Hamleta, Ofelio;
To pośrednicy, o barwie odmiennej
Niż barwa szat ich, gdyż są rajfurami,
Którzy wspierają bezbożne umizgi,
Napomykając o najświętszych więzach,
Aby tym łatwiej móc zwodzić. To wszystko.
Mówiąc po prostu, pragnę, abyś odtąd 
Nie zniesławiała chwil twego wytchnienia
Rzucaniem słówek albo pogawędką
Z księciem Hamletem. Nakazuję, abyś
Zadbała o to. Ruszaj w swoją stronę.
OFELIA
Będę posłuszna, panie mój.
[Wychodzą.