Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Reynaldo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Reynaldo. Pokaż wszystkie posty

7/28/2014

Hamlet Akt II Scena 1 [PASZKOWSKI]

Pokój w domu Poloniusza.

Poloniusz i Rajnold.


POLONIUSZRajnoldzie, oddasz mu waszmość to pismo
I te pieniądze.

RAJNOLD
Nie omieszkam, panie.

POLONIUSZ
Zanim się jednak doń udasz, Rajnoldzie,
Mądrze byś zrobił, ażebyś poprzednio
O jego sprawowaniu się wywiedział.

RAJNOLD
Tak też myślałem, panie.

POLONIUSZ
Dobrze–ś myślał,
Bardzo–ś roztropnie myślał. Przede wszystkim
Wypytasz mi się najdokładniej, jacy
Są Duńczykowie w Paryżu; jak który
I z czego żyje: gdzie bywa i jakie
Z kim ma stosunki; gdy zaś skutkiem takich
Krętobadawczych, manowcowych pytań
Dojdziesz, że oni znają mego syna,
Wtedy przystąpisz do materii o nim
Bliżej niżeli w poprzednich pytaniach.
Powiesz na przykład, udając, jakobyś
Znał go z daleka: „Znam jego familię,
Jego przyjaciół, a w części i jego”;
Rozumiesz mnie, Rajnoldzie?

RAJNOLD
Najzupełniej.

POLONIUSZ
„I jego w części, wprawdzie — dodać możesz —
Niewiele, jest–li on wszakże tym samym,
O którym myślę, wietrznik to, rozpustnik,
Skłonny do tego i tego”. Zwal wtedy,
Co ci się żywnie podoba, na niego;
Jednakże nic takiego, co by mogło
Szwank przynieść jego sławie; tego strzeż się.
Takie jedynie przypisz mu wybryki,
Jakie z młodością i krewkością w parze
Zazwyczaj chodzą.

RAJNOLD
Więc, na przykład, hazard?

POLONIUSZ
Tak, albo pochop do zwad, klątw, pijatyk,
Gachostwa wreszcie: tak daleko możesz
Posunąć swoje kłamstwa.

RAJNOLD
Ależ, panie,
To by już jego sławie szwank przyniosło.

POLONIUSZ
Bynajmniej, jeśli tylko będziesz umiał
Wziąć się do rzeczy. Nie trzeba ci dawać
Do zrozumienia, że on w żądzach swoich
Jest rozpasany, tego nie chcę; wytknij
Jego usterki tak subtelnie, żeby
One się zdały tylko nadużyciem
Wolności, duszy ognistej wybuchem,
Obłędem wrzącej krwi, słowem, pustotą
Właściwą wszystkim młodym.

RAJNOLD
Rad bym wiedzieć,
Łaskawy panie…

POLONIUSZ
Do czego to wszystko?

POLONIUSZ
Tak, panie.

RAJNOLD
Zaraz ci powiem: mój zamiar
Uzasadniony i, jak się spodziewam,
Niepłonną skutku dający rękojmię.
Skoro na mego syna złożysz waszmość
Te drobne chyby, niby skazy, którym
Ulega każda rzecz, gdy się wyrabia,
Wtedy, jeżeli tylko ten, którego
Za język ciągnąć będziesz, kiedykolwiek
Młodzieńca w mowie będącego widział
Jednej z powyższych praktyk oddanego,
Ten ktoś, bądź pewien, przywtórzy ci zaraz
W ten sposób: „Mości dobrodzieju”, albo:
„Mój miły panie”, albo: „Widzisz, waćpan” —
Stosownie do zwyczaju miejscowego
Lub w miarę swojej atencji.

RAJNOLD
Rozumiem.

POLONIUSZ
Skoro zaś to ci powie, powie potem…
Cóżem to dalej miał mówić? Do licha,
Miałem powiedzieć coś, na czymżem stanął?

RAJNOLD
Na tym podobno, że ktoś mi przywtórzy.

POLONIUSZŻe ci przywtórzy, aha! tak więc tedy
Ten ktoś przywtórzy ci pewnie w ten sposób:
„Znam tego pana, widziałem go wczoraj”,
Albo: „Owego dnia, wtedy a wtedy,
Z tym a z tym, i w istocie grał wysoko”;
Albo: „Pokłócił się”, albo: „Miał w czubku”,
Albo: „Widziałem, jak wchodził do domu
Podejrzanego”, i tak dalej. Tak to
Na wędę fałszu złowisz karpia prawdy.
Tak to rozumni, zręczni ludzie, boczkiem,
Rzemiennym dyszlem zachodząc, umieją
Trafić do celu: i tak samo waszmość,
Według wskazówki i instrukcji, jaką
Ci udzieliłem, poweźmiesz języka
O moim synu. Wiesz już, o co idzie?

RAJNOLD
Wiem, panie.

POLONIUSZ
Jedź więc, niech cię Bóg prowadzi!

RAJNOLD
Dziękuję…

POLONIUSZ
Zresztą sam śledź jego kroki.

RAJNOLD
Dopełnię tego.

POLONIUSZ
A niech mi się ćwiczy
W muzyce.

RAJNOLD
Dobrze, panie.

Wychodzi. 
Wchodzi Ofelia.
POLONIUSZ
Bądź zdrów, waszmość.

Co ci to jest, Ofelio? Co się stało?

OFELIA
Ach, panie, takem strasznie się przelękła.

POLONIUSZ
Czego? dlaboga?

OFELIA
Siedziałam przy krosnach
W moim pokoju, gdy wtem książę Hamlet,
Z odkrytą głową, rozpięty, w obwisłych
Brudnych pończochach, blady jak koszula,
Chwiejący się na nogach, z tak okropnym
Wyrazem twarzy, jakby się wydostał
Z piekła i jego zgrozę chciał obwieścić,
Stanął przede mną.

POLONIUSZ
Czyliżby z miłości
Oszalał?

OFELIANie wiem, ale się obawiam.

POLONIUSZ
Cóż ci powiedział?

OFELIA
Ujął mnie za rękę,
Nie mówiąc słowa, i silnie ją trzymał;
Cofnął się potem na długość ramienia
I, drugą rękę przytknąwszy do czoła,
W twarz moją wlepił oczy tak badawczo,
Jak gdyby ją chciał narysować. Długo
Tak stał, nareszcie, lekko potrząsając
Moim ramieniem i kiwając głową,
Wydał tak ciężkie, żałosne westchnienie,
Że się zdawało, iż mu piersi pękną
I życie z niego uleci. Odstąpił
Wtedy ode mnie i powolnym krokiem
Szedł z odwróconą głową poza siebie,
Kierując się ku drzwiom. Przeszedł w ten sposób
Przez cały pokój, bez pomocy oczu,
I wyszedł, ciągle wpatrując się we mnie.

POLONIUSZ
Muszę natychmiast udać się do króla;
Są to objawy gwałtowne miłości,
Która się trawi w sobie i prowadzi
Do rozpaczliwych kroków, tak jak każda
Inna namiętność trapiąca ród ludzki;
Boleję nad tym. Możeś tymi czasy
Przykre mu jakie słowo powiedziała?

OFELIA
Nie, panie; tylko, tak jak rozkazałeś,
Odesłałam mu listy i wzbroniłam
Dalszych odwiedzin.

POLONIUSZ
To go w szał wprawiło.
Boleję nad tym, żem jego skłonności
Dokładniej, pilniej nie zbadał. Myślałem,
Że on cię durzy, przywieść chce o zgubę.
Przeklinam teraz moją podejrzliwość.
Zdaje się, że nam, starym, jest właściwe
Przebierać miarę w przezorności, tak jak
Nawzajem młodym mało jej posiadać.
Biegnę do króla; zatajenie tego
Więcej niż rozgłos zrządzić może złego.
Pójdź.

Wychodzą.

7/27/2014

HAMLET Akt II Scena 1 [Barańczak]

Komnata u Poloniusza.

Wchodzi Poloniusz i jego sługa Reynaldo.

POLONIUSZ 
Wręczysz mu list i pieniądze, Reynaldo.

REYNALDO
Tak jest. 

POLONIUSZ
A zanim dojdzie do spotkania, 
Byłoby mądrze wywiedzieć się trochę,
Jak się sprawuje.

REYNALDO
Taki miałem zamiar. 

POLONIUSZ
Roztropne słowa, brawo. Zrób to tak:

Wpierw się wypytaj, kto z naszych rodaków 
Gości w Paryżu, kim jest, z czego żyje,
Na jakiej stopie, z kim trzyma, gdzie mieszka;
A gdy się dowiesz tą okrężną drogą,
Że ktoś zna mego syna, badaj dalej,
Wciąż unikając bezpośrednich pytań.
Udawaj, że coś mgliście o nim wiesz,
Mów: "Ot, znam jego ojca i przyjaciół,
Jego samego też trochę..." - uważasz?

REYNALDO
Pilnie uważam.

POLONIUSZ
Więc: "Jego samego
Też trochę", powiesz, "ale niezbyt dobrze;
Lecz jeśli to ten sam, słyszałem o nim, 
Że lubi szaleć i że ma nałogi
Takie a takie". I tu coś wymyślisz - 
Tylko, broń Boże, nic, co by mu mogło
Zaszargać reputację. Niech to będą
Drobne wyskoki, wybryki - typowe
Dla puszczonego samopas młodzieńca.

REYNALDO
Na przykład hazard?

POLONIUSZ
Właśnie: karty, kości,
Wino, przekleństwa, kłótnie, pojedynki,
Rozpusta - tego rodzaju drobiazgi.

REYNALDO
To już zaszkodzi jego reputacji.

POLONIUSZ
Wszystko zależy od sformułowania.
Nie masz go wcale, Boże broń, oczerniać
Albo oskarżać wprost, że się łajdaczy.
Nie o to chodzi. Mów o jego wadach
Zdawkowo, z lekka, żeby się wydały
Ot, rozhukaniem, swawolą, ognistym
Temperamentem, grzechami młodości,
Która się musi wyszumieć.

REYNALDO
Tak, ale...

POLONIUSZ
Chcesz wiedzieć, po co to wszystko?

REYNALDO
No, właśnie.

POLONIUSZ
Już ci wyjaśniam. Cały ten mój fortel -

Zupełnie, moim zdaniem, dopuszczalny -
Ma określony cel. Kiedy tak będziesz
Przyczepiał łatki mojemu synowi -
Że niby troszkę się zbrudził w użyciu -
Uważaj dobrze, co powie rozmówca,
To znaczy człowiek, którego sondujesz:
Czy się na przykład zgodzi z oskarżeniem,
Wspomni, że miał sposobność obserwować
Owe wyskoki, bąknie coś w rodzaju:
"Mój przyjacielu" czy "dobry człowieku",
Czy "panie", czy też co tam będzie zgodne
Z duchem języka, miejscowym zwyczajem
Czy jego własną pozycją -

REYNALDO
Rozumiem.

POLONIUSZ
I w tym momencie... tak, i w tym momencie...
Co to ja miałem powiedzieć? Do licha, coś przecież 
miałem powiedzieć! Na czym to ja skończyłem? 

REYNALDO
Na "bąknie coś w rodzaju: Mój przyjacielu czy dobry człowieku..."

POLONIUSZ
Otóż to! A więc bąknie coś w rodzaju:
"Znam tego pana; widziałem go wczoraj
Albo przedwczoraj, dnia tego a tego,
Tam a tam, w takiej a takiej kompanii,
Jak w samej rzeczy upił się, rżnął w karty,
Wszczął kłótnię przy tenisie", albo może:
"Widziałem go przed podejrzanym domem" -
Inaczej mówiąc, wchodził do burdelu -
No i tak dalej. Rozumiesz, w czym rzecz:
Na wędkę fałszu złapisz karpia prawdy;
Tak właśnie my, bogatsi doświadczeniem
I zrozumieniem, działamy okrężnie
Albo fortelem, i tak dochodzimy
Nieprostą drogą do prostych rozwiązań.
I tak też, zgodnie z powyższą instrukcją,
Dojdziesz do prawdy o mym synu. Jasne?

REYNALDO
Jasne.

POLONIUSZ
Więc ruszaj z Bogiem.


REYNALDO
Zaraz jadę.

POLONIUSZ
Sam zresztą zmiarkuj, jakie ma skłonności...

REYNALDO
Będę się starał.

POLONIUSZ
I żeby się pilnie 

Ćwiczył w muzyce!

REYNALDO
Dobrze, jaśnie panie.

POLONIUSZ
Bądź zdrów.

Reynaldo wychodzi. Wchodzi Ofelia.

Co z tobą, córko, co ci jest?

OFELIA
Och, ojcze, tak się przestraszyłam.

POLONIUSZ
Czymże,
Na miłość boską?

OFELIA
Siedziałam u siebie
I szyłam, a tu nagle książę Hamlet
Staje przede mną - w rozchełstanej kurtce,
Bez kapelusza, z błotem na pończochach
Opadłych mu do kostek jak kajdany:
Twarz od koszuli bielsza, nogi pod nim
Drżały i wygląd miał taki żałosny,
Jakby się wyrwał z piekła i próbował
Opisać jego grozę.

POLONIUSZ
Czyżby popadł

W obłęd z miłości do ciebie?

OFELIA
Ja nie wiem,
Ale naprawdę boję się, że tak.

POLONIUSZ
Co mówił?


OFELIA
Chwycił mnie mocno za przegub,
Potem odsunął na długość ramienia
I drugą ręką osłaniając oczy,
Wpatrzył się we mnie z napiętą uwagą,
Jakby miał zamiar rysować mój portret.
Stał tak dość długo. Wreszcie moją rękę
Uścisnął lekko i trzykrotnie kiwnął
Głową - o, tak - a przy tym wydał z siebie
Ciężkie, żałosne westchnienie: myślałam,
Że pierś mu pęknie. Wtedy rękę puścił,
Odwrócił się i nie patrząc przed siebie,
Za to przez ramię spoglądając na mnie,
Trafił do drzwi i wyszedł.

POLONIUSZ
Pójdziesz ze mną,
Poszukam króla. Objawy wskazują
Na szał miłosny, nie ma wątpliwości.
Ten typ obłędu ma gwałtowny przebieg
I nieraz źle się kończy albo wiedzie
Do desperackich kroków. Tak to bywa
Z namiętnościami, które trapią ludzi
Na tym padole. Hm, przykra historia.
Czyżbyś ostatnio dotknęła go jakimś
Niemiłym słówkiem?

OFELIA
Nie, ojcze; natomiast
Tak, jak kazałeś, odsyłałam listy
I odmawiałam, kiedy chciał się spotkać.

POLONIUSZ
Przez to oszalał! Źle, że nie umiałem
Zdobyć się na baczniejszą obserwację
I trafne wnioski. Bałem się, że książę
Bawi się tobą, chce cię zbałamucić,
Zrobi ci krzywdę. Głupia podejrzliwość!
We wszystkim węszyć utajone groźby - 
Typowa starcza przywara, tak samo
Jak lekkomyślność jest wadą młodości.
Chodźmy do króla. Trzeba mu powiedzieć.
Jeśli wyjawię mu obłęd Hamleta,
Narażę się na gniew; jeśli zataję,
Narażę innych i siebie, niestety,
Na gorsze skutki. Nie czas na sekrety.
Chodźmy.

Wychodzą.



6/08/2014

Hamlet Act II Scene 1

Act II.
Scene I. 
A room in Polonius's house.
[Enter Polonius and Reynaldo.]

Pol.
Give him this money and these notes, Reynaldo.
Rey.
I will, my lord.
Pol.
You shall do marvellous wisely, good Reynaldo,
Before You visit him, to make inquiry
Of his behaviour.
Rey.
My lord, I did intend it.
Pol.
Marry, well said; very well said. Look you, sir,
Enquire me first what Danskers are in Paris;
And how, and who, what means, and where they keep,
What company, at what expense; and finding,
By this encompassment and drift of question,
That they do know my son, come you more nearer
Than your particular demands will touch it:
Take you, as 'twere, some distant knowledge of him;
As thus, 'I know his father and his friends,
And in part him;--do you mark this, Reynaldo?
Rey.
Ay, very well, my lord.
Pol.
'And in part him;--but,' you may say, 'not well:
But if't be he I mean, he's very wild;
Addicted so and so;' and there put on him
What forgeries you please; marry, none so rank
As may dishonour him; take heed of that;
But, sir, such wanton, wild, and usual slips
As are companions noted and most known
To youth and liberty.
Rey.
As gaming, my lord.
Pol.
Ay, or drinking, fencing, swearing, quarrelling,
Drabbing:--you may go so far.
Rey.
My lord, that would dishonour him.
Pol.
Faith, no; as you may season it in the charge.
You must not put another scandal on him,
That he is open to incontinency;
That's not my meaning: but breathe his faults so quaintly
That they may seem the taints of liberty;
The flash and outbreak of a fiery mind;
A savageness in unreclaimed blood,
Of general assault.
Rey.
But, my good lord,--
Pol.
Wherefore should you do this?
Rey.
Ay, my lord,
I would know that.
Pol.
Marry, sir, here's my drift;
And I believe it is a fetch of warrant:
You laying these slight sullies on my son
As 'twere a thing a little soil'd i' the working,
Mark you,
Your party in converse, him you would sound,
Having ever seen in the prenominate crimes
The youth you breathe of guilty, be assur'd
He closes with you in this consequence;
'Good sir,' or so; or 'friend,' or 'gentleman'--
According to the phrase or the addition
Of man and country.
Rey.
Very good, my lord.
Pol.
And then, sir, does he this,--he does--What was I about to say?-- By the mass, I was about to say
something:--Where did I leave?
Rey.
At 'closes in the consequence,' at 'friend or so,' and
gentleman.'
Pol.
At--closes in the consequence'--ay, marry!
He closes with you thus:--'I know the gentleman;
I saw him yesterday, or t'other day,
Or then, or then; with such, or such; and, as you say,
There was he gaming; there o'ertook in's rouse;
There falling out at tennis': or perchance,
'I saw him enter such a house of sale,'--
Videlicet, a brothel,--or so forth.--
See you now;
Your bait of falsehood takes this carp of truth:
And thus do we of wisdom and of reach,
With windlaces, and with assays of bias,
By indirections find directions out:
So, by my former lecture and advice,
Shall you my son. You have me, have you not?
Rey.
My lord, I have.
Pol.
God b' wi' you, fare you well.
Rey.
Good my lord!
Pol.
Observe his inclination in yourself.
Rey.
I shall, my lord.
Pol.
And let him ply his music.
Rey.
Well, my lord.
Pol.
Farewell!

[Exit Reynaldo.]
[Enter Ophelia.]

How now, Ophelia! what's the matter?
Oph.
Alas, my lord, I have been so affrighted!
Pol.
With what, i' the name of God?
Oph.
My lord, as I was sewing in my chamber,
Lord Hamlet,--with his doublet all unbrac'd;
No hat upon his head; his stockings foul'd,
Ungart'red, and down-gyved to his ankle;
Pale as his shirt; his knees knocking each other;
And with a look so piteous in purport
As if he had been loosed out of hell
To speak of horrors,--he comes before me.
Pol.
Mad for thy love?
Oph.
My lord, I do not know;
But truly I do fear it.
Pol.
What said he?
Oph.
He took me by the wrist, and held me hard;
Then goes he to the length of all his arm;
And with his other hand thus o'er his brow,
He falls to such perusal of my face
As he would draw it. Long stay'd he so;
At last,--a little shaking of mine arm,
And thrice his head thus waving up and down,--
He rais'd a sigh so piteous and profound
As it did seem to shatter all his bulk
And end his being: that done, he lets me go:
And, with his head over his shoulder turn'd
He seem'd to find his way without his eyes;
For out o' doors he went without their help,
And to the last bended their light on me.
Pol.
Come, go with me: I will go seek the king.
This is the very ecstasy of love;
Whose violent property fordoes itself,
And leads the will to desperate undertakings,
As oft as any passion under heaven
That does afflict our natures. I am sorry,--
What, have you given him any hard words of late?
Oph.
No, my good lord; but, as you did command,
I did repel his letters and denied
His access to me.
Pol.
That hath made him mad.
I am sorry that with better heed and judgment
I had not quoted him: I fear'd he did but trifle,
And meant to wreck thee; but beshrew my jealousy!
It seems it as proper to our age
To cast beyond ourselves in our opinions
As it is common for the younger sort
To lack discretion. Come, go we to the king:
This must be known; which, being kept close, might move
More grief to hide than hate to utter love.
[Exeunt.]